2022-12-28 17:15:14

Rozmowa
Czy to po Wołochach górale mają poczucie ślebody, kult rodu i słabość do ciupagi?
Ile w nas, góralach, wołoskiej krwi, a ile słowiańskiej? Gdzie kończy się nauka i zaczyna mit? Na te pytania odpowiada w rozmowie z Beataą Zalot antropolog kultury Justyna Cząstka-Kłapyta i geograf Piotr Kłapyta.
- Odwoływanie się do korzeni wołoskich stało się w ostatnich latach bardzo modne. Jaka jest prawda? My, górale, jesteśmy bardziej Wołochami czy Słowianami?
- Od początku XXI wieku obserwuje się trend poszukiwania korzeni karpackiej tożsamości, określenia siebie na nowo. Najczęściej odwołuje się wtedy do historii Wołochów jako źródła tej tożsamości. Wokół Wołochów narósł i nadal narasta pewien mit, który przyjął się nie tylko w obiegu ustnym, ale także w literaturze. Wiara w ten mit jest ważna, bo dowartościowuje tradycje karpackie i stymuluje rozwój wielu ważnych oddolnych inicjatyw lokalnych. Jednak poczucie tożsamości i wiara w mit wołoski to jedno, a nauka, obiektywne źródłowe badania historyczne i antropologiczne - drugie. I właśnie tę obiektywną wiedzę warto wdrażać w świadomość lokalnych społeczności. Temu celowi służy między innymi projekt Potęga Karpat zorganizowany przez Stowarzyszenie Spotkania z Filmem Górskim w grudniu w Zakopanem.
- Z Wołochami od 200 lat jest spory problem, narosło dużo mitów, uproszczeń, nadużyć. Patrzymy na nich tylko przez pryzmat gór, wrzucamy ich do koszarów, na hale, kojarzą się nam głównie z pasterstwem. Tymczasem Wołosi to nie tylko pasterze, mieli różne profesje i znaczący wpływ na rozwój dużego obszaru w Europie - od Grecji aż po Podole i białoruskie Polesie. Mając na uwadze współczesne granice Polski, to Podkarpacie było królestwem Wołochów, bo tam znajdowały się ich najstarsze i najliczniejsze osady. Już w połowie XIV wieku w rejonie Przemyśla i Sanoka osiedlili się bojarzy - szlachta mołdawska. Zostali sprowadzeni przez Kazimierza Wielkiego z powodów militarnych. Był to okres, kiedy granice Polski przesunęły się daleko na wschód, w głąb Rusi. Na pograniczu król potrzebował sprawnych żołnierzy, a Wołosi rynsztunek mieli we krwi. Na Bałkanach wśród Wołochów panował powszechny obowiązek wojskowy - od chłopa po szlachtę. Mieli prawo swobodnego noszenia broni i posiadali doświadczenie w jej używaniu. Świadczyli usługi militarno-strażnicze polskim i węgierskim królom i przyczynili się do umocnienia naszych granic państwowych. Oprócz tego nadzorowali pobór podatków, sprawdzali, kto przekracza granice, pilnowali strategicznych traktów handlowych. Równolegle z nimi przybyły także inne grupy wołoskie, zajmujące się pasterstwem. To była ludność prowadząca sezonowe wędrówki pasterskie, tzw. transhumancje. Pozostałości takich wędrówek grup pasterzy między letnimi pastwiskami górskimi a podgórskimi zimowymi znane były na Podkarpaciu jeszcze w XVI w. Właścicielowi ziemi, gdzie przepędzano stada na zimę, płacili za możliwość wypasu w lasach i na nieużytkach. Mało kto wie, że pasterze wołoscy hodowali nie tylko owce, ale także świnie i kozy. Ale kiedy lasy zaczęły być cenne, ludność miejscowa zaczęła się buntować, bo Wołosi zostawiali po sobie wielkie spustoszenie. Był z nimi konflikt, choć miejscowi ludzie się ich bali - m.in. ze względu na magię, którą Wołosi się parali.
- Jeśli rozumieć Podhale szeroko, to na początku XV w. etniczni Wołosi pojawili się w Ochotnicy. To była wieś należąca do pierwszej fazy osadnictwa wołoskiego uwarunkowanego przyczynami strategicznymi i militarnymi. W trakcie konfliktu z Krzyżakami w 1410 r. od południa Polska była zagrożona także ze strony Węgier. Najazd wojsk Ścibora ze Ściborzyc spustoszył Dolinę Dunajca - paląc i grabiąc m.in. Stary Sącz. W 1416 r. z królewskiego nadania dla Dawida Wołocha powstała osada Ochotnica. Wołosi tam zamieszkujący mieli obowiązek wojskowy stawiania się w razie potrzeby na zamku w Czorsztynie. Dawid Wołoch, który został kniaziem Ochotnicy, otrzymał w swojej wsi pełnię władzy - wykonawczej, sądowniczej i kościelnej.
- W Ochotnicy obowiązywała religia prawosławna?
- Tak, była nawet cerkiew niedaleko obecnej siedziby urzędu gminy na Tarchałowej Roli.
- Co z innymi miejscowościami w naszym regionie?
- Osadnictwo wołoskie na Podhalu w XVI i na początku XVII w. należy rozumieć w sensie formy gospodarczej organizacji wsi, a nie pochodzenia etnicznego. Prawo wołoskie przyjęły niemal wszystkie osady podhalańskie, które odznaczały się wybitnie niesprzyjającym dla innych niż pasterskie formami gospodarowania. Był to czas kryzysu klimatycznego Małej Epoki Lodowej - oziębienia i większej wilgotności klimatu, licznych powodzi, gwałtownych ulew. Przestały rodzić wymarzające oziminy. Ludzi dotykał głód. Przenosili się w lepsze do prowadzenia gospodarki rolniczej tereny. Wiele osad w Karpatach lokowanych na prawie magdeburskim zniknęło bądź pojawiły się w innych miejscach, zachowując swoje stare nazwy. Dotyczyło to Bieszczadów, Beskidu Niskiego, Spisza czy też Małych Pienin. Pojawiła się więc potrzeba zmiany profilu wsi z rolniczych na pasterskie. Wołosi, którzy się wtedy pojawiali, byli nazywani Rusinami, Rusnakami. Byli m.in. w Jaworkach, Szlachtowej, na terenach dzisiejszej Słowacji, m.in. w Repaszach, Kamionce czy Osturni. Obfitość nazw wołoskich i ruskich wskazuje, że najsilniejsze wpływy wołosko-rusińskie pochodzą ze wschodniej części Podhala (Brzegi, Bukowina, Murzasihle, Olcza) i Zamagurza Spiskiego (Jurgów, Czarna Góra, Łapszanka). Wołosi byli jednak jak kameleony, dopasowywali się do otoczenia, szybko tracili swoje pierwotne cechy, przechodzili z prawosławia na katolicyzm, zmieniali imiona na słowiańskie, mieszali się z ludnością miejscową. Po pierwszym pokoleniu następne już nie miało świadomości swojej etnicznej tożsamości. A my teraz staramy się trochę na siłę wrócić do średniowiecza, żeby po 500 latach mieszania się wykazać korzenie wołoskie. Kultura nie jest martwa, dziś nie da się powiedzieć, kto jest Wołochem, a kto nie.
- Ale coś jednak po tych Wołochach nam zostało. Wygląd, nazwy miejscowości, nazwiska, nazwy sprzętów pasterskich. Coś jeszcze?
- Ciekawszy od poszukiwań rasowych, których nigdy nie było, jest założycielski mit wołoski. Pierwsi zasadźcy, którzy byli Wołochami, korzystali ze szczególnej wolności. Prawo wołoskie zwalniało ich od pańszczyzny. Mieli ogromne poczucie wolności i swojej wyjątkowości, usankcjonowane prawnie. Podobnie jak odczuwają to do dziś górale na Podhalu.
- To już wiem, skąd na Podhalu tyle samowoli, obiegowa opinia, że prawo budowlane się nie przyjęło, to spuścizna po Wołochach. Mamy to w genach.
- Wołosi mieli też szczególne zamiłowanie do broni, po nich odziedziczyliśmy toporki, czyli ciupagi. Mieli wiele przywilejów. Prawo swobodnego przemieszczania się, pędzenia wódki itd. Wspólny z Wołochami wśród podhalańskich górali jest kult rodów i niechęć do oddawania ziemi obcym. Do dziś ważną rolę odgrywają wśród górali klany rodowe Gąsieniców, Bachledów itd.., podobnie jak na Bałkanach, gdzie nazywane są "żuż". W rodzinie wołoskiej szczególną pozycję miał mężczyzna.
- Wiemy już, że nie wszyscy Wołosi byli pasterzami, czym się więc zajmowali?
- Zajmowali się też rolnictwem i rzemiosłem. Byli wśród nich świetni budarze, snycerze. Byli niezastąpionymi ekspertami od budowy instrumentów muzycznych i w tym fachu nie mieli konkurencji. Słynęli z wyrobu sukna. Sukno z wałasek (gatunek owiec) było nieprzemakalne i bardzo drogie. Wołosi zbijali na nim fortuny.
- A w nazwach gdzie przetrwały ślady po Wołochach?
- Elementy romańskie w naszym języku pozostały w nazwach topograficznych, np. nazwa Poronin pochodzi od potoków (rum. paroaie), Dzianisz od geanis, czyli górnej części wzgórza, Groń od pagórka (gruiu). Można długo wymieniać nazwy, które mają pochodzenie wołoskie - Magura, Grapa, Kiczora, Przysłop...
- A nazwiska? Które?
- Fudala, Bachleda, Trybuła, a także Kłapyta.
- No i nazwy związane z pasterstwem...
- Bryndza, bundz, żentyca, ferula, koszar, ciosek, gieleta, puciera, baca, podysor, kierdel (krd - z serbskiego) itd... W gospodarce pasterskiej jest oczywiście największe bogactwo nazw, mających swoje źródła w języku, którym władali Wołosi, a który wywodził się z bardzo starego dialektu ukształtowanego jeszcze za czasów Imperium Rzymskiego, a w swoich podstawach nawet wcześniej.
- Powiedzieliście, że miejscowi bali się Wołochów ze względu na uprawianą przez nich magię.
- Magia była dla nich bardzo ważna. Im trudniejsze warunki bytu, tym bardziej wyspecjalizowane i skomplikowane praktyki magiczne. Chodziło o to, żeby opanować dziką, nieoswojoną przestrzeń gór, kojarzoną z duchami i zaświatami, skąd pochodziły życiodajne moce oraz te zagrażające ładowi świata. Magia pozwalała Wołochom opanować ten podświadomy lęk przed irracjonalnymi siłami. Świat natury był żywy, wszystkie jego zjawiska były przepełnione duchami dobrymi lub złymi. Magia, którą wnieśli w kulturę Karpat Wołosi, była rezultatem ich życia od bardzo odległych czasów w symbiozie z naturą, Kosmosem, jego ładem i harmonią w rozległych przestrzeniach gór, przed którymi zwykli ludzie, rolnicy mieli respekt. Najważniejszy pod względem obrzędów magicznych był okres wiosny, budzenia się życia. Był to czas jakościowo odmienny od codziennego, dlatego był naznaczony sacrum, świętością. Dlatego dawniej ten związek redyku z czasem uświęconym wyrażał się w przyjęciu postawy powagi. Przy wymarszu musiała panować cisza, nie wolno było grać na instrumentach, poza wyjątkiem trombit, śpiewać, nawet rozmawiać głośno, zapewne, żeby nie obudzić uśpionych jeszcze w ziemi po zimowym odrętwieniu mocy niesprzyjających czasowi odradzania się przyrody. Z kolei podczas zejścia z gór było gwarnie. Dziś tę świętość pasterze rozumieją w zupełnie inny sposób, wręcz przeciwnie. Muzyka, i to często w pełnym składzie, towarzyszy wręcz obowiązkowo uroczystemu wyjściu na hale i jak dawniej rozsodowi (zejściu). Człowiek tamtej doby doskonale zdawał sobie sprawę, że od jego postawy, gestów, działań obrzędowych będzie zależeć egzystencja, ład świata, a każdy błąd obrzędowy będzie miał swoje przykre konsekwencje.
Jeszcze w 1914 r. w Łapszach Wyżnych był taki przypadek, że przez całą wiosnę i lato mocno padało. Ludzie uznali, że to z powodu pogrzebania na cmentarzu ciała bacy-czarownika Pitoniaka. Poszli więc wygrzebać nieboszczyka, ciało spalili i wierzyli, że dlatego wyszło słonko. Nawet współczesna ofiara baranka, składana przez baców proboszczowi podczas wiosennych uroczystości w kościele w Ludźmierzu, ma wołoskie korzenie sięgające odległych starożytnych wierzeń. Wołosi zabijali co dziewięć lat na wiosnę pierworodnego baranka, odcinali mu głowę, którą zagrzebywali pod świętymi drzewami, a najczęściej były to cisy. Takie cisy rosły w Tatrach na Rusinowej Polanie czy też w Dolinie Roztoki. Mięso gotowali potem w kotle i zjadali, a kości zakopywali na granicy hal. Ofiary z jagniąt składano też z różnych powodów pod wantami (olbrzymie, ciemne i gładkie skały), na przykład kiedy kierdel owiec zaatakowała choroba. W Tatrach było kilka miejsc, gdzie były takie wanty: przy Wodogrzmotach Mickiewicza, w masywie Wołoszyna, w Dolinie za Mnichem i pod Granatami. Szczególnym szacunkiem oprócz cisów darzono także jodły i świerki, które uważano za drzewa opiekuńcze, przepełnione boską, życiodajną mocą. Dlatego pod nimi budowano szałasy i wykorzystywano ich gałązki do różnych działań rytualnych. Ważne były dla Wołochów także zioła, którymi leczyli siebie i zwierzęta. Używali na przykład owoców wilczej jagody ze względu na atropinę żeby lepiej widzieć w nocy. Dzięki niej powiększały się źrenice i uzyskiwano coś w rodzaju naturalnego noktowizora. Wilczą jagodą truli pasterze wilki, albo czasem pozbywali się w ten sposób konkurentów podczas walki o serce wybranki.
- Dziękuję za rozmowę.
Dr Justyna Cząstka-Kłapyta - etnomuzykolog, etnolog i antropolog kultury oraz przewodniczka tatrzańska i beskidzka, urodzona w Zakopanem. Swoja życiową aktywność poświęca kulturze Karpat. Specjalizuje się w badaniu archaicznych przejawów kultury duchowej tego obszaru w szerszych kontekstach kulturowych. Jest autorką wielu artykułów i filmów poświęconych problematyce Karpat, projektów badawczych na terenie Pienin, Spiszu, Podhala i Huculszczyzny, a także monografii „Kolędowanie na Huculszczyźnie”.
Dr Piotr Kłapyta - geograf, geomorfolog, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, góral babiogórski, przewodnik górski. Naukowo zajmuje się historią zlodowaceń górskich w Karpatach i ewolucją ich środowiska w ciągu ostatnich 20 tysięcy lat. Uczestnik projektów badawczych dotyczących rekonstrukcji i chronologii zlodowaceń tatrzańskich. Prowadzi również badania problematyki historyczno-geograficznej osadnictwa wołoskiego.
Tutaj ciekawy jest wtręt p.Sabały ,, że prawo budowlane na P. się nie przyjęło... " Jest to teza bardzo żuta przez wielu ludzi krzywdząca górali i jak to bywa ze stereotypami krzywdząca niesprawiedliwie. Zakopane i Podhale niszczą głównie przyjezdni; cepry kto buduje apartamentowce, co z tego że są legalne. Wszystko to legimityzują ugadani urzędnicy. wcześniej kto budował bloki socjalne w Zakopanem i dla kogo? Górali w Zakopanem mamy tylko kilkanaście procent ale to oni odpowiadają za wszystko co złe; drożyzna, apartamentowce, dzicz diskopolo. Nie podoba mi się to że szuka się sensacji opartej na gówno prawdzie.
Jest to temat rzeka jeśli chodzi o ,,grzechy" współczesnych gryzipiórków chcących pisać a właściwie to zarabiać. Śmieszy mnie pan Krupa też wielki autor chcący być opiniotwórczy, śmieszy mnie Pan Jurecki też publicysta ciekawy. Ile razy żeście tam w tygodniku pisali że górale blokują zakopiankę, rozwój itd. jak ostatnio był temat aby odblokować zwierzyniecką/ Chałubińskiego dla ruchu samochodowego toście najwięcej krzyczeli. Bo by w redakcji było glośno. Kolejny; Szatkowski co pisze i zarabia na temacie dziadka ,,germanofila" stara się być dość obiektywny ale bardzo zmiękcza rolę dziadka w procederze goralenvolk.
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098. -
PRACA | dam
NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116 -
SPRZEDAŻ | zwierzęta
Szczenięta OWCZARKI PODHALAŃSKIE. 788 679 465. -
PRACA | dam
STATUS STUDENCKI/ WEEKEND/ 100 zł/h. PRACA EXCEL itp./ +mieszkanie/ micheelkowalski@gmail.com. Zakopane -
PRACA | dam
Praca na budowie, elewacje, budowa od podstaw, wykończenia, Zakopane i okolice. 500160574
Tel.: 500160574 -
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum Narciarstwa. 608 729 122. -
BIZNES
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122. -
PRACA | dam
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122. -
USŁUGI | budowlane
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122. -
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004 -
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
DZIAŁKA UZBROJONA W ŁOPUSZNEJ. 506 525 884. -
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Do wynajęcia LOKAL 50 m2 (pod zakład fryzjerski lub pod inna działalność) oraz LOKAL 25 m2 - I piętro - Łapsze Niżne, Delikatesy "Centrum". 504 230 942. -
PRACA | dam
Zatrudnimy STERNIKÓW PONTONOWYCH na Dunajcu tel. 608806030 info@fun-time.pl -
PRACA | dam
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHARZA/-KĘ, GRILLOWEGO, DOŚWIADCZONĄ POMOC KUCHENNĄ. Kontakt: 600 035 355 lub osobiście: Zakopane, Droga na Bystre 2A (9-13). -
PRACA | dam
Młoda energiczna osoba poszukiwana do pracy na weekendy pod Gubałówką.... szczegoly pod numerem telefonu 781271166. -
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428. -
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325. -
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284. -
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.












