Nosili wojskowe mundury, broń, jeździli wojskowymi autami. Działali zupełnie jawnie w Krakowie - pełnym milicji, wojska i KBW. Nikt nie przypuszczał, że to chłopaki od "Ognia" do czasu aż rozbili więzienie. Dziś przypominamy nasz tekst z 2013 roku. Ciekawy, warto przeczytać.
To była brawurowa akcja, jedna z tych samobójczych, z góry skazanych na niepowodzenie. Pewnie dlatego zakończyła się sukcesem. Więzienie św. Michała pamiętało czasy zaborów. Klasztor o grubych murach, niewielkich okienkach, jak żaden inny gmach nadawał się do przetrzymywania niebezpiecznych złoczyńców i jeszcze bardziej groźnych wrogów „jedynie słusznego” ustroju. Zalety świętego Michała odkryli austriaccy zaborcy, później skwapliwie wykorzystywali je praktyczni Niemcy. Jednak dopiero komuniści spowodowali, że ponury gmach rozkwitł. Więzienie, przygotowane na przetrzymywanie 500 więźniów, w pierwszym roku po wojnie zaludniło się 1,5 tysiącem pensjonariuszy. Trzecią część stanowili najgroźniejsi dla ustroju więźniowie polityczni - głównie żołnierze Armii Krajowej i ludzie związani z antykomunistycznym podziemiem. Zbigniew Paliwoda „Jur” w 1945 roku miał niespełna 17 lat. Z podziemiem krakowskim współpracował od połowy 44 roku. - Niedługo po tym, jak do miasta wkroczyli Rosjanie, zaczęły się aresztowania ludzi związanych z AK. Postanowiliśmy im jakoś pomóc. Powstała konspiracyjna grupa i zaczęliśmy się zastanawiać, co robić. Dostałem rozkaz wstąpienia do Służby Ochrony Kolei - wspomina ostatni żyjący uczestnik brawurowej akcji. SOK była formacją autonomiczną. W obrębie obiektów kolejowych i w samych pociągach rządziła służba. Milicjanci i ubecy byli co najwyżej pasażerami. Zbyszek dostał legitymację, karabin i mundur SOK-isty. Młody funkcjonariusz bardzo chętnie przejmował od milicji i UB pojmanych żołnierzy podziemia. Jeszcze chętniej eskortował ich w okolice Żywca lub na Podhale. Tam eskortowani „w tajemniczych okolicznościach” wymykali się z konwoju, by wkrótce dołączyć do któregoś z niepodległościowych oddziałów i kontynuowali swą walkę z ruskim okupantem.
Służba w SOK miała niestety również mrocznie strony. Funkcjonariusze byli mobilizowani do udziału w akcjach w zapalnych punktach kraju. Tym sposobem w Bieszczadach Zbigniew bronił przed UPA kolejowego mostu na Sanie. A we Wrocławiu wyłapywał folksdojczów. Jedna z takich służbowych wypraw zakończyła się na szczycie Kasprowego Wierchu. Zbyszek i jego towarzysze broni mieli ochraniać stację kolejki linowej przed Słowakami, którzy mogli próbować sabotażu. - Siedzieliśmy w górach, gdy nagle pojawił się oddział. Chłopy w mundurach przywitały się z nami serdecznie i mówią, że sobie już za okupacji ze Słowakami radzili, to i teraz sobie poradzą. Wysłali nas do domu. Początkowo myśleliśmy, że to wojsko, ale okazało się, że to „Ogniowcy”. Na Kasprowy Zbigniew wszedł jako SOK-ista, a z góry szedł jako tajny członek Zgrupowania Partyzanckiego Majora Józefa Kurasia „Ognia”. Pomysł odbicia więźniów św. Michała jednym sprawnym szturmem pojawił się jeszcze w 1945 roku. Szanse na powodzenie takiej akcji były jednak „zerowe”. Komuniści bardzo skrupulatnie strzegli obiektu. W jego sąsiedztwie mieściła się siedziba UB, trochę dalej - koszary KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego), komisariat milicji. Pradawne mury były wprost najeżone lufami karabinów maszynowych. Dziedzińca strzegły wieżyczki, nie mówiąc już o solidnej dębowej bramie wejściowej i granatach, w które byli uzbrojeni strażnicy na murach. O znikomych nadziejach na przeprowadzenie szturmu Zbyszek Paliwoda miał okazję się przekonać na własne oczy. Kilkakrotnie przy bramie więziennej odbierał więźniów oskarżanych o współpracę z Niemcami. Osadzeni byli wykorzystywani do prac na kolei. „Jur” poznał zwyczaje strażników, rozlokowanie sił. Wiedział, że do zdobycia twierdzy potrzebny jest raczej fortel i pomoc z wewnątrz. Było jasne, że więzienie musi zostać oswobodzone bez jakiegokolwiek odgłosu. Jeden przypadkowy wystrzał z pewnością pogrzebałby szanse na powodzenie i przesądził o śmierci wszystkich uczestników akcji.
Zarzucone rozmowy o rozbiciu św. Michała powróciły po roku. Jedna ze strażniczek więziennych - Irena Odrzywołek powiązana z podziemiem dała cynk o panującym w gmachu rozprężeniu. Zgodziła się także przemycić za mury broń, dzięki której więźniowie mieli unieszkodliwić strażników i opanować dwa kluczowe oddziały, w których byli przetrzymywani więźniowie polityczni, tzw.: „Katyń” i położony piętro wyżej „Sybir”. Akcję mieli przeprowadzić podkomendni słynnego podhalańskiego partyzanta majora Józefa Kurasia „Ognia”, zgrupowani w 6. ogniowej kompanii, działającej na terenie Krakowa. Szturmem miał dowodzić były żołnierz AK Jan Janusz „Siekiera”. Kompania była bardzo młoda. Najmłodszy z wojaków Zbyszek Paliwoda miał zaledwie 17 lat. Najstarszy z partyzantów - zaledwie 21 wiosen. - To chyba młodość tych ludzi i powiązana z nią fantazja, brawura, a zarazem odwaga granicząca z szaleństwem przesądziły, że akcja, która w zasadzie nie miała szans powodzenia, zakończyła się sukcesem - ocenia Maciej Korkuć, historyk krakowskiego IPN. „Ogniowcy” byli do akcji świetnie przygotowani. Mieli bardzo dokładne dane wywiadowcze, wsparcie z wewnątrz. Mieli nawet własną bazę, położoną w samym centrum - w dawnych koszarach przy dzisiejszym placu Getta. - Działaliśmy zupełnie jawnie. Mieliśmy mundury, amerykański samochód ciężarowy, 2 motocykle - harleye. Ludzie myśleli, że jesteśmy żołnierzami. Nikomu do głowy nie przyszło, że może być inaczej. W biały dzień wyjeżdżaliśmy na akcje - wspomina Zbigniew Paliwoda.
Świętego Michała strzegło 42 świetnie wyszkolonych strażników, uzbrojonych w 6 karabinów maszynowych, 52 pistolety maszynowe, tyle samo karabinów, granaty i gorącą linię, która łączyła gabinet naczelnika bezpośrednio z krakowską siedzibą UB. Straceńcza akcja rozpoczęła się w niedzielny poranek 18 sierpnia 1946 roku. Pod bramą św. Michała zaparkowała charakterystyczna amerykańska ciężarówka. „Ogniowcy” czekali na umówiony sygnał (biała chusta wywieszona w oknie) oznaczający, że więźniowie wykonali swoją część zadania. Gdy w oknie załopotała biel - do bramy więziennej zapukało dwóch cywili. Pokazali zdobyczne ubeckie legitymacje i bez zbędnego gadania dostali się do środka. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Więzienie zostało opanowane bez jednego wystrzału, wszyscy strażnicy - unieszkodliwieni. Naczelnik - związany. Linie telefoniczne - zerwane. Więźniowie, którzy z bronią w ręku pomagali swym oswobodzicielom, wsiedli do ciężarówki. Pozostali pensjonariusze Michała rozbiegli się po mieście. Źródła historyczne podają, że podczas akcji odzyskały wolność 64 osoby. Jednak udana ucieczka poza więzienne mury nie oznaczała jeszcze pełnego sukcesu. - Ludzi trzeba było bezpiecznie wywieźć z Krakowa - zauważa Zbigniew Paliwoda. Charakterystyczny GMC zaparkowany na ulicy Senackiej ruszył z kopyta. Jeszcze w centrum ciężarówka pełna uciekinierów minęła się z dwoma wozami pełnymi żołnierzy KBW. Ci jednak jakimś cudem nie zwrócili uwagi na biorący zakręty „na dwóch kółkach” pojazd. Bardziej podejrzliwy był milicjant, który kierował ruchem na Karmelickiej. Wymownym ruchem dłoni nakazał siedzącemu „za kółkiem” Bilowi (Marian Zielonka) zatrzymanie. Nieposłuszny szofer, zamiast potulnie zjechać na pobocze, przewiózł milicjanta na błotniku. Poturbowany funkcjonariusz nerwowo wyrwał z kabury pistolet, jednak go nie użył. Przekonującym argumentem okazała się lufa karabinu, wystająca zza tylnej burty ciężarówki.
„Ogniowcy” dość długo kluczyli wokół Krakowa, zanim skierowali GMC na południe, w stronę Podhala. Uwolnieni więźniowie zasilili oddziały „Ognia”, operujące pod Tatrami. To zapewniło ocalonym względne bezpieczeństwo. - Gdy nazajutrz znów byliśmy w Krakowie, coś mnie ciągnęło, żeby wyjść na miasto i sprawdzić, co ludzie gadają. Faktycznie, cały Kraków mówił tylko o naszej akcji. Ludzie się zaklinali, że akcję przeprowadzili spadochroniarze, że pod więzienie podjechało 40 samochodów. Razem z Bilem poszliśmy do zakładu fryzjerskiego. Bil był starszy i już się wtedy golił. Fryzjer powiedział, że widział akcję i jeden z samochodów. Przekonywał nawet, że zapamiętał twarz kierowcy. Bil zapytał w żartach: a może to ja prowadziłem? Wszyscy zaczęliśmy się śmiać - wspomina „Jur”. Sprawa rozbicia więzienia została przez komunistów objęta tajemnicą. Embargo wcale nie zostało zdjęte wraz z odzyskaniem niepodległości. - Chcieliśmy przy bramie więzienia, w którym dziś mieści się Muzeum Archeologiczne, umieścić tablicę pamiątkową. Ileż z tym było problemów. Nawet fakt, że chcieliśmy Józefa Kurasia przedstawić wraz ze stopniem wojskowym majora, był problemem nie do przejścia. W końcu tablica została wmurowana, jednak obchody 50. rocznicy przeprowadzenia akcji były nad wyraz smutne - wspomina dziś najmłodszy żołnierz 6. kompanii. - Spotkałem pana Zbyszka podczas jakichś uroczystości kombatanckich. Rozmawialiśmy o akcji i o jego rozżaleniu. Postanowiliśmy zorganizować prawdziwy jubileusz właśnie ze względu na niego - przekonuje Jan Dudor ze Społecznego Komitetu Pamięci Żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, ROCH-a i Zgrupowania „Błyskawica” w Waksmundzie. Jubileusz odbył się w ostatnią niedzielę w Krakowie, 67 lat po legendarnej już akcji, przed bramą tego samego więzienia. Zbyszek Paliwoda był jednym z zaproszonych gości. Przyszedł mimo 84. krzyżyka na karku. Przyszedł mimo kul, bez których ciężko się poruszać. Przyszedł mimo kołnierza ortopedycznego na szyi, bez którego nie sposób wyraźnie mówić. Przyjechali też krewni majora Kurasia z Waksmundu. Byli przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej. Gościny kilkudziesięciu uczestnikom rocznicowych obchodów udzielił Jacek Górski, obecny gospodarz św. Michała - dyrektor Muzeum Archeologicznego. Tym razem wcale nie było smutno...
Tekst i fot.: Marek Kalinowski
Tygodnik Podhalański 34/2013
Na zdjęciu Zbigniew Paliwoda „Jur”

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Od razu PO zdjęciu widać, że akcja się udała, zdobyczna koszulka pięknie się prezentuje.
0 0
Szacun rispect, chwała Bohaterom!
0 0
" Jednak dopiero komuniści spowodowali, że ponury gmach rozkwitł. Więzienie, przygotowane na przetrzymywanie 500 więźniów, w pierwszym roku po wojnie zaludniło się 1,5 tysiącem pensjonariuszy."
Po prostu sielanka.
Czy autor oszalał?!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz