Nie jest łatwo robić gazetę lokalną. Cudownie... Z okazji Międzynarodowego Dnia Wolnej Prasy przypominamy tekst z 2014 roku.
Kiedyś musiałam się w domu grubo tłumaczyć z SMS-a od Piotrka Dobosza: zbliżała się już północ, a tu telefon zapikał i przyszedł SMS „zrób mi ptaszka”. Ptaszki zielone robię po przeczytaniu każdego tekstu do najbliższego numeru. Ale tylko Piotrek ma zwyczaj informowania mnie o każdym napisanym tekście, niezależnie od pory dnia i nocy.
Z Jolą Flach można się dogadać, pod warunkiem że ktoś nie wejdzie z tematem na jej Orawę. Marka Kalinowskiego świetnie się czyta, ale trzeba uważnie sprawdzać jego teksty i skrupulatnie wykreślać przekleństwa. Zamiast „do widzenia”, mówi: „do więzienia”. Kiedy miałam kilka spraw karnych w sądzie (na szczęście wszystkie skończyły się dla Tygodnika pomyślnie), chciałam go za te żarty udusić.
I jest dwóch Jurków. Jurek Jurecki i pan Jurek. Jurek Jurecki jest do rany przyłóż, ale jak halny zawieje, lepiej schodzić mu z drogi. Z nikim w życiu nie stoczyłam tylu bitew, co z nim, ale do niego też biegam po ratunek, gdy świat mi się wali. Pan Jurek (nasz księgowy), zwany jest przez ogół „Ministrem”. Zna jak nikt Biblię. Każdym się przejmuje. Też do rany przyłóż, ale halny na niego działa.
Małgosia, która zajmuje się korektą, tak naprawdę powinna być leśnikiem. Kiedyś podczas spaceru reglami powiedziała mi, że był tu chwilę przed nami wilk. Poznała po pozostawionym przez drapieżniku zapachu. Chodzić z nią po lesie to prawdziwa przyjemność, zna nazwę każdej rośliny, zwierzęta poznaje po tropach i innych pozostawionych śladach.
Agnieszka, Andrzej, Zosia, Józik, Monika, Aneta, Paweł, Kasia, Rafał, Poldek, Łukasz, Mirka, Beata, Zuza, Bartek, Adrian i jeszcze kilka innych osób, o każdym można by opowiadać godzinami. Razem tworzymy niemałą już rodzinę tygodnikową. Znamy swoje słabości i przywary, czasem się na siebie złościmy. Ale możemy na siebie patrzeć także po pracy, więc chyba nie jest źle...Fajnie jest robić gazetę z fajnymi ludźmi.
Kilka tygodni temu na jakimś kongresie w Polsce mówiłam o specyfice pracy w gazecie lokalnej. W gazecie ogólnopolskiej pracuje się inaczej. Robisz tekst i najczęściej już nie spotykasz swoich bohaterów. Łatwiej jest zrobić „perełkę” nie przejmując się ludźmi, o których się pisze. Gazeta lokalna uczy odpowiedzialności za słowo i szacunku dla ludzi. Po napisaniu dziennikarz spotyka się często z bohaterami swoich artykułów. Musi ich mijać na ulicy, czasem popatrzeć w oczy. Prawda się obroni, ale każda pomyłka, niesprawdzona informacja wraca do nas i boli bardziej.
Kiedyś pisałam o osobie na stanowisku, która była posądzona o korupcję. Napisałam o tym pierwsza, tekst był na pierwszej stronie. Byłam z siebie zadowolona (bo dziennikarstwo to także próżność). Potem była sprawa w prokuraturze, sąd, wyrok, utrata kierowniczego stołka. Przez lata spotykałam bohatera swojego artykułu. Spuszczał głowę na mój widok, a ja zastanawiałam się, co teraz robi, jak żyje, co czuje. Czy ma do mnie żal, czy ma wyrzuty sumienia. Bycie blisko swoich bohaterów zupełnie zmienia perspektywę. Niełatwo robi się gazetę lokalną.
Ostatnio miałam już prawie gotowy artykuł. Błyskotliwy, dowcipny, ośmieszający osobę, która aż się o to prosiła. Rozmowę z nią zostawiłam sobie na sam koniec. Rozpłakała się. Powiedziała, że jest samotnie wychowującą matką, że płaci kredyty, że kiedy szef to przeczyta, może stracić pracę. Artykuł poszedł do kosza. Gazeta to czasem trudne wybory.
Patrzenie lokalnej władzy na ręce, ujawnianie różnego rodzaju korupcjogennych zachowań, patologii to misja, którą twórcy Tygodnika Podhalańskiego wyznaczyli sobie już 25 lat temu. Za to nas cenią i dają nam ogólnopolskie nagrody.
Ale dla mnie prywatnie największą nagrodą w tym zawodzie są spotkania z ludźmi. To, że ten zawód daje możliwość spotykania ludzi niezwykłych, utalentowanych. Poświęcają nam czas, opowiadają ciekawe rzeczy, odkrywają swoje tajemnice. Są takie spotkania, które zapamiętuje się na całe życie. Jak to z Bronkiem Ciskowym z Leśnicy, który zbudował za stodołą samolot. Z prof. Pawłem Valde-Nowakiem, który podczas rozmowy wyciągnął z szafki bumerang zrobiony przez człowieka 30 tys. lat temu, znaleziony w Obłazowej, kilka kilometrów od mojego domu. Czy spotkanie z młodymi rodzicami kilkumiesięcznej Anulki z Waksmunda, chorej na nowotwór, od których można uczyć się odwagi, determinacji, wiary i mądrości. To cudowne móc spotykać takich ludzi...
Są takie momenty, kiedy - dzięki czytelnikom - czuje się moc gazety. Tak było kilka miesięcy temu, kiedy napisaliśmy o chorym Maćku, na leczenie którego były potrzebne szybko pieniądze. Prośba o pomoc przerosła nasze oczekiwania. Pieniądze dla niego zaczynały napływać na konto Fundacji A. Worwy lawinowo. Dostawałam listy na tygodnikową i prywatną skrzynkę pocztową, kopie dowodów wpłaty. Maciek dalej walczy. Kwota pomogła nie tylko jemu, ale wspomoże innych podopiecznych Fundacji. To są takie momenty, kiedy człowiek dostaje energii do pracy i wie, że nie bez powodu jest się właśnie w tym miejscu.
Kiedy dwaj krakusi - Jurek Jurecki i Wojtek Mróz zaczęli wydawać pod Tatrami Biuletyn Podhalański, pismo podziemnej Solidarności, byłam jeszcze w liceum. O pierwszych numerach na prymitywnej ramce, ukrywaniu się po garażach i strychach w Nowem Bystrem, Dzianiszu czy Ludźmierzu wiem z ich wspomnień. Gazeta ujawniła się w 1989 r. i z Biuletynu Podhalańskiego przeobraziła w Tygodnik Podhalański. Pierwszy numer w grudniu 1989 r. miał 16 czarno-białych stron, nieporadne teksty i pieczątkę cenzury. Na wydanie pierwszych dwóch numerów pieniądze dała Zofia Kuratowska. Pierwsze lata nie były łatwe, żeby utrzymać gazetę, Jurek z Wojtkiem sprzedawali na Krupówkach hamburgery (ponoć dobre).
Gdy 18 lat temu zaczynałam pracę w zakopiańskim Tygodniku, nie byłam pewna, czy zostawienie etatu w ogólnopolskim dzienniku to dobry wybór. Dziś już nie mam wątpliwości. Kocham swoją pracę, ludzi, z którymi pracuję, i to, jak gazeta się zmienia. To, że ciągle się czegoś uczę i że nigdy nie można się tu nudzić. Od 10 lat jestem naczelną. Cieszę się, kiedy po naszym artykule interwencyjnym znikają dziury w drodze, kiedy na konto chorego dziecka płyną od czytelników pieniądze, a łapówkarz traci pracę.
Lubię pochwały, splendory, nagrody. Nienawidzę sądów, halnych, sprostowań, pieniaczy i telefonów o szóstej rano na domowy telefon. Tak, tak... Kilka miesięcy temu zadzwonił o szóstej telefon stacjonarny. - Nie śpicie, pani? - słyszę. - Już nie śpię - odpowiadam niezbyt grzecznie. - Nadalibyście mi ogłoszenie, bo chcę krowę sprzedać. Dzwonię teraz, bo jadę do pola...
Za 25 wspólnych lat gorąco dziękuję naszym czytelnikom, tym najwierniejszym, czytającym nas od pierwszego numeru, od dechy do dechy (znam takich) i tym, którzy zaglądają na łamy sporadycznie. Dziękuję, że są z nami i że mówią o Tygodniku „nasz”, że podsuwają nam tematy, wytykają błędy, że współtworzą z nami gazetę.
Kolegom z redakcji i sobie, życzę ciekawych tematów i spotkań, pokory, poczucia misji i niesłabnącej pasji, bo to nie jest zawód dla rutyniarzy. „Będąc ostatnio w Zakopanem, kupiłem Tygodnik Podhalański i byłem zaskoczony wysokim poziomem tej lokalnej gazety. Świetna publicystyka, ciekawe artykuły, dużo informacji. Gratuluję dobrej roboty” - napisał do nas kilka miesięcy temu jeden z profesorów krakowskiej uczelni. Żeby nie uderzyła nam woda sodowa do głowy, cytuję i taką opinię, znalezioną na Facebooku:
„Tygodnik Podhalański” to nie jest dobra gazeta. Marne dziennikarstwo, fatalna polszczyzna, paskudna szata graficzna, skłonność do taniej sensacji” .
Praca w gazecie nie jest łatwa... Jest cudowna...
Beata Zalot
Tygodnik Podhalański 51/2014

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Napisałbym swoje przemyślenia na temat artykułu. Tylko, czy "wolna prasa" to puści?? Wszystko zależy od tego, czy w Zako zbiera się na halny.....
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz