W restauracji z werandą w Dworcu Tatrzańskim u Zofii Krzeptowskiej proszone przyjęcia trwały tydzień. W okresie międzywojennym bywali tam taternicy, naukowcy, literaci, artyści.
W latach 20. ubiegłego wieku popularną restaurację w Dworcu Tatrzańskim prowadziła Zofia Krzeptowska. Karol Stryjeński mawiał do niej pieszczotliwie z francuska mon petit chou. Bywalcy lokalu spolszczyli to na „Kapucha”. Przezwisko Zofii Krzeptowskiej znało nie tylko zakopiańskie środowisko, ale przyjaciele z zagranicy. Kiedyś przyszedł do niej list zaadresowany: „Madame Kapucha, Zakopane, Pologne”. I oczywiście doszedł. Rafał Malczewski w książce „Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego” pisał: „Którąś wiosną czy jesienią PTT dobudowało werandę przylegającą do murowańca i postanowiło zrobić tam restaurację, by o skromnej kabzie turysta miał możność zjeść zdrowo i smacznie. Weranda w sam raz się nadawała dla pewnej grupy zakopiańców, tym bardziej że dzierżawę lokalu objęła Zosia Krzeptowska, ochrzczona przez Oppenheima na Kapuchę lub Kapusię, i przy tej nazwie już pozostała. Restauracja zakwitła – zbierało się tam wcale fajne towarzystwo, co prawda nie wszyscy byli łazikami górskimi; schodziło się bractwo od liny i czekana, artyści, pijacy, uczeni, prorocy i wariaci. Czasem zaszedł jakiś zapalczywy „filanc”, by sprawdzić, czy nie szynkuje się wódki bez koncesji, najczęściej jednak opuszczał lokal pewny, że pije się tam mleko kwaśne i gra co najwyżej w ping-ponga. Tymczasem trzeba przyznać, że obchodzono w tym lokalu wiele imienin i innych pijaństw o takim natężeniu, że gdyby ujrzał to ów „filanc”, padłby trupem. Grano w hazard dniami i nocami, tańczono, itd. W ogóle lokal przyniósł sławę PTT, czego Towarzystwo nie chciało uznać. Było już stare i jego zarząd wolał inne przyjemności”.
Z eleganckiego świata
U Zofii Forteckiej w domu wisi portret Kapuchy namalowany ręką Witkacego. Była to siostra babki znanej malarki na szkle. – Ten portret dostałam w testamencie, tak samo jak niektóre meble, m.in. stół, stolik, szafę. Wszystko to było w jej rodzinnym domu na zakopiańskich Krzeptówkach – rozpoczyna opowieść Zofia Fortecka. – Na tym stole zawsze były cukiereczki, ale też papierosy. Wszystkie dzieci i inne osoby z rodziny wstępowały tam niemal codziennie, ale tylko na chwilkę, czekając na pobliskim przystanku na autobus do szkoły lub pracy. Wtedy częstowała nas tymi cukierkami. To była niezwykła kobieta, urocza, dowcipna – przekonuje. Kapucha mieszkała ze swoją matką, Teresą Krzeptowską. Krystyna Dąbrowska, siostrzenica Karola Szymanowskiego, w książce „Karol z Atmy”, tak pisze o jego wizytach u Krzeptowskich: „Wujcio potrzebował ogromnie dużo ciepła, przyjaźni. I górale mu tę przyjaźń dawali. Szorstką góralską przyjaźń, która przetrwała do tej pory. Tylko tu, tylko w Zakopanem, na Żywczańskim czy na Krzeptówkach wystarczy usiąść pod piecem i słuchać. Słuchać opowieści o Karolu. Nie o wielkim Karolu Szymanowskim, którego muzyka płynie z sal koncertowych i aparatów radiowych całego świata, ale o Karolu, który w izbach Żywczańskiego, Krzeptówek i Kościelisk tak właśnie wysiadywał pod piecem. O Karolu, który całował po rękach stareńką matkę Kapuchy i mówił: „Kapusiu, ja tak piekielnie lubię twoją matkę i tak mi dobrze u was, tu, na tej ławie”. Teresa Krzeptowska była staroświecką góralką o twardym charakterze i surowych zasadach. Ubierała się po góralsku, zawsze gładko uczesana. Córka była jej przeciwieństwem. Nosiła się modnie, po mieszczańsku. – Była kobietą z eleganckiego świata. Utrzymywała rozległe kontakty towarzyskie – podkreśla Zofia Fortecka. – Lata 20. ubiegłego wieku, kiedy Kapucha prowadziła restaurację, to były piękne czasy. Zaraz po wyzwoleniu. Mnóstwo ludzi przyjeżdżało do Zakopanego. Prowadzili bujne życie, więc lokal miał szansę powodzenia – tłumaczy.
Proszone przyjęcia
Ferdynand Goetel w zbiorze opowiadań „Tatry” odnotował: „Pamiętam, razu jednego zebraliśmy się w niedużej, a dobranej kompanii w Dworcu Tatrzańskim, u Zosi Krzeptowskiej. Szerokiej gawędzie przygrywała muzyka Obrochtów ze wspomnianym Bańscorzem. Wytworzył się z tego jakiś osobliwy dialog. Muzyka podpowiadała nam coś swojego o górach, a my jej...”. Stałymi gośćmi Kapuchy w Dworcu Tatrzańskim byli m.in. Adolf Chybiński, Kornel Makuszyński, Jerzy Mieczysław Rytard, Karol Stryjeński, Karol Szymanowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz i August Zamoyski. Rafał Malczewski w „Pępku świata” donosił: „Inna branża ludzi tłumiła się wieczorami u Kapuchy. Mniej spokojna, mniej zamiłowana w brydżu, lubiąca alkohol tylko w wielkich ilościach, grywająca w różne inne gry. W alpinarium PTT rósł wcale spory krzak litworowy – ukradkiem prokurowano z niego świetną litworówkę różnej mocy. Lecz na werandzie pijano wszystko, ku ciągłemu zmartwieniu „filanców”. Obie grupy w sezonach bywały zasilane przez gości z dołów. Pod dachem Karpowicza rosła niepomiernie ilość rozgrywanych robrów, u nas ilość wypitych litrów. Gościliśmy pułkownika Ziętkiewicza, Władka Strzeleckiego, wielką fiszę od ubezpieczeń w Warszawie, malutkiego doktora Gromskiego, paru „Kapuścińskich”, czyli wzdychulców do Kapusi, kilku profesorów uniwersytetów, jak „Ciunio” Roszkowski, rektor Antoniewicz, Stanisław Bystroń etc., różnych taterników najwyższej klasy, jak Wiesiek Stanisławski, Wojsznis, Staś Zaremba, no i paru przypętanych gości, przerażonych trybem takich rozrywek (…). Restauracja w Dworcu Tatrzańskim stała się zaczątkiem skupiska ludzi, którzy z czasem złączyli się z inną gromadą zakopiańskich brydżystów, by utworzyć Klub Zakopiański”.
W Dworcu Tatrzańskim Kapucha urządzała proszone przyjęcia, które trwały nawet tydzień. Wydawała pieniądze bez namysłu. Często udzielała pożyczek, aż zbankrutowała, ku oburzeniu swojej matki i całej rodziny, która później Kapuchę wypłaciła. Po wojnie Zofia Krzeptowska codziennie jeździła z fiakrem na popołudnie do miasta i wracała wieczorem. U Kmicica czy w Europejskiej odbywały się brydżowe spotkania, w których uczestniczył m.in. dr Leon Bocheński z żoną. Później, gdy już chorowała, takie wycieczki rozbiła trochę rzadziej. – Kiedy byłam kilkunastoletnią dziewczyną, Kapucha zabierała mnie do Kmicica na ciasteczka. W tamtych czasach zjeść ciastko w lokalu to była wielka przyjemność. Czasem byłam też w Europejskiej. Bywały tam jej przyjaciółki – dodaje. Od tamtych czasów minęło kilkadziesiąt lat, ale po niezwykłej ciotce pozostały przyjaźnie, m.in. z Żuławskimi.
Jolanta Flach
tygodnik Podhalański 16-17/2011

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz