Do Zakopanego Kasia Zubko przyjechała zimą, nocnym pociągiem z Grodna do Krakowa, z jedną torbą, załatwioną „na start” pracą i głową pełną rzeczy, których nie da się tak po prostu spakować ani zostawić za sobą. Jej ojciec był Białorusinem, matka Polką. Był grudzień 2016 roku, a ona znajdowała się w jednym z najtrudniejszych momentów swojego życia.
- Byłam jednocześnie podekscytowana i kompletnie rozbita - wspomina dziś. - Czytałam o Zakopanem, oglądałam filmiki, nie mogłam się doczekać wyjazdu, ale w środku byłam w bardzo złym stanie psychicznym.
Kilka lat wcześniej zmarła jej mama, a codzienność, w której funkcjonowała, coraz bardziej ją przytłaczała. W domu nie było łatwo, przyszłość rysowała się niejasno, a poczucie utknięcia w miejscu narastało z każdym miesiącem.
- W pewnym momencie pomyślałam, że trzeba postawić wszystko na jedną kartę, bo jeśli tego nie zrobię, to już tak zostanie - wspomina Kasia. Impuls przyszedł od koleżanki, która wcześniej pracowała w Zakopanem i wiedziała, że Kasia ma Kartę Polaka. To właśnie ona zaproponowała wyjazd i pomogła załatwić pierwszą pracę.
- Tak naprawdę nie miałam nic do stracenia, dlatego decyzja zapadła szybko. Spakowałam się i po prostu pojechałam mówi Kasia.
Wsiąść do pociągu do Zakopanego
15 grudnia 2016 roku wsiadła do pociągu relacji Grodno Kraków i dotarła do Zakopanego. Podróż trwała całą noc, a kiedy nad ranem wysiadła w Polsce i dotarła do Zakopanego, miała wrażenie, że znalazła się w zupełnie innym świecie.
Miasto było głośne, pełne ludzi i bodźców, a Krupówki, konie, dorożki i fiakrzy, których nawet nie potrafiła nazwać stanowili dla niej coś zupełnie nowego, czego wcześniej nie znała z życia na Białorusi, gdzie dominują lasy, jeziora i spokojniejszy rytm codzienności. Nigdy wcześniej nie zdobyła żadnego szczytu, nawet nie widziała gór z bliska.
- Pamiętam, że wszystko mnie wtedy zaskakiwało, nawet takie drobiazgi, jak właśnie te konie na ulicy czy liczba ludzi wokół.
Jednak to nie Krupówki, nie samo centrum Zakopanego zrobiło na niej największe wrażenie. Prawdziwy moment przełomowy przyszedł dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy zobaczyła góry.
– Poszłyśmy na Równię Krupową i nagle one się przede mną pojawiły. I ja naprawdę zaczęłam skakać w śniegu jak dziecko - wspomina. Do dziś wraca do tej chwili z uśmiechem, ale też z wyraźnym wzruszeniem.
– To była miłość od pierwszego wejrzenia, coś bardzo silnego i trudnego do wytłumaczenia. Nigdy wcześniej nie widziałam gór na żywo, więc to było dla mnie ogromne przeżycie. Wtedy jeszcze nawet nie przypuszczała, jak bardzo to spotkanie zmieni jej życie.
Pierwsza próba: zachwyt i płacz
W tamtym czasie ważyła około 120 kilogramów i, jak sama mówi, każdy większy wysiłek fizyczny stanowił dla niej wyzwanie. Mimo to ciekawość była silniejsza i chciała jak najszybciej spróbować, czym tak naprawdę są góry. Pierwsza poważna wycieczka przyszła szybciej, niż powinna.
Plan obejmował wjazd kolejką na Kasprowy Wierch, a następnie przejście granią w stronę Kopy Kondrackiej i dalej na Giewont, z zejściem do Kuźnic przez Halę Kondratową. Dla osoby bez doświadczenia i przygotowania była to trasa zdecydowanie zbyt wymagająca. – Dzisiaj wiem, że to był błąd, ale wtedy po prostu chciałam zobaczyć wszystko naraz.
Cała wyprawa trwała kilkanaście godzin i bardzo szybko stała się walką nie tylko z trasą, ale przede wszystkim z własnym ciałem. – Byłam kompletnie wykończona, każdy krok był trudny, a organizm dawał mi wyraźnie do zrozumienia, że to za dużo.
Najbardziej dramatyczny moment przyszedł przy łańcuchach na Giewoncie. – Stanęłam i nagle nie byłam w stanie zrobić kroku dalej. Pojawiła się panika, brak powietrza, a wokół tłum ludzi. Nie mogłam ani iść do przodu, ani się wycofać.
W tej sytuacji pomogła jej przypadkowa kobieta, która spokojnie przeprowadziła ją przez najtrudniejszy odcinek. – Powiedziała: „Kasia, dasz radę, idziesz ze mną” i krok po kroku mnie przeprowadziła.
Na szczycie przyszły łzy, które były mieszanką ulgi, zmęczenia i czegoś jeszcze trudniejszego do nazwania.
– Usiadłam i się rozpłakałam, bo nagle dotarło do mnie wszystko naraz. I wtedy pierwszy raz pomyślałam, że muszę coś zmienić w swoim życiu.
Lata w zawieszeniu
Choć to doświadczenie było bardzo silne, zmiana nie przyszła od razu. Przez kolejne lata Kasia praktycznie nie wracała w góry, mimo że gdzieś w środku cały czas ją do nich ciągnęło. Zamiast tego przyszła intensywna praca, która wypełniła niemal całe jej życie. – Przez siedem lat pracowałam właściwie bez przerwy, często po kilkanaście godzin dziennie, i nie miałam czasu ani siły na cokolwiek innego.
Zatrudnienie w gastronomii dawało stabilność, ale jednocześnie stopniowo odbierało przestrzeń na rozwój, odpoczynek i zadbanie o siebie. – W pewnym momencie zorientowałam się, że znowu jestem w miejscu, z którego chciałam uciec.
Przełom przyszedł dopiero kilka lat temu, kiedy jej szef zmarł, a ona sama zaczęła zastanawiać się, co dalej. – To był moment zatrzymania, który zmusił mnie do refleksji. Zrozumiałam, że jeśli teraz czegoś nie zmienię, to nic się nie zmieni samo.
Trening i góry
Zaczęła od podstaw, wprowadzając zmiany w diecie i stylu życia, a także podejmując regularne treningi.
– Trafiłam na Pawła Podolaka, wspaniałego trenera, który naprawdę potrafił mnie zmotywować i wyciągnąć ze mnie maksimum możliwości.
Jej dni szybko nabrały nowego rytmu: poranne treningi, praca, a z czasem coraz więcej ruchu także poza siłownią. Bywało tak, że o wschodzi słońca biegła na Nosal, później na trening i na godz. 9 zdążała do pracy
– Nagle poczułam, że mam energię, jakiej wcześniej nie znałam, i że moje ciało zaczyna ze mną współpracować.
To właśnie wtedy zdecydowała się wrócić w góry, tym razem jednak zupełnie inaczej niż na początku. – Już nie chciałam niczego udowadniać ani zdobywać wszystkiego naraz. Chciałam iść spokojnie, swoim tempem i cieszyć się drogą.
Nauka pokory
Z czasem zaczęła zdobywać kolejne szczyty, zarówno po polskiej, jak i słowackiej stronie Tatr, ale najważniejszą zmianą było podejście. – Kiedyś uważałam, że trzeba wejść za wszelką cenę, a dziś wiem, że najważniejsze jest bezpieczeństwo i świadomość swoich możliwości.
Nie brakowało sytuacji, w których musiała zawrócić, mimo że cel był już blisko. – To są trudne decyzje, ale właśnie one uczą pokory i odpowiedzialności.
Zdarzały się też momenty strachu, nawet histerii jak na przykład na wąskiej grani w czasie wejścia na Lodowy Szczyt. Przez te 3 lata zdobyła wszystkie najważniejsze tatrzańskie szczyty zarówno po polskiej, jak i słowackiej stronie. Była na Rysach, Wysokiej, Gerlachu, Durnym Szczycie, Łomnicy, na którą weszła także zimą. Te wycieczki nauczyły ją pokory do gór. - Trzeba pamiętać, że Strach nie znika, ale uczysz się z nim żyć i podejmować decyzje mimo niego.
Zmiana, która zostaje
Od momentu przyjazdu do Polski schudła ponad 30 kilogramów i nadal pracuje nad swoją kondycją oraz zdrowiem, walcząc między innymi z cukrzycą. – To jest proces, który cały czas trwa, ale dziś wiem, że jestem na dobrej drodze.
Największa zmiana dokonała się jednak w jej sposobie myślenia. – Góry nauczyły mnie spokoju, cierpliwości i tego, żeby słuchać siebie.
Dla niej nie są już tylko miejscem aktywności fizycznej, ale przestrzenią, w której może się zatrzymać i odzyskać równowagę. – Kiedy idę w góry, wszystko, co trudne, zostaje na dole, a ja mogę na chwilę odetchnąć.
Tatry to mój dom
Dziś mówi o Tatrach wprost, bez wahania i bez potrzeby szukania wielkich słów. – To jest mój dom i mój azyl. Gdybym mogła to w ogóle bym z nich nie wychodziła, ale spędzała każdą chwilę. Przebywanie w górach daje mi odskocznię od codzienności, to najlepszy sposób na to, aby się nad wszystkim zastanowić i przewietrzyć głowę - mówi Kasia.
Marzy o dalszych podróżach i chciałaby zobaczyć inne pasma górskie, takie jak Pireneje, Patagonia czy Himalaje. Nie chce tam zdobywać jakiś wielkich szczytów, ale tylko zobaczyć te pasma, przejść na przykład wokół Annapurny. Mimo to wie, że zawsze będzie wracać do Tatr. Na pytanie o najważniejszy szczyt odpowiada natychmiast.
– Świnica. To mój sentyment i miejsce, do którego zawsze będę miała największy sentyment.
Bestia na szlaku
Chodząc po Tatrach stara się także dbać o ekologię. Zupełnie nie rozumie, dlaczego turyści tak często pozostawiają za sobą w górach śmieci, dlaczego dokarmiają dzikie zwierzęta. - Pamiętam, jak niedawno byłam zimą przy schronisku Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Tam często podchodzą lisy i turyści je niestety karmią. Zaczęłam turystom zwracać uwagę, że nie powinni tak robić bo to złe zachowanie dla zwierząt, które przestaną polować. Zamiast zrozumienia spotkałam się dziwnymi uśmiechami.
Swoją miłością do gór i wyprawami dzieli się w mediach społecznościowych. Na Instagramie z dystansem do siebie prowadzi profil "Bestia na szlaku".
Jeden krok
Patrząc wstecz, widzi wyraźnie, że wszystko zaczęło się od jednej decyzji, która w tamtym momencie wydawała się bardziej ucieczką niż świadomym planem. – Dziś wiem, że najważniejsze było to, że spróbowałam. W życiu ważne też jest, aby doceniać małe rzeczy, żyć pełnią życia. O tym niestety w dzisiejszych trudnych czasach zapominamy.
I właśnie to powtarza innym. – Lepiej żałować, że coś się nie udało, niż tego, że w ogóle się nie spróbowało. Bo czasem wystarczy jeden krok, żeby całe życie zaczęło wyglądać inaczej - podsumowuje Kasia, która od pierwszego wejrzenia zakochała się w Tatrach, miłością do grobowej deski.
Paweł Pełka
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
-
PRACA | dam
NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
-
SPRZEDAŻ | zwierzęta
Szczenięta OWCZARKI PODHALAŃSKIE. 788 679 465.
-
PRACA | dam
STATUS STUDENCKI/ WEEKEND/ 100 zł/h. PRACA EXCEL itp./ +mieszkanie/ micheelkowalski@gmail.com. Zakopane
-
PRACA | dam
Praca na budowie, elewacje, budowa od podstaw, wykończenia, Zakopane i okolice. 500160574
Tel.: 500160574
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum Narciarstwa. 608 729 122.
-
BIZNES
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
-
PRACA | dam
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122.
-
USŁUGI | budowlane
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122.
-
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
DZIAŁKA UZBROJONA W ŁOPUSZNEJ. 506 525 884.
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Do wynajęcia LOKAL 50 m2 (pod zakład fryzjerski lub pod inna działalność) oraz LOKAL 25 m2 - I piętro - Łapsze Niżne, Delikatesy "Centrum". 504 230 942.
-
PRACA | dam
Zatrudnimy STERNIKÓW PONTONOWYCH na Dunajcu tel. 608806030 info@fun-time.pl
-
PRACA | dam
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHARZA/-KĘ, GRILLOWEGO, DOŚWIADCZONĄ POMOC KUCHENNĄ. Kontakt: 600 035 355 lub osobiście: Zakopane, Droga na Bystre 2A (9-13).
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
-
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
-
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.