Za góralskie gobeliny zdobywali sprzęt, członkom rosyjskiej ekipy pomagali w załatwieniu lekarza od męskich przypadłości, szkolili elektryka z mleczarni, który został mistrzem świata. Z trenerem Edwardem Budnym i doktorem Leszkiem Allerhandem rozmawia Paweł Pełka.
- Przed laty praca z kadrą wyglądała chyba zupełnie inaczej, niż dziś. Natrafiało się na każdym kroku na problemy.
Edward Budny: - Wielkim problemem były formalności graniczne. Trzeba było mieć paszport, wizy. To zupełnie inne czasy. Dziś wystarczy tłumaczka języków, kierownik wyszkolenia, prezes, sekretarz generalny. Dawniej dwie panie na zmianę stały pod ambasadami po wizy. W czasie jednego z powrotów z Moskwy na lotnisku Szeremietiewo była dokładna kontrola, nas razem z doktorem Allerhandem rozebrali wręcz do naga.
Leszek Allerhand: - Jechałem do Austrii, na samej granicy z Czechosłowacją z obu stron drut kolczasty, najpierw opukiwali wagony, później weszli do przedziału. Okazało się, że skradziono mi paszport. Musiałem łapać powrotny pociąg do Warszawy. Myślałem, że wszelka kariera jako lekarza kadry została zakończona. Obawiałem się, że jeszcze zostanę wsadzony za to za kratki, zarzucą mi, że sprzedałem komuś paszport. Nie były to zresztą prywatne paszporty, a tzw. sportowe. W Katowicach na posterunku milicji uzyskałem zaświadczenie, że paszport został skradziony. Dotarłem do Warszawy, do Centralnego Ośrodka Sportu, przy którym działała jednostka paszportowa. Myślałem, że czeka mnie kryminał, a tymczasem dyrektor otworzył wielką szafę, wypisał paszport, wysłał jeszcze z nim sekretarkę i tego samego dnia powrotnym pociągiem, z nowym dokumentem, znowu wyruszyłem w drogę.
- Zawody Pucharu Świata odbywały się w krajach po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Jak Polacy byli tam przyjmowani?
EB: - Przyjęcie było zawsze rewelacyjne, wiązało się z wielką gościnnością. Niemcy Zachodni czekali wręcz specjalnie na nasz przyjazd. Z góry mieliśmy wyznaczony pensjonat. Nie miało to zresztą nic wspólnego z polityką. Chcieli chyba sobie udowodnić, że nie mają do nas żadnych uprzedzeń. W Skandynawii, szczególnie w Norwegii, byliśmy przyjmowani z otwartymi rękami. Na mistrzostwach świata w Oslo ustawili nas tak, że za nami stały rzeźby radzieckich czołgów - to wszystko było oczywiście wyreżyserowane przez gospodarzy.
- Przyjmowali nas gościnnie, ale porównując zaplecze, przygotowanie logistyczne, nie mieliśmy chyba co się równać z tamtymi potęgami?
LA: - Jeśli chodzi o finanse czy otoczkę, która potrzebna jest do odniesienia sportowego sukcesu, to zawsze byliśmy najbiedniejsi. Wszyscy mieli multum odżywek, musieliśmy wozić prezenty dla serwisantów innych krajów, żeby dali parę dodatkowych puszek odżywek. Żona Edwarda przygotowywała odżywcze mieszanki na bazie owoców, naturalnych produktów. Woziliśmy te słoje na wszystkie zawody. To samo moglibyśmy kupić, ale na to nie było pieniędzy. Gospodarstwo, które zabieraliśmy za każdym razem ze sobą, godne było osobnego filmu.
EB: - W czasie olimpiady w 1976 okazało się, że każdy z członków ekipy może kupić po 110 dolarów. Trzy dni przed końcem dostaliśmy jednak przykaz, że każdy z nas ma zapłacić 150 dolarów za wypite płyny. Trudno było wytłumaczyć, na przykład biegaczowi Staszlowi, że musi tyle wydać, gdy miał już policzone, ile będzie mógł po powrocie kupić kubików drewna. Wybuchła nieprawdopodobna awantura.
- Z jednej strony były to wyjazdy na Zachód, ale z drugiej strony zostawialiście panowie swoje rodziny.
LE: - To, co wtedy robił Edward Budny, to była ciężka, okraszona samozaparciem praca, której celem tylko i wyłącznie był zawodnik i jego sukces. Trener podporządkował temu nawet życie rodzinne. Nie było wtedy dla niego świąt. Pamiętam, jak jechałem do Bielska pustym autobusem w Boże Narodzenie, skąd rozpoczynaliśmy dopiero dalszą podróż.
- A jakie było za tę pracę wynagrodzenie? Teraz najlepsi trenerzy, lekarze kadry nie muszą martwić się o finanse.
LA: - Jeśli mój udział w zawodach wykraczał poza mój wolny czas, dostawałem zaświadczenie z Polskiego Związku Narciarskiego i otrzymywałem równowartość utraconych zarobków, które uzyskałbym w tym czasie jako lekarz. Nie było żadnej dodatkowej gratyfikacji finansowej.
EB: - Przed samym stanem wojennym pojechaliśmy na zaproszenie jednego z mistrzów olimpijskich na spotkanie. W czasie rozmowy zapytał, ile zarabiam? Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Pomyślałem, że jak mu powiem o pensji w wysokości 30 dolarów miesięcznie, to przewróci się ze śmiechu. Powiedziałem jednak, że 30 dolarów. Zapytał, czy na godzinę. Przytaknąłem, a on podsumował, że zarabiamy tyle samo. Jak Staszel zdobył brązowy medal mistrzostw świata, podpisano umowę sponsorską z Kneislem, Adidasem na ileś setek par nart, dolarów, ale sam zawodnik nie miał z tego kompletnie nic, a to przecież dzięki niemu mieliśmy takiego sponsora. Narty wyczynowe otrzymywaliśmy w ten sposób, że wieźliśmy ze sobą góralskie szachy, gobeliny i na miejscu wymienialiśmy je na sprzęt.
LA: - Pamiętam, jak Edward powiedział mi, że jak nie wezmę gobelinu, to nie pojadę na zawody. Musiałem iść do magazynu, dzięki znajomości dostawałem gobelin po hurtowej cenie. Tego typu żebracze targi były uwłaczające, ale staraliśmy się zachować twarz.
EB: - Na 3 tygodnie, razem z 5 zawodnikami, wysłano mnie z kwotą 100 dolarów na zagraniczny wyjazd, za co mieliśmy przeżyć cały pobyt. To było nie do wykonania.
- Na zawody jeździło jednak wielu działaczy.
LA: - Pieniądze na wyjazdy działaczy znajdowały się zawsze. Przed Olimpiadą w Lake Placid w USA polecieliśmy rok wcześniej zbadać zaplecze, sprawdzić, jak poradzić sobie ze zmianą cyklu dobowego, i tylko po to leciało ze mną 4 działaczy. Nie mówię tu już o samej olimpiadzie. Dwóch działaczy przypadało tam na jednego zawodnika.
EB: - Fatalne były też podróże. Powiedzmy wyjazd do Szwajcarii z jednodniową przerwą w Wiedniu i oczekiwaniem na pociąg. Dziś byłoby to nie do pomyślenia. Można nazwać tamte czasy porywaniem się z motyką na słońce, choć w przypadku sukcesu Józefa Łuszczka udało się nam to słońce zdobyć.
- Józef Łuszczek został mistrzem świata, ale byli też inni utalentowani zawodnicy.
LA: - Wokół Józefa Łuszczka utworzyła się grupa obiecujących zawodników. Gdyby mieli oni lepsze warunki, uzyskiwaliby także wspaniałe wyniki.
EB: - Na przykład Staszel, gdyby miał ze zwycięstw jakieś pieniądze, nie odszedłby ze sportu. Był jednak rolnikiem, dostawał za zgrupowanie 70 zł dziennie, czyli miał miesięcznie 14 dolarów, a przecież musiał zapewnić byt całej rodzinie. Nie można było poświęcić się sportowi, dostając pieniądze, które wystarczały tylko na jedzenie i spanie.
LA: - Byłem wtedy lekarzem i wiceprezesem klubu sportowego Start Zakopane. Każdemu z naszych zawodników wypisywaliśmy zaświadczenia potwierdzające udział w zgrupowaniach, na podstawie których otrzymywali równowartość utraconych dochodów w pracy zawodowej. I tak Józef Łuszczek pracował jako elektryk w spółdzielni mleczarskiej, Staszel prowadził gospodarstwo rolne.
- Nie było zawodowych biegaczy narciarskich?
LA: - Żaden z nich nie mógł być zawodowym biegaczem narciarskim. Mieliśmy przecież socjalizm, a żaden z biegaczy nie mógł się utrzymywać z takiej przyjemności, jaką jest sport. Każdy ze sportowców oficjalnie musiał mieć jakiś zawód.
EB: - Tak więc wszyscy członkowie kadry byli amatorami. Żadnego z nich nie można nazwać zawodowcem, skoro zarabiali 15 dolarów, bo więcej trzeba było wydać na Zachodzie na parę pobytów w toalecie. Tak więc można powiedzieć, że amator Józef Łuszczek pobił wtedy armię zawodowców.
- Z tego co panowie opowiadają, wyłania się bardzo smutny obraz ówczesnego polskiego sportu.
EB: - Teraz, jak o tym opowiadamy, to ktoś pomyśli, że byliśmy jakimiś męczennikami, ale nie można tak nawet myśleć, bo wtedy uważaliśmy się za najszczęśliwszych ludzi na świecie.
- A jak wyglądały kontakty ze sportowcami z wówczas „zaprzyjaźnionych” państw - NRD czy ZSRR?
EB: - Jeśli chodzi o kontakty z innymi ekipami z ówczesnego bloku wschodniego, to najgorzej było ze sportowcami NRD. Nie odzywali się do nas nawet słowem, wręcz specjalnie mieli wyznaczone inne godziny odwiedzania stołówki, żeby z nikim się nie spotkać. To było bardzo dziwne, bo w ośrodku sportowym nie było tłumów, a tu Niemcy robili takie podchody. O wiele lepiej było jeśli chodzi o kontakty z Rosjanami, wobec których nieraz pełniliśmy funkcję tłumaczy. Pamiętam, jak członkowie rosyjskiej ekipy troszkę zabalowali i musieli odwiedzić szpital, bo cierpieli na męskie przypadłości. Wtedy w szpitalu w Szwecji pracowała para polskich lekarzy i dzięki nam wszyscy Rosjanie otrzymali tam pomoc i nie zostali ukarani przez swoich przełożonych.
- Dziś, po latach, wiele mówi się o dopingu, który wtedy - w czasach ograniczonych kontroli antydopingowych nie zdarzał się chyba rzadko.
EB: - W tamtych czasach niestety doping był na porządku dziennym. Celowała w tym ekipa NRD, ale mogę zaświadczyć całym swoim autorytetem, razem z panem doktorem, że Józef Łuszczek był jednym z niewielu w tamtych czasach medalistów mistrzostw świata, który z dopingiem nie miał nic wspólnego.
Tygodnik Podhalański 14-15/2012

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz