Jednym podpisem mógł być Niemcem. Okupantom mówił, że jest Szwedem. Ocalił młodą Żydówkę. Rosyjski wyzwoliciel postrzelił go za opór. Tak pozostał uczciwym Polakiem.
Henryk Krueger był dzielnym i silnym człowiekiem. Jako jeden z nielicznych na Podhalu dostał medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Odznaczenie przyznaje Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem w Jerozolimie. To najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom. Oglądam skromny krążek z talmudycznym napisem „Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat”. I słucham opowieści nie z tego świata.
Od Burów po Sonderaktion
- Moja babcia Pelagia z domu Kropacz urodziła się na zamku w Kórniku i dziadek Roman na randki musiał chodzić piechotą ponad 20 km w jedną stronę. To była prawdziwa miłość - opowiada Jakub Krüger. Znany zakopiański antykwariusz, zegarmistrz i restaurator ma rodzinę rozsianą po świecie. Nic dziwnego. Dziadek Roman miał 9 braci. I wiele więcej kuzynów, kuzynek, wujów, stryjów. Dwóch krewnych zapisało się szczególnie na kartach historii. Jeden w czasie II wojny światowej odpowiadał za aresztowanie profesorów krakowskich wyższych uczelni („Sonderaktion Krakau”) i szkół średnich, przeprowadzenie wymierzonej w inteligencję „AB-Aktion”, kierowanie akcją wysiedleńczą na Zamojszczyźnie i eksterminacją Żydów. Komendant policji bezpieczeństwa SS-Obergruppenführer Friedrich Wilhelm Krüger. To na niego w Krakowie oddział „Felka” z Armii Krajowej dokonał w 1943 r. nieudanego zamachu. - To był kuzyn dziadka - mówi Jakub Krüger. - Po nieudanym zamachu wrócił do Warszawy. I tam w Alei Szucha uratował życie mojemu ojcu. Tatusia już prowadzili na rozwałkę. I ten hitlerowiec go ocalił. Paradoks historii. Nieco jaśniejszą kartę zapisał wujek dziadka Romana. Pochodzący z mieszanej holendersko-niemieckiej rodziny Stephanus Johannes Paulus Krüger był przez 4 kadencje prezydentem Transwalu w Republice Południowej Afryki. I liderem oporu Burów przeciw Brytyjczykom. Na jego cześć nazwano jeden z parków narodowych RPA i monetę - krugerrand.
Kamedulski medalik
Henryk Kruger urodził się w 1913 r. w Poznaniu. I był Polakiem co się zowie. Jego osiadła w XIV wieku na prawie magdeburskim rodzina już dawno się spolonizowała. Ojciec Roman walczył w Powstaniu Wielkopolskim. W pięknym, poznańskim domu mówiono po polsku. Lecz gdy do magazynu tekstylnego przychodzili niemieccy kupcy - gładko przechodzono na język prapraprzodków. Henryk miał siostry: Teodozję, Zofię, Stefanię, Halinę, Genowefę i brata Lesława. Roman Krüger bardzo dobrze zarabiał, był kupcem, w Poznaniu cała rodzina mieszkała w dużym domu. Tuż przed II wojną Roman Krüger sprzedał jedną kamienicę i kupił za nią materiały tekstylne. Synowi Henrykowi wpoił w katolickim domu dwie podstawowe zasady: trzeba dotrzymywać danego słowa i nie wolno kłamać. Gdy w 1939 r. wybuchła wojna, 26-letni Krüger zaciągnął się na ochotnika do 14. Pułku Artylerii Lekkiej w Poznaniu. Ale ich oddział szybko został rozbity pod Kutnem. Sam z niedobitkami przedzierał się do Warszawy. Przy jednej z dróg stara kobieta rozdawała wojakom medalik Matki Boskiej Bieniszewskiej. - Ojciec dostał ten aluminiowy medalik 9 września - Jakub Krüger rozpina koszulę i pokazuje wytarty, zdobny ornamentem krążek na szyi. - Nosił go całą okupację. Brał udział w obronie Warszawy. Potem w Powstaniu Warszawskim. Nic mu się nie stało. Dopiero Ruscy go postrzelili, po wyzwoleniu.
Kasztanowa miłość
Słynny 1. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” dziś nosi imię generała brygady Stefana Pawlikowskiego. Właśnie w jego mieszkaniu przy ulicy Jaworzyńskiej po kapitulacji Warszawy zainstalował się Henryk Krüger. Stefan Pawlikowski był szwagrem Henryka, poślubił bowiem jego najstarszą siostrę. Jako dowódca Brygady Pościgowej, którą w 1939 r. stworzono z 1. Pułku Lotniczego na Okęciu i eskadry myśliwskiej 2. Pułku Lotniczego z Krakowa, Pawlikowski przeszedł szlak bojowy i zginął zestrzelony w 1943 r. w locie bojowym nad Francją, pilotując Spitfire w 315. Dywizjonie Myśliwskim. Na Jaworzyńską dotarła też pozostała część rodziny Henryka. Stracili wszystko, Niemcy wysiedlili ich z Poznania w grudniu 1939 r. Pozwolili wziąć tylko ubranie, to, w czym wyszli na ulicę. W Warszawie szybko kończyły się pieniądze. Okupanci nakłaniali, by Roman Kruger podpisał volkslistę. - Ojciec przekonał dziadka, żeby poszedł na posterunek i zeznał, że pochodzimy ze Szwecji. Z rodziny Ivara Kreugera, króla zapałczanego. Tak też zrobił. Wtedy dali im spokój - wspomina Jakub Kruger. Żeby przeżyć, Henryk zajął się handlem. Czym się dało. Przywoził na targ z podwarszawskich wsi mięso, cukier, z kolegami podrabiał markowe, drogie wódki. Ale o towar było ciężko. Był rok 1940. W Alei Ujazdowskiej zakwitły kasztany. Henryk wyprowadził jamnika na spacer. Usiadł na ławce. Nieopodal siedziały dwie młode Żydówki. Nosiły opaski z gwiazdą Dawida. Wtedy Żydzi mogli jeszcze przechodzić z getta na aryjską stronę. Jamnik pobiegł do dziewcząt, te zaczęły go głaskać. Tak Henryk poznał Ninę Frydland i jej koleżankę Halinę Wald. Zaczęli się spotykać. Henryk założył z kolegą po poznańskiej budowlance firmę remontową „Styl”. Szklili okna, łatali dziury w ścianach, wykonywali proste prace. Cały czas kombinował, jak przeżyć. Odwiedzał Ninę w getcie. Wspominał potem, że w maju 1940 r., gdy zaczęły się wielkie łapanki w Warszawie, zauważył, że nie łapią Żydów. No to kupił sobie opaskę z gwiazdą Dawida i chodził po ulicach bezpiecznie.
Exodus wróbelków
Chodził do getta, sam podrabiał przepustki. Raz wpadł, żandarmi pobili go do nieprzytomności, złamali nos, połamali żebra. Wspominał obrazy z getta rzadko. Ale raz opisał „wróble”. To byli mali chłopcy w zbyt dużych marynarkach. Wychodzili z getta na targowisko, żeby użebrać resztki z warzyw i owoców. Pakowali odpadki za poły marynarek. I gdy wracali do getta na patykowatych, wychudłych do kości nogach, w tych marynarkach, które rozchylały się niczym skrzydła, z pochylonymi na cieniutkich szyjach głowami - wyglądali jak wróble.
Cięcie. Z ekranu spogląda twarz nieżyjącego już Henryka Krügera. Dokument „Ocaleni z Shoah”. Kręci ekipa Visual History Foundation. - Raz widziałem, jak takie „stado wróbli”, może 10, może 15 małych chłopców wyszło z getta na plac za murem. Strażnik ich przepuścił. Pozbierali ile się dało jabłek, głąbów z kapusty. Z wyładowanymi połami marynarek wracali. Ale na wejście przyszła inna zmiana. I strażnik ich zatrzymał, otworzył właz w kanale i wszystkich wrzucił. Potopił. Po czym zamknął właz - Henryk Krüger ma zaszklone oczy. Przysłania je ręką.
Cięcie. Kenkartę dla Niny też podrobił. Teraz była Wandą Mak. Ubrał się w bryczesy, oficerki, skórzany płaszcz. Wyglądał jak rasowy Aryjczyk. Razem z woźnym sądowym panem Dobroszem, który przez ramię miał przewieszoną wielką torbę, weszli po raz ostatni do getta. Był 22 lipca 1942. Zabrał Ninę do wyjścia. Szli w długim szpalerze policjantów, esesmanów, Łotyszy, Litwinów i Ukraińców. Któryś zastąpił im drogę. Nina była nieprzytomna z przerażenia. Chciała zawrócić. Ale Henryk bez zmrużenia oka powiedział, że to jego sekretarka. Powoli wyprowadzał ją z getta, w którym właśnie zaczęła się wielka akcja wysiedleńcza. Ponad 80% Żydów przeniesiono do obozu zagłady w Treblince. Łączna liczba ofiar warszawskiego getta szacowana jest na 400 tysięcy. Próbowali przekonać do wyjścia matkę Niny, która wcale nie wyglądała na Żydówkę. Jednak nie zgodziła się zostawić męża. Zginęli przy pacyfikacji getta.
Szmalcownik na Żoliborzu
- Ojciec przypłacił tę akcję rozstrojem żołądka - mówi Jakub Krüger. - Długo to leczył. A po wyprowadzeniu Niny, gdy nerwy już puściły, trząsł się godzinę jak w febrze. Dla uratowanej kobiety miał już przygotowane mieszkanie na Żoliborzu. Tyle że ktoś szybko doniósł o nowej lokatorce. Henryk na Jaworzyńskiej odebrał telefon. Dzwonił mężczyzna i po polsku, z wschodnim akcentem informował, że jeśli chce zobaczyć dziewczynę, to ma przynieść pieniądze. Gigantyczna kwota. Henryk przyszedł na Żoliborz. Wszedł do mieszkania. W pokoju siedziało dwóch gości. Mówili po polsku. Jeden starszy. Drugi był Ukraińcem. I tego młodszego ze szmalcowników Henryk dobrze zapamiętał. Śledził go. Po kilku miesiącach znienacka zaskoczył go na ulicy. Powiedział krótko: za dwa dni masz mi przynieść cały okup z powrotem. Jak nie, to kula w łeb. Wyznaczył miejsce i godzinę. I uprzedził, żeby nie próbował kombinować, bo miejsce będzie obstawione i dostanie kulkę. Wszystko odbyło się bez problemu. Szmalcownik przyszedł na wskazane miejsce i oddał całą kasę. Ale dla Niny Henryk musiał wyrobić nową kenkartę. Poszedł na cmentarz, znalazł grób Marii Burczyńskiej i zgłosił się do parafii Świętego Krzyża. W kancelarii bez zbędnych pytań wydali świadectwo urodzin.
Cięcie. Henryk Krueger opowiada o koledze. Synu znanego przedwojennego dziennikarza. - Kolega był Żydem. I pewnego dnia przyniósł w walizce swego małego, rocznego syna. Żeby go ukryć. Malucha przyjął do siebie Genio Pawłowski, bo sam miał małe dzieci. Po roku ktoś się zorientował, trzeba było dziecko posłać dalej.
Oswobodziciele-gwałciciele
Cięcie. Henryk Krueger opowiada o żydowskim małżeństwie. Starszy pan w biedzie dał mu większą sumę pieniędzy. - Ale ja nie wiem, czy będę mógł panu oddać i nie wiem czy wrócę. Tak mu powiedziałem. A on na to: Oddasz, jak będziesz miał. A jak nie będziesz miał, to nie oddasz. Któregoś dnia Henryk zapukał do drzwi na górze. Otworzył mu obcy Niemiec. Starsze małżeństwo wywieziono do getta. Załatwił Ninie pracę. Codziennie ją odprowadzał do pracy i przyprowadzał do domu. Tylko wtedy, tylko przy nim czuła się bezpiecznie. Żyli jak mąż i żona. Ale 30 lipca, na dzień przed Godziną W, złapali ją Niemcy i wywieźli do Pruszkowa. Następnego dnia wybuchło Powstanie Warszawskie. - Ja mam na imię Kuba, bo tak się nazywała jednostka, w której ojciec walczył w powstaniu - „Batalion Kuby” - wspomina Jakub Krüger. - Ojciec w czasie powstania poszedł po bimber i jak wrócił z bańką, to się okazało, że wszyscy zginęli. Uratował go bimber. Henryk szukał ukochanej przez różne organizacje. I czekał na nią w Milanówku, dokąd rodzinę wysiedlono po kapitulacji powstania. Tu też na czołgach wolność przywieźli Sowieci. Jednego z Rosjan, który okradł lekarza, Henryk obił pałką. Dopóki nie oddał zegarka. Potem wstąpił do służby porządkowej, bo zaczęły się gwałty i rabunki. Nie było spokojnej ani jednej nocy. - Raz doszło do strzelaniny. Ojciec postrzelił kilku Rosjan, a oni mu właśnie wtedy przestrzelili rękę - opowiada Jakub Kruger. Po kapitulacji Henryk dowiedział się, że z Pruszkowa Ninę los rzucił do Nadrenii. Uciekła z obozu z koleżanką do Holandii, ale Holendrzy wyrzucili obie Żydówki i kobiety przewieziono do obozu w Turyngii, a stamtąd do Bawarii. W obozie poznała Żyda, z którym po oswobodzeniu wyjechała do Kanady.
Broszka zza grobu
W 1947 r. napisała do Henryka list. Że już na wszystko za późno, że ona ma męża i jest w ciąży. Ojciec koniecznie chciał go w Milanówku swatać. Na złość rodzicom pojechał do Zakopanego. I ożenił się z Zofią Łojas.
Cięcie. Henryk z ekranu mówi, że nigdy do Niny nie czuł ani jakiegoś żalu, ani tym bardziej nienawiści. Bo nie chciał mieć żony z wdzięczności. W 1978 r. odwiedziła go w Zakopanem z mężem. Chciała się odwdzięczyć za uratowanie życia. Dawała pokaźną sumę. Starczyłoby na poloneza. - Ale prawdziwy Polak nie bierze nic za uratowanie życia. Powiedziałem jej, że nie jest mi nic winna, bo to, co za nią zapłaciłem, dostałem z powrotem.
Cięcie. Ocalona z holokaustu kobieta kilkakrotnie przysyłała jeszcze drobne kwoty. Henryk je przyjmował. A po jakimś czasie przesłał Ninie zabytkową broszę z diamentami i ciemnozielonym, brazylijskim kamieniem oliwin. - Napisałem jej, żeby miała na uwadze, że to nie byle co, bo ta brosza była w mojej rodzinie od XVII wieku - mówi do kamery Henryk Krüger. Ociera łzę.
Cięcie. Nowy kadr. Prowadząca rozmowę pyta o to, co chciałby zostawić potomnym, jaki przekaz. - Bądź człowiekiem. Jak możesz pomóc, to pomóż.
Cięcie. Kamera przybliża złotą odznakę Dzieci Holokaustu i pokazuje medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Na całym świecie odznaczenie otrzymało ponad 25 tys. ludzi. W Polsce najwięcej - blisko 6,5 tysiąca.
Rafał Gratkowski
Tygodnik Podhalański 51/2014
Henryk Krüger

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz