Najpierw zakochała się w Tomku, potem w Chicago. I choć nigdy o Ameryce nie marzyła, tu właśnie znalazła swoje miejsce na ziemi.
Ula Szlęk-Ciesielska z zawodu jest architektem. Twierdzi, że bez projektowania usycha. Najbardziej lubi przeróbki starych budynków, choć obecnie na tapecie głównie ma obiekty przemysłowe. - Architekt musi zaprojektować wszystko, podjąć się każdego wyzwania. W Polsce ten zawód kojarzy się bardziej ze sztuką, artyzmem, tu architekci mają więcej pokory, traktują swój zawód jak rzemiosło - podkreśla. Architektem jest także mąż Uli - Tomek, dla którego opuściła Polskę i rodzinny Czarny Dunajec.
Temperament góralki
Ulę długo musiałam namawiać na rozmowę. Przekonywała, że nie jest typową góralką, nie chodzi na imprezy Związku Podhalan, nie pokazuje się w stroju góralskim, nie trzyma kurczowo polonijnych środowisk. - Za to na pewno ma góralski temperament - podkreśla Tomek. Wśród przyjaciół Uli są osoby różnych nacji, różnych kolorów skóry i zawodów. Twierdzi, że właśnie za tę różnorodność między innymi kocha Chicago. Z Polakami spotyka się najczęściej zawodowo. - Czasem są to moi klienci, ale najczęściej spotykam się z Polakami na budowie. Mają dobrą opinię, a przy wszelkich pracach ciesielskich, z drewnem, oczywiście nasi górale są najlepsi - przekonuje. Jedna z takich podhalańskich ekip buduje właśnie dom zaprojektowany przez Ulę dla rodziny greckiego pochodzenia.
Chicago jest magiczne
Ula jest zwariowana, pełna pozytywnej energii, szalonych pomysłów. Jej opowieści starczyłoby na książkę. Nie siedzimy przy kawie. Rozmowa toczy się podczas jazdy po Chicago, bo Ula postanawia mnie przekonać, że Chicago jest najpiękniejszym miastem na świecie i ma zakamarki, o których mi się nie śniło. Żeby mi to udowodnić, na początku zabiera mnie na cmentarz (Graceland Cemetery), bo to tu właśnie - jej zdaniem - znajdują się najcenniejsze zabytki chicagowskiej architektury, a także miejsca pełne tajemnic, masońskich znaków i idealne miejsce na odpoczynek czy spacer. Jest tu także kamienna postać przy jednym z grobów, która czasem znika... Po miejscach, gdzie w Chicago straszy, lepszym przewodnikiem jest Daniela, córka Uli, ale na to czasu już nie ma. Za to Ula zabiera mnie w kolejne magiczne miejsce, tym razem industrialne, gdzie przebiega nitka najstarszej kolejki w Chicago. Chwilę później jesteśmy na placu tuż przy ruchliwej drodze, gdzie niespodziewanie przed nami wyrasta niepasujący do otoczenia olbrzymi, kilkumetrowy totem z magicznymi symbolami. Szkoda, że nie ma pełni księżyca, bo wtedy Indianie spotykają się tu i odprawiają tajemnicze rytuały. Kawę wypijamy w Teatrze Chopina, który znowu zaskakuje innością, obok tylko na chwilę wpadamy do „Podhalanki”, w której zegar stanął w latach 60. Pracownia Uli znajduje się w jej ulubionej dzielnicy - Chicago Ravenswood Corridor. Ma do tej okolicy szczególny sentyment nie tylko dlatego, że są tu wąskie uliczki, stare, dekadenckie budynki, małe sklepiki, niczym nie przypominające typowej dla Chicago zabudowy. To tu poznała Tomka, tu też wynajmowali swoje pierwsze wspólne mieszkanie.
Od pierwszego wejrzenia
Do Chicago przyjechała w 1999 r. w poszukiwaniu przygód. Była wtedy na ostatnim roku architektury na Politechnice Krakowskiej. Biuro projektowe Tomka znalazła w książce telefonicznej. Pracowała u niego jako kreślarz. Twierdzi, że w swoim młodym szefie, pełnym życiowego zapału, zakochała się prawie od pierwszego wejrzenia, w dodatku ze wzajemnością. - Tomek już po pierwszym dniu zaprosił mnie na kawę. Wypiliśmy 4 dzbanki kawy, nie mogliśmy się nagadać. Po 2 tygodniach mieszkaliśmy już razem - wspomina. - Opowieściami o początkach naszej miłości uwielbiamy bulwersować nasze córki, rozśmieszamy je naszą historią do łez - dodaje. Po 3 miesiącach pracy wróciła do Krakowa, by dokończyć studia. - Miesiąc później Tomek zamknął swoją firmę w Chicago i przyjechał za mną do Polski. Oświadczył się. Zakochał się też w Krakowie. Chciał tu zamieszkać, mnie jednak ciągnęło do Chicago - wspomina. Trzy dni po obronie pracy magisterskiej Uli wzięli ślub w Ludźmierzu. - Na wesele Tomka zjechała się rodzina z Warszawy. Liczyli na wesele góralskie, ale się rozczarowali. Bo ja zawsze byłam czarną owcą wśród górali - śmieje się. Tomek urodził się w Chicago, gdzie jego rodzice przyjechali zaraz po wojnie. Gdy był w przedszkolu, rodzice postanowili wrócić do Warszawy. Tuż przed wybuchem stanu wojennego, kiedy Tomek był w liceum, znowu przenieśli się do Chicago. I tak Tomek tu właśnie kończył szkołę średnią, a potem studia architektoniczne. Zaraz po ślubie Ula z Tomkiem wrócili do Chicago, otwarli własną pracownię architektoniczną. - Wszystko co najważniejsze wydarzyło się w 2000 r. - ślub, narodziny Danieli, koniec studiów, decyzja o zamieszkaniu na stałe w Chicago i założenie własnej firmy - wymienia. Przez lata wspólnie pracowali, razem przetrwali trudne lata kryzysu ekonomicznego. W tzw. międzyczasie rodzina się rozrastała - 5 lat po narodzinach Danieli na świat przyszła Zosia.
Naprawdę jestem góralką?
...zapytała kiedyś Zosia, której mama opowiadała o górach, czarnodunajeckich łąkach, o góralskiej muzyce, zwyczajach. Po spędzonych na Podhalu wakacjach i pobycie u babci w Czarnym Dunajcu Daniela i Zosia nie tylko czują się góralkami, ale za rodzinnymi okolicami mamy tęsknią. Zosia przywiozła do Chicago kamyki z Dunajca, które oprócz innych pamiątek z Polski zajmują ważne miejsce w ich przytulnym domu na obrzeżach Wietrznego Miasta. - Trochę tutaj przewiozłam Podhala - śmieje się Ula, oprowadzając po swoim domu. Jest tu z nią góralski strój, w którym była bierzmowana. I młynek do kawy po babci Bronce, który ma co najmniej 100 lat. Góralska chusta i korale. I wiele innych szpargałów i bibelotów, które Ula bardzo lubi.
Kto prowadzi ten biznes
- Architektura to ciężki zawód dla kobiety - przekonuje Ula, kiedy siedzimy w pracowni, oglądając jej najnowsze projekty. - Dlatego tu, w Chicago, większość architektów to faceci. Nas, bab, jest mało, ale za to trzymamy się razem - mówi. - Kobiety muszą sobie wywalczyć pozycję, wymaga się od nich więcej, nie ufa im się, zakłada, że robią więcej błędów, niż mężczyźni - twierdzi. Bywało, że gdy do biura przychodzili klienci, patrzyli z nieufnością na niewielkiej postury kobietę i pytali: „Kto prowadzi ten biznes?”. Gdy słyszeli, że Ula, byli zaskoczeni. Dziś ma już grono swoich stałych klientów i nie musi brać wszystkich zleceń. Czas dzieli na okres przed kryzysem ekonomicznym, w trakcie i po. Gdy w 2000 r. zaczynała pracę, w Chicago był boom inwestycyjny. - Budowało się bardzo dużo, naszymi klientami byli głównie inwestorzy, którzy nie budowali dla siebie, tylko na sprzedaż. Potrzebowali szybkich projektów, niewyszukanych, powstawało dużo „śmieci” - wspomina. To nie były dobre czasy dla architektów, choć na brak zamówień nikt nie narzekał. Wraz z nadejściem kryzysu nastały czasy chude, trzeba było brać wszystko, żeby przetrwać. Chicago przestało się budować, inwestorzy plajtowali. Wiele projektów nie zostało w ogóle zrealizowanych, niektórzy z branży zbankrutowali. - Było bardzo ciężko, ale najgorsze jest już za nami - twierdzi Ula. Po kryzysie pojawił się też inny rodzaj klienta - osoby, które budują dla siebie, nie na sprzedaż, mają inne wymagania, zależy im na dobrym projekcie.
Dom z duszą
Dziś Tomek i Ula pracują razem, ale każdy nad własnymi projektami. Tomek mnóstwo czasu poświęca swojej nowej fascynacji - architekturze dla osób niepełnosprawnych. Ula ciągle jest gotowa na nowe wyzwania, pracując w firmie T.U.Ciesielski Architects, Ltd, którą 13 lat temu założyli z Tomkiem. Jej konikiem są przeróbki starych budynków. - Lubię stare klimaty, domy, które mają duszę. To trudniejsze dla architekta zadanie i duże wyzwanie: zachować klimat, a jednocześnie zrobić coś fajnego, funkcjonalnego - tłumaczy. Kiedy Ula zaczyna pracę nad projektem, umawia się ze swoimi klientami w budynku, który ma przerabiać. Rysuje to miejsce, tak by klient widział to, co w realu, także na papierze. Pyta gospodarzy, co lubią w swoim mieszkaniu, czego nie lubią. Rozmawia o ich oczekiwaniach, pasjach. Stara się poznać tych ludzi. - Namawiam też, żeby szanowali to, co zastali - dodaje. Często, realizując już projekty, zachęca swoich klientów, by wykorzystywali używane materiały. - Jest takie miejsce w Chicago, które bardzo lubię - Rebiuilding Exchange, gdzie odbywa się swoista wymiana rzeczy do budowania. Ludzie coś burzą, oddają tam i można sobie zabrać np. stare okiennice, płoty, a potem dać im w oryginalny sposób drugie życie - opowiada. Zawód architekta uczy pokory. - Jak zaczynasz pracować z ludźmi, masz pomysły, chcesz się realizować twórczo. Z czasem dopiero dociera do człowieka, że to nie jest płótno czy rzeźba, że w tym mieszkaniu będzie mieszkał twój klient, że to przede wszystkim ma być miejsce funkcjonalne, dla niego, a nie pole do artystycznych popisów - tłumaczy. Teraz Ula pracuje nad budynkiem przemysłowym. Do zagospodarowania ma 430 tys. m kw. po dawnej fabryce. W zaprojektowanym przez nią obiekcie będą biura, sale bankietowe, hurtownie. Dla równowagi projektuje to, co lubi najbardziej - mały domek dla swoich przyjaciół, który rozrośnie się o kilka pomieszczeń. - Moje najlepsze projekty? Te, które nigdy nie zostały zrealizowane - mówi ze śmiechem. - Kiedyś w starej dzielnicy Chicago miałam zaprojektować budynek, który miał wyglądać jak z epoki wiktoriańskiej, ale jednocześnie miał być nowoczesny. Dwa lata pracowałam nad tym projektem, byłam z niego bardzo dumna. Wszystko już zostało zaakceptowane, ale klient nie dostał pożyczki w banku i wycofał się z inwestycji - opowiada.
Ucieczka ciotki Zosi
Choć dla Uli praca jest pasją, nie jest to jedyne zajęcie, które ja pochłania. - Moją największą pasją są ludzie. Mam dużą grupę przyjaciół, są różnych nacji. Staram się z nimi spotykać, mamy swoje rytuały. W piątek zawsze wypijam kawę z Lela, która jest żoną Zygmunta Dyrkacza, dyrektora Teatru Chopina w Chicago, systematycznie spotykam się z Elą, koleżanką jeszcze z liceum - wymienia. Gdy pojawia się w szkole swojej córki, dyrektor, widząc ją, wie, że za chwilę będzie go przekonywać do swoich pomysłów. Raz to jest murale malowane wspólnie przez rodziców i uczniów. Innym razem organizowane przez nią dla dzieci warsztaty czy jakieś inne akcje. Jest też bywalczynią Szkoły Muzyki Folk, gdzie uczy się śpiewać po irlandzku, tańczy flamenco. Ostatnio znajduje jeszcze czas na małe śledztwo: - Nie jestem pierwsza w rodzinie, która przeciera szlaki w Chicago - zaczyna swoją kolejną opowieść. W latach 30. ub. wieku do USA wyemigrowała ciocia Zosia, siostra dziadka Uli. W podróż za Ocean wybrała się, a raczej uciekła, mając 15 lat. Historię tajemniczej ucieczki ciotki Zosi Ula zna od dzieciństwa. - Ciotka była z rodziny mamy - z Krzaników. Była z rodziny chłopskiej, ale przyjaźniła się ze Stefanią, panienką z dworu Sanguszków w Porębie Wielkiej, gdzie Krzanikowie mieszkali - opowiada. Dziewczęta wpadły na pomysł romantycznej podróży do Ameryki. Nie wiadomo, skąd wzięły pieniądze, ale jakoś dotarły do Gdyni, a stamtąd statkiem popłynęły do USA. - Przez lata nie mieliśmy żadnych wieści od cioci Zosi. Dopiero po jej śmierci przyszedł do dziadka list z Ameryki, z którego dowiedzieliśmy się, że ciotka Zosia została zakonnicą. W kopercie było zdjęcie ciotki w habicie, z datą jej śmierci - opowiada Ula. Przyjaciółka ciotki Zosi - Stefania - wyszła za mąż i miała dużą rodzinę w USA. Teraz Ula pisze maile, przegrzebuje archiwa i liczy, że wkrótce o pobycie ciotki Zosi w Ameryce będzie wiedziała więcej.
Beata Zalot
Tygodnik Podhalański 3/2014

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz