Przed wojną porządne limuzyny miały opony z szerokim, białym paskiem. Dzisiaj samochody jeżdżą na niskich, szerokich kołach. O historii rodzinnego zakładu wulkanizacyjnego opowiadał Andrzej Górz, gdy przed laty pisaliśmy o jego rodzinnej firmie. Dziś zakładu już nie ma a Państwo Górzowie przemierzają świat swoim ukochanym kamperem. Wróćmy do tamtego tekstu z 2008 roku, gdy wulkanizacja na Orkana w Zakopanem to był dla wielu kierowców ważny adres.
Andrzej Górz prowadzi zakład wulkanizacyjny przy ul. Ogrodowej w Zakopanem, a jego historia sięga 1936 roku. Przegląda teczkę ze starymi dokumentami. Są w niej rachunki, księga kontroli kotła parowego, różne zezwolenia i zaświadczenia. Wszystkie z dawnych, przedwojennych i powojennych czasów. Zakład założył dziadek Małgorzaty Górz, żony pana Andrzeja. – Dziadek Franciszek Wyroba przyszedł z Bibic, wsi podkrakowskiej, do Zakopanego – jak to przed wojną bywało – z butami na ramieniu – opowiada Andrzej Górz, który zna świetnie historię rodzinnego zakładu. – Zaczął pracować w masarni u Galicy, przy dolnych Krupówkach. W 1936 roku założył pierwszy zakład wulkanizacyjny na Kamieńcu w Zakopanem. Z czasem przyjął do pracy swojego brata Jana, który też piechotą przyszedł z Bibic – dodaje. Franciszek jeszcze przed drugą wojną światową dorobił się własnego samochodu. Gdy w 1939 roku polski rząd konfiskował pojazdy, Franciszek Wyroba nie oddał auta dla wojska, tylko pojechał nim do Rumunii. Pracował jako kierowca. Z Rumunii wrócił w 1943 roku. Pod jego nieobecność zakład wulkanizacyjny prowadził jego brat. – Razem z Janem prowadzili wspólnie zakład do 1957 roku. Później bracia się rozstali. Dziadek Franek założył drugi zakład, który mieścił się w Turni przy ulicy Kościuszki. Wchodziło się do niego od tyłu domu. Dziadek do tego celu przystosował piwnicę. Miał tam kocioł parowy, ponieważ do niedawna technologia naprawy opon i dętek wymagała wysokiej temperatury – wyjaśnia pan Andrzej. W 1957 roku Franciszek Wyroba przyjął do pracy swojego zięcia, Stefana Zagoźcińskiego, który przybył pod Giewont z Kozienic, aby się uczyć w Technikum Budowlanym. Stefan po zdaniu matury, zanim ożenił się z córką Franciszka, zatrudnił się w jakimś zakładzie budowlanym. – Dziadkowi udało się namówić go, aby przyszedł mu pomagać w wulkanizatorni, chociaż kiedyś to była ciężka praca fizyczna – tłumaczy. Stefan, ojciec Małgorzaty, prowadził zakład aż do śmierci, do 1989 roku.
Górzowie poznali się, pracując w Spółdzielni Inwalidów. Małgorzata była na stanowisku plastyka dekoratora, a Andrzej był tzw. specjalistą małego transportu. – Żona mnie namawiała, abym pracował u jej ojca. Nie bardzo mi się to podobało, bo to była ciężka praca. Nie było takich urządzeń, jak dzisiaj. Używało się dwóch młotków, dwóch łyżek zwanych monterkami, a defektów było bez liku. W dzień się przyjmowało uszkodzone koła, a w nocy się naprawiało. Niekiedy było 200-250 kół dziennie. W końcu się zdecydowałem. Było to w 1980 roku. Dziewięć lat później stwierdzono, że Turnia grozi zawaleniem i przenieśliśmy się do domu przy ulicy Ogrodowej. To rodzinny dom mojej żony. Wybudował go dziadek, wspólnie ze Stefanem – ciągnie opowieść pan Andrzej. Był taki czas w latach 80. ubiegłego wieku, że młodzi Górzowie mieli swój oddzielny zakład w Poroninie. Andrzej pracował w nim sam, pomagała mu Małgorzata. – Wieczorem, po późnym obiedzie, z żoną wracaliśmy do Poronina. Ja rozmontowywałem i później montowałem koła, a Małgorzata lepiła łatki – mówi.
Łatanie i bieżnikowanie
Przemysł oponiarski ma swoją długą historię. – Opona, jak opona, zawsze była czarna – żartuje mój rozmówca. – No, może nie do końca jest to prawdą. Przed wojną porządne limuzyny miały oponę z szerokim białym pasem – wyjaśnia. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat technologia produkcji opon i ich naprawy bardzo się zmieniła. Dawniej naprawa odbywała się na gorąco, dzisiaj proces jest znacznie uproszczony i oponę czy dętkę łata się już na zimno, stosując specjalistyczne środki chemiczne. – Wulkanizacja jest to proces chemiczny, łączący gumę za pomocą siarki, na gorąco – tłumaczy pan Andrzej. – Taki proces technologiczny funkcjonował przez długie lata, u nas, w Polsce, do połowy lat 90. ubiegłego wieku – podkreśla. Łaty przyklejało się w temperaturze 150 st. C. Do tego celu wykorzystywany był specjalny kocioł parowy, w którym utrzymywane było ciśnienie 5 atmosfer, a wodę podgrzewało się do 150 st. C. Tu nagrzewało się oponę do naprawy. Dawniej zakład prowadził też bieżnikowanie opon. Dziś regenerację przeprowadza się pod ciśnieniem, stosując specjalną formę, i bieżnik jest dociśnięty równomiernie na całej powierzchni. Natomiast przed wojną była inna forma do nakładania bieżnika, która miała ograniczoną długość. Dlatego regenerowało się fragmentami. – Jeśli wulkanizator nie miał dobrego wyczucia, aby równo docisnąć bieżnik, powstawały „góry i doliny”. Później przy pomocy noża trzeba było wyrównywać – tłumaczy. – My się już nie zajmujemy bieżnikowaniem – dodaje. Dzisiaj regeneruje się głównie opony przeznaczone do samochodów ciężarowych, ciągników lub autobusów miejskich – ze względów ekonomicznych. Nowe opony są bardzo drogie. – Teraz boki opon do ciężkich samochodów są wzmocnione stalowymi nitkami, więc opłaca się je regenerować – wyjaśnia mój rozmówca.
Opony z dętką
Niekiedy do pana Andrzeja zaglądają właściciele zabytkowych samochodów, do których muszą być specjalne opony. Były wąskie i wysokie, a dziś się produkuje szerokie, o niskim profilu. Są jednak 2 firmy w Europie i 3 w Stanach Zjednoczonych, które zajmują się produkcją takich opon z białym paskiem, jak dawniej. – Do tych opon muszą być, tak jak kiedyś, dętki. Obręcze w starych kołach nie są przystosowane do opon bezdętkowych, na których teraz jeździ już 90 proc. pojazdów. W klasycznych samochodach terenowych, które zmagają się z trudnym terenem, też się stosuje opony z dętkami – dodaje. Czas naprawy opony znacznie się skrócił. Kiedyś klient musiał czekać ok. 2-2,5 godziny. Dziś trwa to około kwadransa. Zakładanie czterech opon, łącznie z wyważaniem kół, to zaledwie 7-8 minut. – Przy okazji targów motoryzacyjnych, zlotów czy wyścigów starych samochodów czasem robimy zawody. Rozmontowywanie koła, wyciągnięcie dętki, założenie nowej dętki i założenie opony trwa ok. 15 sekund – przekonuje Andrzej Górz. Coraz częściej opony wypełnia się azotem, który jest gazem gęściejszym od powietrza. Dzięki temu znacznie wolniej przenika przez ścianki opony. Nie zmienia też objętości przy zmianach temperatury. – Mamy wytwornicę azotu, która ściąga go z powietrza i gromadzi gaz w zbiorniku – tłumaczy.
Sosnowa szpilka i siekiera
Pan Andrzej w swojej pracy spotykał się w różnymi klientami, którzy mieli dziwne wymagania. – Kiedyś przyjechała kobieta i prosiła, żeby jej naprawić pół koła, bo jest zepsute na dole, a na górze jest dobre. Połowa opony była zupełnie rozwalona i nadawała się do wymiany – opowiada Andrzej Górz. – Inny znów turysta, którzy przyjechał w zimie na wakacje, chciał, aby mu założyć łańcuch tylko na jedno koło. Pytam dlaczego i tłumaczę, że łańcuchy należy założyć na dwa koła. W odpowiedzi usłyszałem, że tylko lewe mu się ślizga, a prawe nie – śmieje się. Były też niewytłumaczalne przypadki przebicia opony. – Wśród rekordowych defektów, na jakie trafiliśmy, było przebicie opony przez szpilkę z sosny. Igła przeszła przez bieżnik grubości około jednego centymetra, a do tego były jeszcze inne warstwy. Nikt tego nie potrafi wytłumaczyć – mówi ze zdziwieniem. Innym znów razem wulkanizatorzy znaleźli wewnątrz opony ciągnika całą siekierę ze styliskiem. – Kamienie czy gwoździe to standard. Zwłaszcza dawniej zimą, gdy posypywano drogi czym się dało. Przede wszystkim w popiele było dużo gwoździ, które zostawały ze spalonych desek, kawałków drewna – opowiada.
Rodzinna firma
Teraz Andrzej Górz pracuje wspólnie ze swoim młodszym synem, Robertem. Starszy syn wyjechał do Stanów Zjednoczonych i w Nowym Jorku również pracuje w branży wulkanizacyjnej. U Górzów rośnie kolejne pokolenie zainteresowane samochodami. Jest to siedmioletni wnuk Tomasz, którego głównie interesują szybkie samochody produkcji amerykańskiej. Mimo to nie ma dnia, aby nie zaglądał do wulkanizatorni i nie starał się pomóc dziadkowi. Małgorzata zajmuje się całą administracją, sprzedażą, zamówieniami, bo zakład to nie tylko naprawa opon czy dętek. Pomaga jej w tym synowa. Tutaj zmienia się koła na zimowe i letnie. Można dobrać odpowiednie opony i je kupić. Dodatkowo Górzowie prowadzą stację kontroli pojazdów w Białym Dunajcu.
Jolanta Flach
Tygodnik Podhalański 52/2008

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Piękna tradycja. Mnie bliżej było do Nowego Targu na Nadwodnią.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz