W tej historii jest sielanka, mezalians, zesłanie, śmierć, walka o przetrwanie. Wszystko na lata zamknięte w niewielkich notesikach, spisywanych pospiesznie gdzieś w pociągu jadącym za Ural.
Co czuła, gdy własnymi rękoma grzebała ciało Jureczka? To było gdzieś w przyszpitalnym parku nieopodal stacji kolejowej. Wypuścili ją z transportu. Choć Związek Radziecki jest wielki, to na swoje miejsce zsyłki prędzej czy później każdy musi trafić. Pozwolili jej dojść z zastygającym 2-letnim dzieckiem do szpitala. Lekarz jednak co najwyżej wzruszył ramionami, diagnozując: „skręt kiszek”. W tym kraju jeden zgon więcej, jeden mniej to żadna sprawa. Kto przejmował się losem polskiego zesłańca. Jest luty 1940 roku. Pozwolili jej go pogrzebać. Dali choć łopatę?
Tragiczne „do widzenia”
O tych szczegółach nie opowiadała nigdy. Jak o całej syberyjskiej gehennie. Po latach, gdzieś na strychu domu w Rabce zainteresował się pożółkłymi kartkami jej wnuk. Nie wszystkiego jednak dowiemy się z zapisków. Czasem rodzinne, potajemnie przekazywane przez dziesięciolecia opowieści mówią o tym, jak dostali się do transportu. Ona, Emilia, z hrabiowskiego rodu Łoś, i on, Zdzisław Kwiatkowski, inżynier leśnik, ale przecież bez szlacheckich korzeni. To był klasyczny przedwojenny mezalians. Wbrew rodzicom pobrali się i zamieszkali niedaleko rodowych włości w Zimnej Wodzie koło Lwowa. Miłość okazała się potężniejsza, niż kresowe tradycje wielkich rodów. Wkrótce dowiedzą się, że także silniejsza, niż cały sowiecki system. Stary rodzinny album. Na zdjęciach ona, Emilia. Piękna hrabianka, o pełnych ustach i dużych oczach. Dystyngowana, w eleganckiej garsonce i modnym kapelusiku, rozmawia z grupą gimnazjalistek. Na innej fotografii stoi gdzieś przed skromnym domem, w którym zamieszkała ze Zdzisławem. On przystojny, wysoki, z krótko przyciętym wąsem. Na jednej z fotografii pozuje ze strzelbą na ramieniu i upolowanym ptakiem w rękach. Kolejne zdjęcia w kajaku to pamiątka gdzieś z wakacji nad jeziorem w Zaleszczykach. Jest też wspólny toast, który małżonkowie wznoszą lampką wina. Na kilku fotografiach widać malucha - golasek siedzi to w ogrodowym fotelu, to na leżaku. Innym razem okutany w ciepłe futerko pozuje w głębokim śniegu. Jureczek. Choć jest już przełom 1939 i 1940 roku, nic nie wskazuje, by rozpędzająca się światowa wojna mogła coś zmienić w rodzinnej sielance. Ponoć nie było ich na liście osób do zsyłki, sporządzonej przez NKWD. Byli tam jej rodzice - jak większość polskiej arystokracji. Ze swym nowym nazwiskiem pewnie uniknęłaby zsyłki. Ale - jak niesie rodzinna wieść - poszła na stację kolejową, by pożegnać czekającą na transport matkę i ojca. To nic, że przez mezalians nie była już tą ukochaną córeczką, a ludzie wzięli ich na języki. Nie wyobrażała sobie, by nie powiedzieć „do widzenia”. A może i usłyszeć choćby zdawkowe „wybaczam”? Przyszła z dzieckiem na ręku. Sowieccy strażnicy pozwolili na spotkanie. Więcej - przedłużyli je na lata, każąc dołączyć do transportu. Zdzisław, gdy dowiedział się o tym, niewiele myśląc, zabrał z domu najpotrzebniejsze rzeczy i pobiegł na stację. Jak jechać w nieznane - to razem.
Kronikarz rodzinny
Janusz Kwiatkowski mozolnie stara się odtworzyć rodzinne losy. Najpierw sam próbuje odczytać dziesiątki gęsto zapisanych kartek. Niektóre w zeszycikach, część luźnych. Większość spisanych równym pismem dziadka Zdzisława, ale od czasu do czasu można natrafić na krótki dodatek pisany ręką Emilii. Nie sposób wszystkiego zrozumieć. W końcu pakuje wszystko do pudełka i jedzie do krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Skanowanie i archiwizowanie dokumentów zajmuje blisko 2 miesiące. W końcu wszystko w wersji elektronicznej trafia do archiwów, a sam z kopiami i oryginałami wraca do domu, by dalej odtwarzać rodową historię. Czuję, jak słodko gładzisz mnie swoimi rączkami Najstarsze pojedyncze kartki najtrudniej odczytać. Widać, że pisane były jeszcze w podróży, na kolanie. Pierwsza data - 9 lutego 1940 r. to dzień deportacji. Krótka wzmianka o załadowaniu do pociągu. I o wodzie, na którą musieli czekać do południa następnego dnia. Nie wiadomo, kiedy i dlaczego rozchorował się ich 2-letni synek. Jednak jego stan musiał być dramatyczny, skoro podczas jednego z przystanków strażnicy pozwalają Emilii wysiąść z transportu, by zabrać Jureczka do lekarza. Gdzie? Nie wiadomo. W rodzinie mówią, że prawdopodobnie w Rostowie. Co czuł Zdzisław, patrząc z odjeżdżającego wagonu na stojącą przy torach żonę? Być może przekonany był, że już nigdy ich nie zobaczy. W okolice Swierdłowska na Uralu (dzisiejszy Jekaterynburg) dociera samotny, przygnębiony. Jak wszyscy, zamieszkuje ziemiankę i codziennie rusza do pracy. Raz jest to robota w stolarni, innym razem przy wyrębie lasu. Zawsze towarzyszy mu rozpacz niepewności. Dwa tygodnie psychicznego piekła, którego jedynym powiernikiem jest cienki zeszycik, gęsto zapisany kolejnymi rzędami liter. Jak spowiedź czy psychoanaliza. „9 marca. Do czwartej w robocie - robiłem w lesie, w butach narciarskich, straszny śnieg. Wszyscy tęsknią za krajem, a mnie tym bardziej tęskno, bo nie wiem, co z moimi najdroższymi. Rozeszła się po osadzie wiadomość, że Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę sowietom”. Jak każdy, łudzi się pomocą sojusznika i liczy, że wojna nie potrwa długo, a ich tułaczka przecież musi szczęśliwie się skończyć. Dwa dni później dowiaduje się, że happy endu jednak nie będzie. „11 marca. Pierwszy dzień odpoczynku. Po południu przyjechała Miluśka. Niestety sama. Bóg nie wysłuchał naszych próśb i zabrał nam Jureńka naszego kochanego do siebie. Strasznie, strasznie boli, że już go nigdy nie zobaczymy, nie przytulimy do siebie, nie powiemy mu, jak bardzo go kocha ojczulek, matka. (...) Nie możemy nawet na mogiłce zatknąć krzyżyka. Dzieje się jednak Wola Boża. Te ofiary, których tyle padło, będą odkupieniem naszej Ojczyzny. To jest naszą pociechą, że nasza strata będzie także kroplą w tym ofiarnym kielichu”. Z rzadka w zapiskach pojawia się inny charakter pisma. To Emilia dopisuje kilka zdań od siebie, by wylać swą niewyobrażalną rozpacz. Przecież ją najbardziej prześladuje zapamiętany widok małego ciała, które musiała zakopać tysiące kilometrów stąd. To ona przeszła 2 tygodnie zgryzoty, płaczu i niepewności, jak ma o dramacie opowiedzieć mężowi. A teraz pisze przez łzy, by wyrzucić wszystko to, co gdzieś w głębi nie daje spokoju. Pisze list do Jureczka, choć nie ma takiej poczty, która byłaby w stanie dostarczyć pismo: „Synusiu nasz najukochańszy, nasza radość, nasze słoneczko. Zginąłeś jak mały bohater, żołnierz za naszą Polskę. Syneczku, proś Bozi tak, jak Ci mówiłam, o Polskę wolną i o nasz powrót. I o malutkiego braciszka, aby osłodzić nam naszą rozpacz (...) Tatuś napisał, że zostaniesz w obcej ziemi. Jesteś ciągle z nami, ja wciąż czuję twą obecność. Czuję, jak słodko gładzisz mnie swoimi rączkami i mówisz: „płaki nie musisz”. (...) Nasze słoneczko cudne, nie opuszczaj nas nigdy i niech ci słodko będzie u Bozi Przenajświętszej”. I znów ręką ojca, twardego człowieka, zapisany fragment niezwykłego wyznania: „Jak bardzo boli serce! Każde wspomnienie tak bolesne. Tak kraje się serce, a jednak ciągle sobie przypominam jego między nami. Jak bardzo chciałbym go przytulić do piersi. Zdaje się nam, że ciągle go czujemy koło siebie. Każdy jego drobiazg, jego rzeczy są najdroższym skarbem”.
Zapis bólu
Rafał Dyrcz, naczelnik biura udostępniania i archiwizacji dokumentów IPN, przyznaje, że dokumenty, które przywiózł Janusz Kwiatkowski, są zupełnie wyjątkowe z powodu ogromnego ładunku emocjonalnego. Są pisane oszczędnym charakterem pisma, gęstym duktem, a często hasłowymi zdaniami. Mówią nie tylko o miejscach czy wydarzeniach historycznych, ale i uczuciach, wręcz chwytając za serce. - Może to był jakiś element terapii, zapis bólu, głębokich uczuć - jakaś forma naturalnej terapii, często przecież wykorzystywanej przez psychologów - zastanawia się. Jak zauważa Anna Czocher, kierownik krakowskiego archiwum IPN, tego typu wspomnienia są rzadkością i stanowią nie więcej, jak 1% dokumentów. Ale to i tak 65 metrów bieżących akt. - Jednak ich wartość jest niezwykła - podkreśla. - Nierzadko potomkowie nie zdają sobie nawet sprawy z ich wartości historycznej. Choć materialnie zwykle nie są to cenne rzeczy, to często pozwalają spojrzeć inaczej na historię czy zweryfikować znane wydarzenia w zupełnie innym świetle. Pamiętniki Kwiatkowskich pozwalają rzucić nowe światło na losy Polaków na zesłaniu. I dowiedzieć się, jak strzępy informacji, które docierają do nich na temat wielkiej wojny, pogłębiają niepewność. W 1941 roku Zdzisław zapisuje: „6 lipca, niedziela, już 2 tygodnie wojny między ZSRR a Niemcami. Żadnych, wiadomości pewnych nie mamy. O gazety trudno, a wiadomości w nich tak sprzeczne z pogłoskami, że zupełnie zorientować się w sytuacji nie możemy.”
Pojawia się też nadzieja:
„5 sierpnia, wtorek. W niedzielę przeczytano nam, że rząd radziecki zawarł umowę z rządem polskim w Londynie. (...) Dowiedzieliśmy się o amnestii i jesteśmy już w teorii wolnymi. W teorii, gdyż w praktyce tej wolności nie mamy”. Zdzisławowi wreszcie udaje się dostać do II Armii Wojska Polskiego gen. Berlinga, która u boku armii sowieckiej dociera do Niemiec. Wojna się kończy. Wcześniej, jeszcze na Uralu, Kwiatkowscy doczekują się upragnionych dzieci - w 1943 roku rodzą się bliźniaki. Jak ostatecznie cała rodzina dociera do Polski - nie wiemy. W powojennych latach Zdzisław, jako leśniczy, dostaje posadę w Porębie Wielkiej. Z żoną i bliźniakami osiadają w Gorcach. Umiera w 1970. Emilia dożywa 1989 roku. Obydwoje spoczywają na cmentarzu w Niedźwiedziu. Emilia do końca życia unika rozmów o Syberii. Z pewnych historii zwierza się sąsiadce. Nikt nie wie o pamiętnikach. Dopiero po śmierci synowie natrafiają w domu na poszarzałe dokumenty. Cenne pamiątki muszą jeszcze poczekać kilkadziesiąt lat na próbę odczytania. Dziś są już dostępne także dla historyków - do ich skanów można dotrzeć w bazie IPN-owskich archiwaliów. I czekają na badacza, który je odczyta w całości, połączy z innymi zachowanymi opowieściami. Może powstanie z tego kiedyś praca magisterska, jakieś historyczne opracowanie, a może filmowy scenariusz?
Józef Figura
Tygodnik Podhalański 13-14/2013

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz