- Znajomi dzwonili, pytali czy żyję, a mnie ugięły się nogi, gdy usłyszałem o awaryjnym lądowaniu - Kazimierz Dzielski z Czarnego Dunajca przyleciał z USA na Okęcie godzinę przed awaryjnym lądowaniem Boeinga 767. Wspominamy tekst, który ukazał się po słynnym lądowaniu Tadeusza Wrony. W tym roku mija już 10 lat od tego zdarzenia.
Były wójt Czarnego Dunajca, Kazimierz Dzielski, często podróżuje do Stanów. We wtorek po godz. 14 przyleciał na Okęcie z Chicago. - Od razu widziałem, że coś jest nie tak, na lotnisku było tylko kilka samolotów, a wielu strażaków. Gdy jechaliśmy później samochodem rozdzwonił się mój telefon. Znajomi pytali, czy żyję. Wszyscy myśleli, że leciałem tym pechowym samolotem. Ugięły się pode mną nogi - opowiada Kazimierz Dzielski i podkreśla, że awaria nie wpłynie na jego samopoczucie w czasie następnych lotów. - Pewnie jakieś myśli przed startem jednak będą. Teraz, gdy wylatywałem z Chicago dostałem „na szczęście” kawałek chleba, to taki słowacki zwyczaj. Gdy wróciłem do domu, sen długo jeszcze nie przychodził. Cały czas oglądałem telewizję. Dzięki Bogu, że ten lot zakończył się szczęśliwie. - To pewnie dzięki umiejętnościom pilota, a trochę dzięki opatrzności. Ciekawe, jakie myśli przebiegały przez głowę pilota w czasie tych 10 godzin, gdy wiedział, że samolot ma usterkę - dodaje Kazimierz Dzielski.
Z kapitanem Tadeuszem Wroną, który pilotował pechowy samolot wiele czasu w kokpicie Boeinga 767 spędził kapitan Józef Wójtowicz, rabczanin, emerytowany kapitan LOT-u. - Tadziu był moim II pilotem. To co oglądałem w telewizji, oczywiście zasługuje na największą pochwałę - zaznacza kapitan Józef Wójtowicz. - Profesjonalizm załogi nie podlega dyskusji. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, mimo że samolot pilotowany przez kapitana Wronę usiadł bez wysuniętego podwozia. Przypuszczam, że jak Tadziu słyszy te padające z ekranu co chwilę określenia typu: bohater narodowy, to się trochę uśmiecha. Prawda jest taka, że lądowanie bez podwozia przebiega dokładnie tak samo jak lądowanie z podwoziem. Nie ma wielkich różnic, poza tym, że maszynę należy posadzić „na brzuchu”. Tadziu wykonał tysiące takich lądowań, tylko że na kołach - to naprawdę nie była dla niego pierwszyzna. Ot, po prostu, kolejne zadanie pilota. Oczywiście trzeba też sobie zdać sprawę z ogromnych zagrożeń.
Kapitan Wójtowicz zwraca uwagę, że załoga i pasażerowie wczorajszego lotu z Nowego Jorku mieli niesamowite szczęście. Powód: wspaniała pogoda. Wczoraj warunki były wręcz idealne. Co najważniejsze - podczas lądowania nie wiał boczny wiatr. Gdyby był - samolot podchodziłby do lądowania nieco odchylony od osi pasa. Mógłby się zachwiać i dotknąć drogi startowej jednym z silników. Czarny scenariusz w takiej sytuacji: pourywane silniki, połamane skrzydła, w których znajdują się zbiorniki z paliwem. Wypływające paliwo i sypiące się iskry - to niemal pewny pożar. - Nie obeszłoby się bez ofiar - podsumowuje Józef Wójtowicz. Jakie mogły być przyczyny awarii transatlantyka? - To bardzo dziwna usterka. Jest kilka sposobów wysunięcia podwozia. Można to zrobić za pomocą siłowników elektrycznych, a nawet ręcznie. Jednak z tego, co się zorientowałem, załoga miała problem ze zwolnieniem zamków, które podczas lotu blokują koła. To bezprecedensowa awaria. Nigdy dotąd nie słyszałem o czymś takim w przypadku Boeinga 767. Zapewne dlatego do Warszawy przylatują przedstawiciele producenta - chcą na miejscu ocenić, co tak właściwie się stało.
Boeing 767 waży 180 ton, w tym jest paliwo, które waży około 50 ton. Zaś bagaż może mieć jakieś 35 ton. Boeing 767 to najcięższy samolot w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Maszyna ta do startu musi się rozpędzić do 160 kilometrów na godzinę, żeby mogła się unieść i oderwać od ziemi. Kapitan Wójtowicz uważa, że zarówno start, jak i lądowanie są trudne. - Samolot do startu jest maksymalnie obciążony, paliwem i pasażerami. Jak ląduje, to jest o 50 ton lżejszy, ponieważ paliwo, które miał na początku, zostało po prostu spalone. Podchodzi do lądowania na minimalnych obrotach, a do startu idzie na maksymalnych obrotach. Z kolei lądowanie w ciężkich warunkach jest utrudnione. Trzeba odnaleźć pas i przyziemić się w odpowiednim miejscu na pasie. Przy starcie nie ma takich obciążeń. Staruje się, jest się po chwili w chmurach i tylko na przyrządy się patrzy - opowiada.
Wśród milionów Polaków, którzy we wtorkowe popołudnie obserwowali awaryjne lądowanie Boeinga 767 - lot nr 016 z Newark pod Nowym Jorkiem do Warszawy - była Dorota Sołowińska-Szwarc, żona drugiego pilota. - Włączam telewizor i widzę jak samolot kręci ósemki nad naszym domem. Wiem po co i nie chcę tej wiedzy. Najpierw przypominam sobie, że jutro miałyśmy to ćwiczyć na treningu stewardess. Potem usiadłam przed telewizorem i czułam, że jestem w tym Boeingu. Słyszałam komendy, instrukcje, wiedziałam co się dzieje i znałam najgorszą wersję tego, co za chwilę może się wydarzyć. Nie jako żona. Jako stewardessa. To właśnie ta wiedza była najgorsza do zniesienia - relacjonuje w TVN24 żona drugiego pilota.
Praktycznie wszyscy pasażerowie, którzy lecieli pechowym samolotem, podkreślają profesjonalizm załogi pod dowództwem kapitana Tadeusza Wrony. Bardzo różnie opisują jednak ostatnie minuty lotu. - Emocje wśród pasażerów oczywiście były. Jedni to przeżywali, inni się modlili, jeszcze inni rozmawiali. Na pewno była nerwowa sytuacja, kiedy krążyliśmy nad warszawskim lotniskiem. Czekaliśmy na moment awaryjnego lądowania, który się przedłużał. Ostatnie minuty były straszne, zapadła cisza, padały stanowcze komunikaty ze strony stewardess, które prosiły, aby nie wstawać. Ostatni komunikat był od kapitana, o awaryjnym lądowaniu. Wtedy wszyscy schylili głowy i czekali na to uderzenie. Ale uderzenia nie było. Pilot świetnie wylądował - mówił na lotnisku Dominik, który podróżował z żoną i dwójką dzieci. W samolocie, po wylądowaniu, czuć było dym, ale ewakuacja trwała kilka chwil.
pp, mk, jg
Tygodnik Podhalański 44/2011

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Najciekawsze ze zaloga jest uznawana za bocharerow narodowych, kiedy ich bledy w rozpoznaniu problemu byly razace. Podwozie moglo byc wysuniete elektrycznie, ale nikt nie sprawdzil korkow. To jest jak lodowka zgasnie i ktos jedzie po nowa, zamiast slrawdzic czy jest prad w gniazdku. Wstyd.
0 0
Najciekawsze ze zaraz po zajsciu samolot zostal wziety do hangaru, mechanik wcisnal korek w kabinie pilota, I podwozie magicznie sie wysunelo bez problemu.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz