Z archiwum TP

Zamknij

Pejzaż z Załężem w tle

Jurek Jurecki 18:26, 09.12.2021
Treść artykułu pod wideo ↓
1 Pejzaż z Załężem w tle

Nie wiedzieli, gdzie jadą, kiedy wrócą i czy wrócą. Stres, niepewność - starali się rozładować opowiadaniem dowcipów, choć do śmiechu nie było im wcale. Kiedy w niedzielę w 1981 roku otworzyła się przed nimi więzienna brama w Załężu i przemaszerowali środkiem alei pomiędzy dwoma kordonami zomowców i strażników z psami - zrodziły się kolejne pytania: dlaczego i na jak długo?

Internowanie

Było po północy 13 grudnia 81. Teściowa spała, żona wyjechała do rodziny we Wrocławiu. Tadeusz Figiel 3 godziny wcześniej wrócił z biegówek. W telewizji kongres kultury polskiej, za oknem nowotarskiego mieszkania przy Wojska Polskiego jakieś minus 17. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, a na pytanie: kto tam? - padła odpowiedź, że coś stało się w kombinacie, bez zastanowienia otworzył. Trzech nieznajomych mężczyzn w cywilu, niżej, na schodach, mignął niebieski mundur. Usłyszał, że musi pojechać na komendę milicji, że trzeba coś wyjaśnić. Przez moment zawahał się, czy zabrać szczoteczkę do zębów, w końcu jednak poniechał zamiaru. Chodziło przecież tylko o jakieś wyjaśnienie... Decyzji później bardzo żałował, bo bez tej szczoteczki obejść się musiał aż do stycznia, do pierwszego widzenia z żoną. Na komendzie znajoma twarz. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej „Solidarności” w nowotarskim NZPS-ie, liczącym wówczas ok. 10 tys. pracowników, z których 90% należało do związku, szybko przypomniał sobie, że miał już z tym esbekiem do czynienia. Rok wcześniej, po pielgrzymce do Rzymu, jeden z jej uczestników nie wrócił do kraju, pozostali musieli w tej sprawie złożyć zeznania. - Internowany? - teraz to słowo od razu skojarzyło mu się z ojcem, internowanym we wrześniu 39 przez wkraczających na ziemie wschodnie Sowietów. Trafił do Starobielska, ale miał szczęście, bo nie był oficerem. Po wymianie jeńców między zaborcami trafił do niemieckiego oflagu, doczekał końca wojny. Ale co słowo: „internowany” może znaczyć teraz? O tym przekonywać miał się przez najbliższe 7 miesięcy. Oddał sznurówki i pasek, zaprowadzili go na górę. W niewielkiej celi już kilku takich jak on, wśród nich szef Komisji Zakładowej „Solidarności” Władysław Skalski. Radiowóz, który go tu przywiózł, pojechał po następnych. Miny niewesołe, choć czasem ktoś usiłował żartować, napięte nerwy, częste korzystanie z toalety. Byli w końcu w pierwszym „rzucie”, kolejnych, jak Krzysztofa Owczarka z Zakopanego, zatrzymano później, zdążyli więc pewnie na coś się przygotować, ochłonąć. Ok. godz. 5 milicjanci oddali paski i sznurowadła, zaczęli wyprowadzać. Do gazika wsiadł Figiel, Gibadło, Szopiński i Postawka, do „suki”, która ruszyła za nimi - Mroczka i kilku zakopiańczyków. Figiel nie wie, którzy, bo ci zatrzymani nad ranem nie byli już prowadzeni na komendę. Przy okazji wspomina jednak internowanie Mroczki, które jest dziś w Nowym Targu anegdotą. Jako lekarz psychiatra współpracował z milicją, oceniał, czy zatrzymani przestępcy, udający wariatów, wariatami są naprawdę. 13 grudnia też myślał, że chodzi o taką właśnie robotę i nawet proponował funkcjonariuszom, że pojedzie za nimi własnym samochodem. Pojechał jednak „suką” i wcale nie do prawdziwych lub fałszywych „świrów”, choć milicjanci do końca utrzymywali go w tym przekonaniu. Po godz. 5 auta ruszyły spod komendy na św. Katarzyny. - Mroczka, czując pismo nosem, a mając pod grubym kożuchem sporo „bibuły”, usiłował się jej pozbyć w samochodowym „klopiku”. Nie mieścił się, kożucha oczywiście zdjąć nie mógł - śmieje się Ludmiła Figiel, żona pana Tadeusza. - Sami policjanci upychali go więc w tym klopiku drzwiami...


Uczniowie, kryminalista i olewanie władzy

Ominęli Sącz drogą przez Podegrodzie i dalej - na wschód. Tarnów, potem Rzeszów. Miny milicjantów też nietęgie. - Właściwie nie wiadomo, kto tu miał większego pietra - śmieje się dzisiaj Tadeusz Figiel. - Nie wiedzieliśmy, dokąd jedziemy, oni też nie, cel podróży znał tylko jeden jadący z nami esbek. A milicjanci - to moi byli uczniowie. Przez 2 lata w latach 70. uczyłem w wieczorówce matematyki i fizyki, byłem wychowawcą klasy milicyjnej. Teraz dawni wychowankowie wieźli swojego profesora nie wiadomo gdzie i po co. Kiedy tak ciągle na wschód, to pomyśleliśmy, że wywiozą nas z kraju i potraktują jak zakładników na wypadek, gdyby społeczeństwo „szumiało”. Wtedy wiedzieliśmy już o stanie wojennym, w radio w szoferce non stop tylko wystąpienie Jaruzelskiego i dekret o stanie wojennym. - To wcale nie było niemądre myślenie - dodaje żona pana Tadeusza, nieustannie od lat 70. pani profesor historii w „Goszczyńskim”. - Pamiętam taki krążący wówczas dowcip: pytanie: Czy Breżniew przewiduje, że za Uralem będzie „Solidarność”? odpowiedź: Wyłącznie... Krótka przerwa na „siku”. - Wysiedliśmy z samochodu i od razu odwróciliśmy się w stronę przydrożnego rowu. Absolutnie. „Nie wolno - sikajcie po kołach auta.” Jak to? „Nie wolno się odwracać. Tylko tak...” Coś mówiliśmy o tym, że nie wypada tak „olewać” władzy, ale w końcu, skoro sami kazali... Humor w drodze nie opuszczał jedynie towarzyszącego nowotarskim „politycznym” kryminalisty. - Cieszył się, że jedzie w dobrym towarzystwie - śmieje się Figiel. - A na dodatek miał nadzieję, że po drodze „Solidarność” nas odbije, i jego - przy okazji. Gdy za Rzeszowem samochody gdzieś skręciły, on już wiedział, że jedziemy do Załęża. - Fajne więzienie, gierkowskie, z czasów budowy „drugiej Polski”. Są nawet parkiety - zachwalał.


Pierwsze spotkanie z Załężem

Za bramą zomowcy i strażnicy ze szczekającymi psami, ustawieni w 2 szeregi. Internowani przechodzą między nimi, nastroje coraz bardziej minorowe. Ciąg korytarzy, otwieranie i zamykanie kolejnych drzwi za i przed więźniami. Świetlica, telewizor, w nim - oczywiście - wystąpienie generała. Ale tutaj właśnie też jakby jakieś pierwsze rozprzężenie. Rozmowy, komentarze do tego, co się wydarzyło. O samobójczym ruchu komunistów, o tym, że to długo trwać nie może. Potem zegarki, obrączki i łańcuszki do depozytu, marsz do cel i wreszcie - po raz pierwszy od czasu zabrania z domu - jedzenie. - Świetna była ta grochówka... W celach - oczywiście rozmowy, politykowanie. Podobno Zachód już zaczyna interweniować, już coś się dzieje. Nuta optymizmu - przecież komuniści nie odważą się ich tu zatrzymać na święta. - W poniedziałek wyczytywanie nazwisk przed celami, mojego też. Zabieramy rzeczy, wychodzimy. „A nie mówiliśmy?” - cieszą się koledzy, wciskając do rąk jakieś kartki z adresami, sypią się prośby, by skontaktować się z ich rodzinami. Ale korytarzami wędrujemy długo i jakby wcale nie w kierunku wyjścia. Byliśmy po prostu w celach przejściowych, teraz zwyczajnie - zmieniamy je na te, w których przyjdzie nam spędzić kolejne miesiące - wspomina.


Koledzy, strażnicy i „Rota”

33-letni wówczas Figiel dzielił celę ze Stanisławem Żółtkiem, szefem „Solidarności” w nowotarskim PKS-ie, Stanisławem Bodzionym z Podegrodzia, z Solidarności Rolników Indywidualnych, i Marianem Białoskórskim z Centralnego Komitetu Stronnictwa Demokratycznego, choć również działaczem „Solidarności”. Ten ostatni był tu najbardziej nieszczęśliwy - później, gdy pierwsze emocje opadły i więzienne życie zaczęło toczyć się zwykłymi, więziennymi torami, gdy przyszedł czas, w którym internowanych odwiedzali koledzy albo przynajmniej o kontakt z nimi się starali, Białoskórski przez swoich został całkowicie „olany”. SD - partia „po linii i na bazie” nie zamierzała ryzykować. Sporo kolorytu wniósł natomiast do celi Bodziony, najstarszy z całego towarzystwa. Siedział kiedyś „za rurki”, czyli pędzenie bimbru i całkiem nieźle radził sobie z tutejszym językiem. To on nauczył kolegów, że „kipisz” - to rewizja, „wypiska” - możliwość kupienia sobie papierosów lub dodatkowego żarcia, a „kalifaktor” - to facet roznoszący posiłki. Opowieści o perypetiach z bimbrem wnosiły do celi sporą dozę humoru, zwłaszcza że strażnicy byli wyjątkowo ponurzy. - Na specjalnych szkoleniach wpojono im, że jesteśmy potwornie niebezpieczni - opowiada Tadeusz Figiel. - To była wręcz rozbudzona psychoza, odsyłali nawet w inne regiony swoje własne rodziny. Władzy chodziło o to, by wzbudzić obopólną nieufność. Pierwszy kontakt „ze światem” nastąpił w Nowy Rok. Msza na więziennym korytarzu odprawiona przez biskupa Ablewicza. Więźniowie stali w drzwiach swoich cel, do sąsiadów odwracać się nie mogli i w razie jakiegokolwiek naruszenia tych zasad drzwi miały od razu zostać zamknięte. Zasad nikt nie naruszył, ale pod koniec nabożeństwa po załęskich murach rozległo się „Boże coś Polskę” wraz z „ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” i „Rota” z „sowiecką zawieruchą”. - I odbijały się te słowa od więziennych ścian, aż ciarki przechodziły, i wydawało się, że te ściany rozsadzą - mówi wzruszony Figiel. - Strażnicy nie reagowali, a biskup, który nas miał podtrzymać na duchu, stwierdził, że to my podtrzymaliśmy jego. „Sam nie wiem, gdzie jest teraz prawdziwa wolność. Czy po drugiej stronie murów, czy może właśnie tutaj” - powiedział.


Więzienna codzienność

Jeszcze przed Wigilią z Załęża wypuszczono internowanych redaktorów rzeszowskiego, antykomunistycznego, choć brukowego pisemka „Wryj”, zwolniono też kilka innych osób. Znów zaświtała nadzieja na przedświąteczny powrót do domu, ale na krótko. Naczelnik przez megafon złożył życzenia, zapowiedział na Wigilię jakąś lepszą kolację z rybą i opłatkiem, puścił nawet przez radiowęzeł kolędy. Wcześniej były tylko informacje radiowej „jedynki” - m.in. ta o „Wujku”, po której w celi Figla odmawiano Różaniec - do znudzenia czytany dekret o stanie wojennym, regulamin dla aresztowanych. Były też opowieści namówionej lub zmuszonej przez władze sekretarki Wałęsy o swoim szefie. Bynajmniej nie superlatywy. Były też nieoczekiwane wizyty. Na przykład strażnika - znanego i jego szefa - nieznanego, w towarzystwie pijanego zomowca w pełnym rynsztunku - w kasku, z tarczą i pałą „siedemdziesiątką”: „To mamy dla was, gdyby co...”. Skazani wiedzą, ile mają do odsiadki, aresztowani - ile do procesu. „Polityczni” w Załężu nie wiedzieli nic. Z wolna jednak emocje zaczynały stygnąć, a życie - toczyć się zwyczajnym więziennym rytmem. Poznali fryzjera - kapusia, któremu jednak roboty wiele nie dali, bo duża część do chwili uwolnienia ślubowała nie strzyc włosów ani bród. Po Nowym Roku mogli już korzystać ze spacernika, a jeszcze przed Wielkanocą otworzono cele i wolno im było chodzić po korytarzach, rozmawiać, spotykać się w świetlicy, grać w ping-ponga i piłkarzyki, oglądać telewizję. Były też już paczki od rodzin i Czerwonego Krzyża z Holandii i ze Szwajcarii - właśnie z takowej pochodził pierwszy w życiu zjedzony przez Figla snickers. A potem był „Załęski uniwersytet” - wykłady, wygłaszane przez internowanych profesorów i doktorów, nawet o „Wędrówkach Scytów przez Europę”, dyskusje prowadzone przez Mariana Piłkę czy Stanisława Alota, gra w piłkę na boisku i „wolność w obrębie krat”. - Przemocy na co dzień nie było - opowiada pan Tadeusz, choć czasem... Przypomina sobie, jak internowani warszawiacy usiłowali skutecznie - gierkowskie budownictwo nie było najmocniejszą cechą PRL-u - rozebrać jedną z więziennych ścian. Strażnicy potraktowali ich „w nagrodę” hydrantem, a jeden z więźniów trafił na kilkadziesiąt godzin do karceru. Mocno oberwali też za wykręcenie zamków w drzwiach i wrzucenie ich „do klopa”. W Załężu przebywało ok. 200 osób. Jedni wychodzili, przychodzili następni. - Tu był cały przekrój narodu. Ksiądz, nauczyciel, milicjant, który zakładał w komendzie wolne związki, maturzysta, który przed naszą więzienną komisją zdawał egzamin dojrzałości - wymienia Figiel. - Pewnie mu go później nie zaliczyli, ale egzaminujący zapowiadali, że wystąpią w tej sprawie do kuratorium.


Ach, te baby

Figiel spędził w Załężu 6 miesięcy, siódmy - w szpitalu MSW w Rzeszowie. Niewielkie problemy z okiem, ale lekarze zatrzymali. - Specjalnie, by nie odsyłać do więzienia - opowiada. - Byli nam bardzo przychylni, zabierali do szpitala z powodu byle głupstwa. Szli nam na rękę, traktowali jak bohaterów, choć my wcale się nimi nie czuliśmy. Przez nich zresztą dopiero 2 dni po zwolnieniu z więzienia wróciłem do domu. Nie mogli mnie wypisać od razu, bo jakby to wyglądało. Ciężko chory, a tu od razu po zwolnieniu - do wypisu. Ale kiedy już wyszedłem... Pierwsze uczucie i spostrzeżenie, że na świecie są baby. Obserwacja jak u dzikusa. A później dziwne uczucie, podczas powrotu do domu - wolny stoję na korytarzu w pociągu. Jak to możliwe... Trzeba się przyzwyczaić. Potem jeszcze miesiąc na lekarskim zwolnieniu i powrót do pracy. Najdłużej spośród Podhalan, bo aż 11 miesięcy, internowani byli Stanisław Kaleciak i Ryszard Postawka. Po pierwszym dniu w NZPS-ie Figiel wrócił do domu z wielkim bukietem kwiatów.


Żona

W czasie, gdy Tadeusza Figla zabierała z domu esbecja, pani Ludmiła jechała do rodziny do Wrocławia. Noc spędziła u krewnych w Krakowie, wcześnie rano, nikogo nie budząc, poszła na dworzec i kontynuowała podróż. W pociągu usłyszała z wielu ust o stanie wojennym, ale nie uwierzyła. Więcej - jako nauczycielka przekonała współpasażerów, że to bzdury, że byłoby to niezgodne z konstytucją. O tym, że nie miała racji, przekonała się dopiero w południe, we Wrocławiu. Zjadła więc tylko u szwagrów szybką jajecznicę i natychmiast wsiadła w pociąg powrotny. Męża w domu oczywiście nie zastała, ale była szczoteczka do zębów. - Nie, gdyby naprawdę miało go nie być dłużej, to bez niej by się nie ruszył - pomyślała. O tym, gdzie jest Tadeusz, dowiedziała się dopiero 10 dni później, gdy na Wigilię wrócił wypuszczony z Załęża Wiktor Sowa. Potem były starania o widzenia i przepustki, wreszcie wspólne wyjazdy do Załęża z żonami innych internowanych. Pierwszy - w połowie stycznia. Ale wcześniej zdążyła wynieść z domu i przekazać księdzu z kościoła NSPJ całą „bibułę”, głównie „Janosika” i „Solidarność Podhala”. Później zaczęło się codzienne życie żony - opozycjonistki męża - opozycjonisty. Starania o przepustki na widzenie z Tadeuszem, a jednocześnie spotkania z jego i jej przyjaciółmi. Ocalenie przed esbecją związkowych pieniędzy, ukrytych u matki internowanego później Jana Głucha, przegonienie, wraz z przyjaciółmi, z piwnicy bloku przy Wojska Polskiego - śledzącego ją i nowotarską opozycję esbeka. I zaczął się też - jak to określa - „festiwal życzliwości”. Benzyna do samochodu od ucznia, by pani profesor mogła pojechać do męża do Załęża, była uczennica z kopertą z pieniędzmi od swojego taty, by wspomóc internowanego. Pieniędzy od uczennicy - obecnej dyrektorki „Goszczyńskiego” Marii Kopeć nie przyjęła, ale sama propozycja znaczyła bardzo wiele. Jak zresztą każdy inny akt, będący wyrazem solidarności. Czy to załatwiona od taksówkarzy przez Marcina Ozorowskiego benzyna, czy to upieczone przez dziewczyny z NZPS-u baby wielkanocne dla internowanych, czy to zwolnienie przez mechanika z połowy płatności za naprawę samochodu, który podczas jednej z wypraw do Załęża wylądował w rowie. A kiedy już po 7 miesiącach Tadeusz wrócił do domu, przyszedł czas na kolejne działania. Ukrywanie młodej warszawianki, organizowanie wakacji na Podhalu dla dzieci internowanych, wożenie zakonnicy z pieniędzmi dla ich rodzin. - Ks. Tischner mówił mi kiedyś w 82, że blok komunistyczny jest jak ulica z wielkimi, ciężkimi kamienicami, ale tak naprawdę, to tylko fasada. Wewnątrz są spróchniałe, wystarczy pchnąć - wspomina pani Ludmiła.- Myślałam, że tylko pociesza, ale miał rację. Zawaliły się 7 lat później.

Piotr Dobosz

Tygodnik Podhalański 50/2012

(Jurek Jurecki)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

EchEch

0 0

Więcej ich było w Załeżu a ilu Zakopiańczyków.....Oj była to noc

21:50, 13.12.2021
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • domy

    14.05.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • praca

    14.05.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • budowy

    14.05.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • biznes

    14.05.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%