Z archiwum TP

Zamknij

Zdobył wszystko

Jurek Jurecki 21:06, 03.03.2022
Treść artykułu pod wideo ↓
Skomentuj Zdobył wszystko

Urodził się w tym samym roku, co amerykański tenisista Andre Agassi, mistrz 8 turniejów wielkoszlemowych w grze pojedynczej, mistrz olimpijski z Atlanty. Ale nie tenis czy nawet bliższy mu boks wybrał za swoją drogę do sławy ten góral z Bańskiej Niżnej.

Franciszek Pawlak zaczynał od narciarstwa, choć w tamtych latach do sukcesów Stocha czy nawet Małysza było jeszcze daleko. Za to, gdy Franek miał zaledwie 2 lata, w dalekim od Bańskiej Sapporo inny góral, Wojtek Fortuna z Zakopanego, skoczył po olimpijskie złoto. No i trwała także legenda „Dziadka” Stanisława Marusarza, wybranego na rok przed urodzeniem Franka na narciarza pięćdziesięciolecia Polskiego Związku Narciarskiego. Więc Franek też zaczął od skakania.


Skoki i kombinacje

Jako ośmiolatek, wypatrzony w szkole, trafił do klubu TS Wisła Zakopane, pod rękę Stefana Ciapały, niegdyś bobsleisty, teraz trenera skoczków. Jako szesnastolatek wpadł z kolei w oko Franciszka Gąsienicy-Gronia, pierwszego polskiego medalisty zimowych igrzysk olimpijskich, zdobywcy brązowego medalu w kombinacji norweskiej. Obydwaj trenerzy, olimpijczycy z Cortina d`Ampezzo z 1956 roku dobrze ze sobą współpracowali. Toteż Franek po nauce skoków u Ciapały, gdzie trenował razem z Robertem Mateją, 5-krotnym mistrzem Polski, bezkonfliktowo dodał do skoków biegi i przerzucił się na trenowanie kombinacji u Gronia. Tu z kolei trenował razem z Józefem Jarząbkiem, który obecnie sam jest trenerem TS Wisła Zakopane. Namówiony przez obu trenerów do startu w zawodach, pojechał do Karpacza. Po skokach był 7., ale nadrobił w biegu i „pobiegł” na 2. miejsce. Trafił nawet do kadry młodzieżowej i dzięki startom, mimo młodego wieku, mógł się sam utrzymać. - Jeśli się miało klasę krajową - wspomina - to stypendium płacili. Z czegoś trzeba było żyć. Rodzice wyjechali w Bieszczady, a ja zostałem w Zakopanem, żeby trenować. Pewnie wyniki byłyby inne, ale miałem wtedy w głowie, bardziej niż narty, dyskoteki, zabawy i bijatyki. Na nartach skakał przez 12 lat i bardzo dobrze wspomina ten okres w swoim życiu. Kariery Małysza nie zrobił, ale zwiedził wiele pięknych miejsc na świecie, poznał dużo ciekawych ludzi.


Prawdziwy diabeł

Przeprowadzka rodziców w Bieszczady, ukończenie szkoły i związana z tym konieczność opuszczenia sportowego internatu, a potem służba wojskowa przekreśliły narciarskie ambicje Franka. Zakopiański klub walczył nawet o niego. Trener Karol Kołtaś, niegdyś reprezentant Polski, przyjechał na przysięgę. Chciał załatwić Frankowi przeniesienie do wojskowego klubu w Zakopanem, ale Franek się nie zgodził. - Dla mnie chłop bez wojska to nie chłop - oświadczył. Został więc i po jakimś czasie trafił do Orzysza, bo jego służba przebiegała, delikatnie mówiąc, z kłopotami. Samowolne oddalenia, „przedłużone” przepustki, symulacje w izbie chorych, w końcu areszt i ta właśnie jednostka karna. Ot, męska szkoła życia... W wojsku spędził półtora roku. Do cywila wyszedł po amnestii ogłoszonej przez Wałęsę. Wśród skoczków narciarskich i trenerów ma nadal wielu przyjaciół. Kibicowali mu - z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniuszem Tajnerem - w jego ubiegłorocznej walce pod Wielką Krokwią w Zakopanem. Pokonał wtedy swymi słynnymi lovkickami, czyli kopnięciami po udach, w ciągu zaledwie 2 minut Turka Sahina Haki „The Huragane” Jakuta. Droga do tej niepierwszej przecież zwycięskiej walki była jednak długa. Po wyjściu z wojska kilka miesięcy przepracował w Warszawie, ale akurat Austria zniosła wizy dla Polaków. W 1990 roku z kolegą zdecydowali się na wyjazd. Wtedy w Wiedniu było już paru chłopaków z zakopiańskiego klubu. Więc miały to być tylko „odwiedziny”. Trwają do dziś, już ponad 20 lat! Najpierw trzeba było się zabawić. Szaleli ponad tydzień. Potem zaczęła się praca na budowie i pierwsze „prawdziwe” pieniądze, o których w Polsce można było tylko pomarzyć. Ale i nad Dunajem z Franka wkrótce wyszedł tatrzański diabeł. Sam przyznaje, że walkę ma we krwi i bić się lubił „od zawsze”. Jak zresztą każdy prawdziwy góral. Więc często pakował się w kłopoty, bo bójek po dyskotekach nie brakowało. - Straszny był ze mnie rozbójnik, szczególnie w weekendy - śmieje się dzisiaj. - Taki „niedobry Franek”... Jeszcze teraz, gdy na ringu przed walką usłyszy góralską muzykę, wchodzi w niego prawdziwy diabeł. Albo może... Janosik? I trzeba współczuć przeciwnikowi. W końcu pomyślał, że tak dalej żyć nie można - wspomina po latach tamto „otrzeźwienie”. Któregoś dnia, trochę z nudów, a trochę z ciekawości poszedł z kolegą na siłownię. Tam po raz pierwszy zobaczył trening, który go zafascynował. Już wiedział. To było to! To, czyli kick-thai boxing.


Walka do końca

Boks tajski to walka rozgrywająca się głównie w zwarciu, z wykorzystaniem uderzeń łokciami i kolanami. Ma długą historię, bo jej początki sięgają XIII wieku. Pod koniec XIX wieku w Tajlandii trafia nawet do akademii wojskowych i kolegiów nauczycielskich. Przechodzi oczywiście do dzisiaj wiele zmian, mających m.in. na celu zwiększenie bezpieczeństwa zawodników, bo ciosy tu zadaje się z pełną siłą. W Polsce o uprawianiu boksu tajskiego można mówić od początku lat 90. XX wieku. Tak więc jakby rozminął się on wcześniej z Frankiem-emigrantem i do ich spotkania doszło dopiero w Wiedniu. Trening szybko przynosił efekty i wkrótce wyrobił sobie w klubie dobrą markę. Zmiana dyscypliny sportu okazała się prawdziwym... kopnięciem w dziesiątkę. Już po 3 tygodniach wziął udział w amatorskich mistrzostwach Austrii w formule light contact. Skończyło się to niemal skandalem. Gdy pierwszy przeciwnik znalazł się na macie, Franek został po prostu... zdyskwalifikowany. - Skąd miałem wiedzieć, co to jest light contact? Dopiero wtedy dowiedziałem się, że w tej formule nie wolno nokautować. Nie wolno? W takim razie to nie było dla niego. On chciał prawdziwej walki. Takiej - do końca.Pierwszą walkę zawodową stoczył w 1992 roku. Potem było różnie: raz zwycięstwo, raz porażka. Ale już w 1995 roku, po zaledwie 2 latach systematycznego treningu miał na swym koncie pierwsze mistrzostwo świata. W tym samym roku walczył w Wiedniu z reprezentacją Polski w zespole złożonym z najlepszych kickbokserów Austrii. Na ten mecz długo szukano wśród polskich zawodników przeciwnika dla Franka. Śmiałków brakowało. W końcu walczył z Markiem Dołęgą. - Pamiętam, że wygrałem przez ciężki nokaut, a mój przeciwnik chyba skończył karierę po tamtej walce - wspomina. I rzeczywiście, ślad po nim zaginął. A Frenky dalej wygrywał i piął się w światowych rankingach. Zdobył zawodowe mistrzostwo Włoch, Austrii, Niemiec i Czech.


Jak błyskawica

Od tamtego pierwszego mistrzostwa stoczył blisko 100 walk, połowę z nich wygrywając przez nokaut. Tylko 7 przegrał na punkty. Jest 11-krotnym mistrzem świata World Full Contact Association w wersji World Professional Kickboxing Council (waga 83 kg), 3-krotnym mistrzem Europy i 2-krotnym mistrzem Austrii. Jego najkrótsza zwycięska walka trwała zaledwie 12 sekund. To po niej zyskał przydomek „The Flash” - „Błyskawica”. Do każdej walki przygotowuje się solidnie. To 10 tygodni ostrego treningu i ścisłej diety. Zero cukru i tłuszczu, białe mięso, warzywa i owoce, suplementy. Tajemnic treningu nie chce zdradzić, ale tym, którzy chcieliby go naśladować, radzi: po pierwsze jeśli chcecie zacząć trenować, to papierosy, alkohol, nie mówiąc już o narkotykach, na bok. Bez tego nie ma nawet co myśleć serio o thai boxingu. No i trzeba mieć do tego serce. Każda walka jest ciężka, w każdej można być kontuzjowanym. Pęknięte łuki brwiowe, połamany nos... Najpoważniejszą kontuzję odniósł w 1995 roku, podczas walki o zawodowe mistrzostwo świata. Zdobył je wtedy po raz pierwszy - wygrał na punkty po pełnych 12 rundach, ale trafił do szpitala. Miał złamane dwa żebra, groziła mu nawet amputacja nogi. Mało kto wierzył, że powróci na ring. A on cedził przez zaciśnięte z bólu zęby: ja wam jeszcze wszystkim pokażę... I pokazał! W 4. rundzie znokautował w Wiener Neustadt niepokonanego w blisko 50 walkach mistrza Holandii.


Góralski wojownik

Ubiegłoroczny zwycięski pojedynek w formule K1 (według zmodyfikowanych zasad japońskiego kick-boxingu) o mistrzostwo świata federacji „King of the Ring”, rozegrany w maju pod Wielką Krokwią w Zakopanem, miał być ostatnim w karierze Frenky Pawlaka. Marzył, by zawalczyć właśnie tu, wśród swoich. No i zaprosili go koledzy, założyciele klubu Spartakus Zakopane. Gdy zaczynali w 2012 roku, było ich 10. Każdy z nich trenował jakąś sztukę walki, więc postanowili połączyć wysiłki. Już wtedy i im marzyła się taka gala pod Giewontem. Wkrótce trenowała ich już prawie osiemdziesiątka. Chłopaki bardzo charakterni, silni i góralscy - skwitowała ich wtedy jedna z fanek, kelnerka z Bachledówki. - Nasza sekcja pozwala rozładować energię na treningu, a nie na ulicy - podkreślał ówczesny trener Wojciech Sobiech. Dziś na koncie mają kilkanaście medali (w tym 5 złotych) i blisko 30 wygranych walk. Niedawno reprezentant Spartakusa Marcin „Arab” Kalata w turnieju w Las Vegas zdobył tytuł wicemistrza świata. Trenerem jest Mariusz Kruczek, współzałożyciel klubu i sam jeszcze czynny zawodnik. Tę walkę pod Tatrami Frenky stoczył nie dla pieniędzy. Przekazał je Wiktorii i Szymonowi, rodzeństwu z porażeniem mózgowym, wychowywanym przez samotną matkę. Cel charytatywny miała także tegoroczna gala, zorganizowana w maju w Bańskiej Niżnej. Tamta zakopiańska walka nie była ostatnia. - Dopóki jestem zdrowy i ciągnie mnie na ring, to jeszcze będę walczył, może rok, może 5 lat, trudno powiedzieć - zapowiada. W najbliższą sobotę znowu stanie na ringu. Tym razem w Poroninie. A ta Noc Góralskich Wojowników zapowiada się jeszcze okazalej. Przewidziane są 2 walki o zawodowe mistrzostwo świata i aż 14 pojedynków w międzynarodowej obsadzie. Zaśpiewać ma m.in. Michał Wiśniewski. Cel - jak poprzednio - pomoc ciężko chorym dzieciom z Podhala. Frenky zajmuje się także trenerką i szkoli innych zawodników. Jego podopiecznym jest Atilla Ucar, specjalizujący się w stylu MMA, mieszanym. To bardzo zdolny i silny zawodnik i Frenky uważa, że zajdzie w karierze sportowca bardzo wysoko. Gdy tylko ma czas, Franek Pawlak zjeżdża pod Tatry. Ciągnie go do Bańskiej. Często przyjeżdża z żoną. To Bułgarka, ale świetnie mówi po polsku. Ma czworo dzieci. Dwudziestojednoletni Sebastian jest bardzo zdolnym piłkarzem. Upór, chęć walki odziedziczył na pewno po ojcu, którego dodatkowym hobby są... zwierzęta. Śmieje się, że w swoim wiedeńskim mieszkaniu robi konkurencję zoo w Schönbrunnie: ma 3 pytony, 2 węże, pieska Sarę i 2 skorpiony. Uważa się za człowieka spełnionego. Jego największe marzenia stały się rzeczywistością. - W sporcie zdobyłem wszystko, co chciałem zdobyć. Mam szczęśliwą rodzinę. Czego mi więcej potrzeba? Może zdrowia na dalsze lata - mówi.

Zbigniew Wołynka

Tygodnik Podhalński 34/2014 

(Jurek Jurecki)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%