Renata Kowalczyk miała 50 lat. Zmarła nagle w sobotę. Była szefową restauracji Obrochtówka przy ul. Kraszewskiego w Zakopanem. O tej znanej i lubionej restauracji pisaliśmy wielokrotnie. Wiele razy rozmawialiśmy też z panią Renatą, która całe swoje życie oddała prowadzeniu tego miejsca. Obrochtówka w 2010 roku była jedną z pierwszych restauracji, którą odwiedziła Magda Gessler ze swoim programem Kuchenne Rewolucje. W 2021 roku restauracja obchodziła 50-lecie istnienia.
Każdy kto miał okazje poznać Renatę wiedział jakim cudownym i pogodnym człowiekiem była.
A tak pisaliśmy o 40 urodzinach "Obrochtówki" w 2011 roku na łamach listopadowego Tygodnika Podhalańskiego ( TP nr 47/2011).
Zakopiański genius loci
Tu bawił się Czesław Niemen, ślub brała Anna German, a swe podpisy zostawił na kartach pamiątkowej księgi Raul Castro i bratanek Georga Busha. Armatnim wystrzałem rozpoczęły się urodziny zakopiańskiej "Obrochtówki".
W gościnnych progach 17 listopada stawili się zaproszeni goście, przyjaciele domu, bywalcy niejednego lokalu, dla których "Obrochtówka" stanowi przykład zakopiańskiego genius loci - miejsca, nad którym czuwa jakaś opiekuńcza siła. Dzięki tej magicznej mocy dom przetrwał bez uszczerbku nie tylko dwie światowe wojny, okres Polski Ludowej, ale stworzony w nim lokal wytrzymał także czasy rozbuchanego kapitalizmu i morderczej konkurencji. Dzięki dobrym duchom nie podzielił losu innych zakopiańskich sław - krupówkowego baru "Empire", restauracji "Poraj", kultowego "Coctail baru" czy opiewanego przez Skaldów "Kmicica".
Z okazji urodzin "Obrochtówki" po zmroku z zaprzyjaźnionego "Żabiego Dworu" wraz z armatą zjawił się Kuba Krüger. Huknął z wiwatówki w czarną noc i zaczęły się posiady. Czterdziestolecie najsłynniejszej zakopiańskiej karczmy było okazją do wspomnień. Przypominano trudne lata przybytku, którego obsługa w siermiężnym socjalizmie lawirowała pomiędzy tym, co było wolno, a tym, co podpowiadało ludziom umiłowanie góralskiej ślebody. Czwartkowe posiady w kamiennej izbie były hołdem przyjaciół dla nieżyjącego już Walentego Obrochty. Późną nocą z Bukowiny, gdzie ratuje kolejną karczmę, zjawiła się Magda Gessler. Słynna restauratorka w lutym przygotowała program "Kuchenne rewolucje" z "Obrochtówką" w roli głównej. Teraz też przyjechała skosztować wyśmienitej jagnięciny pod śniegiem, czyli serwowanej w puchatej pierzynce ze śmietany.
Pragmatyczniej niż Witkiewicz
Ale zacznijmy od początku. Ród Obrochtów rozsławiali przez wieki świetni muzykanci, budorze, rzemieślnicy i artyści. Jan Obrochta był majstrem co się zowie, realizował ze swą brygadą pomysły Stanisława Witkiewicza. Razem z Wojciechem Rojem starszym zbudował "Okszę", willę "Pepita", która spłonęła, a na jej miejscu postawiono potem "Palace". Jego dziełem jest też podupadająca dziś "Turnia" i olśniewający urodą Dom pod Jedlami. - Tworząc Dom pod Jedlami, pracował z trzema ekipami budorzy - przypomina Jan Karpiel Bułecka. - Wszystko robiono pod okiem Stanisława Witkiewicza, który był artystą. Budował dla bogatych, to parę metrów więcej nie robiło różnicy. Natomiast w 1898 roku Jan Obrochta zbudował funkcjonalny góralski dom, wzorując się na stylu Witkiewicza, ale to budowla bardziej pragmatyczna, ekonomiczna. Nowością budowli było jej podpiwniczenie. Do II wojny światowej "Obrochtówka" była luksusowym pensjonatem. Przez pewien czas elitarny dom prowadziły trzy siostry Marchlewskie - Marta, Wanda i Józefa, których brat Julian Marchlewski zasłynął jako rewolucjonista. - Ich ojciec, Józef Marchlewski, był bardzo szanowany w Zakopanem. W domu gościli przezacni ludzie - dodaje Adam Kitkowski. - Tu zbierali się przedstawiciele środowisk niepodległościowych, bywał Stefan Żeromski, Mariusz Zaruski, Stanisław Witkiewicz, a także Henryk Sienkiewicz. Tworzący "ku pokrzepieniu serc" pisarz właśnie w "Obrochtówce" stworzył spore fragmenty "Quo vadis" i "Rodziny Połanieckich".
Karczma ratunkowa
Po II wojnie światowej miejsce straciło swój blask. Nastały czasu kwaterunku, domeldowano nowych lokatorów, którzy nie szanowali góralskich wnętrz w stylu witkiewiczowskim. W drewnianych izbach pojawiły się tynkowane ściany, lamperie, a drewno pokrywano grubą warstwą farby olejnej. - Wiele lat patrzyliśmy, jak nasz dom niszczeje - mówi Józefa Obrochta - Każdy zarobiony grosz ładowaliśmy w remonty. Ale tego było stale mało. Dlatego wpadliśmy na pomysł, żeby uruchomić restaurację, z której dochód przeznaczać będziemy na ratowanie domu.
W "Tempie" z 22.11.1971 r. pisał Tadeusz Staich "Bajda przy watrze; U Obrochtów". "...Wnuk Jaśka, budarz z dyplomem magistra inżyniera architekta Walek Obrochta otworzył w sobotę 6 listopada w piwnicy budynku świetnie urządzoną szałaśną gospodę góralską. Pali się w niej autentyczna watra, wyzdajane dziewczęta podają znakomity żurek, goście sami wędzą i pieką sobie na patykach kiełbasę. Piszę o tym reprezentacyjnym gastronomicznym szałasie oczywiście nie po to, by go propagować; lokal u Obrochtów reklamy na pewno nie potrzebuje. Skwitować jednak z satysfakcją trzeba fakt, że zabytkowy dom w użyteczny sposób służyć będzie podniebieniom i ... kulturze regionu, bo - jak zapowiedział gospodarz, a także patron tego jedynego w śródmieściu Zakopanego szałasu, prezes GeeSu Walkosz (Samopomoc Chłopska patronuje Obrochtówce) - lokal ma być miejscem wieczornic regionalnych i spotkań z wybitnymi ludźmi. Można by więc zażartować: przez podniebienie - do kultury."
Była to pierwsza na Podhalu karczma z muzyką góralską graną na żywo. Na zmianę grały muzyki Klimka Bachledy lub Bartusia Obrochty. - Grał Józek Brzega, Mietek Korda, Jędrek Chotarski, Tadeusz Bednarz, Adam Doleżuchowicz, mój tata - wylicza Jan Karpiel Bułecka. Przypomina, że tu przywoziło się każdego znamienitego gościa. Jak magnes przyciągała `Obrochtówka" przeróżne środowiska, bywali tu artyści z całej Polski, sportowcy, przedstawiciele władzy, dyplomaci. Nic dziwnego, że miejsce było pod szczególnym nadzorem władzy ludowej. - W końcu władze GeeSu nasłały na mnie kontrolę z Krakowa. Wykazali manko i w dziurawych butach wylądowałam w areszcie w Myślenicach - przypomina Józefa Obrochta.
Ostoja wolności
Bywalcy "Obrochtówki" dzielili system jej pomieszczeń na trzy ważne części: ogrzewalnię, dojrzewalnię i oczyszczalnię. - Szałas był tą oczyszczalnią - przypomina Franciszek Bachleda Księdzularz. - Na złość władzy, która w 1972 roku wyprowadziła owce z hal, stworzyliśmy tu szałas. Tu Związek Podhalan przygotował memoriał o pasterstwie, wysłany w 1975 roku do władz PRL. Tu spotykali się poeci, twórcy. Walenty Obrochta był też prezesem ZP i on utworzył koła młodzieżowe Związku.
Andrzej Gąsienica Makowski przypomina, że Walenty Obrochta bardzo dbał o wysoki poziom góralskich posiadów, które odbywały się w "Obrochtówce". - To był nasz latający uniwersytet góralski - wspomina starosta tatrzański. - Tu uczyliśmy się polityki, bo Walenty jako urbanista wyprzedzał swój czas. Patrzył szerzej i dalej na całe Podhale. Dbał, by edukować młodzież.
Choć ostatnimi laty karczma odnotowała spadek zainteresowania, to powoli o "Obrochtówce" znów głośno. Prowadzący obiekt Marek i Renata Kowalczykowie cieszą się, że dzięki "Kuchennym rewolucjom" i przyjaźni z Magdą Gessler ich restauracja przeżywa drugą młodość. Z pieczołowitością odnawiają kolejne pomieszczenia na piętrze. Przygotowują na przyszły rok prawdziwą gratkę: nie tylko dla turystów, ale także dla mieszkańców, rodowitych górali. Będzie to izba pamięci rodziny Obrochtów. - To było marzenie Walentego - podsumowuje Józefa Obrochta - żeby pokazać dokonania wszystkich Obrochtów na przestrzeni lat. Mamy już bardzo dużo pamiątek, mebli, zapisków. W przyszłym roku chcemy otworzyć taką izbę pamięci.
Będzie to dopełnieniem działalności Walentego Obrochty, jego zażartej nieraz walki o pozytywny obraz górala, o czym swoim listem przypomniał posiadnikom profesor Andrzej Parczewski.