2019-10-18 20:19:08

Blog

Kiedy umiera góral. Część trzecia

Kolejna część niebiańskich przygód Mariana Rzepiskiego. Jak odnajdzie się w rzeczywistości, do której tak skwapliwie dążył?

                                                                                        

1


Kiedy Marian Rzepiski przy pomocy niebiańskiego sąsiada ostatecznie wypuścił spod grafitowej główki ołówka słowo, zamykające treść wniosku, odetchnął z ulgą. Ostatecznie wygrał z brakiem swobody przy dobieraniu słów, a udział w zwycięstwie przypadł i sąsiadowi Sławkowi. – Czytaj – mówi góral i podaje mu kartkę. Sławek, sięgając, odpowiada:

   – Nie bierem ciy za poważnego cłowiyka. Ale dobre, niek bedziy. Boc se Marian! Godom ci to jo, Sławomir Grzywacz, nic dobrego z tyk papiyrów nie wynikniy.

   – Na co mnie twojy godaniy teros po fakciy, kie trzymoys tyn dokumynt w palcak? – mówi Marian, podpierając głowę łokciem wpartym o drewniany fragment stołu.

   – A jakom ty moc urzyndowom widzis w podpisanym papiyrku? Możemy go zaros w piec cisnąć i po sprawiy.

   – Nie mnie tuz takimi – oburza się Marian, strzelając w karku. Nie był przekonany co do wiarygodności sąsiada, choć mieszkali dom w dom od pięciu lat. Człowiek tak ma. Gdy nauczyć się trwać w jednym, uwierzyć w coś zupełnie odwrotnego przychodzi z trudem. Jeśli w ogóle przychodzi. Mariana krępowała wieść o kolejnych niebiańskich latach, które przyjdzie mu spędzić w samotności.


   A było tak:


   Marian, jak co dzień, wypasał krowy na łące do której wiodła udeptana przez lata droga, wypuszczona z lasu, niedaleko którego mieszkał. Zanim jednak określił ziemię pod wypas bydła, musiał przejść przez fragment drogi, do którego przylegała chatka Sławka. Za każdym razem, kiedy Marian wiódł swoje krowy, Grzywacz przyglądał mu się, uśmiechał i machał, jakby przed momentem strzelił szóstkę w lotka.

Dla Mariana było to podejrzliwe. Nie potrafił przypomnieć sobie dnia, kiedy Sławek taki nie był. Stąd postanowienie o wyznaczeniu granic, które popełnili na opalonej kartce papieru. Marian chciał ustosunkować sprawę, tym bardziej że spodziewał się rychłego przybycia żony. Spodziewał się, choć przy porannym wypasie krów, kiedy niebo dla fotografów staje się złotą godziną, doskonale barwiącą i nadającą zdjęciom tę magiczność, której nie sposób złapać w ciągu dnia, usłyszał głos Boga, który oznajmił mu, że przez kolejne dziesięć lat będzie uprawiał ziemię sam. Wprawdzie to były dobre wieści, ale choć ludziom po drugiej stronie, żyjącym na świecie wydaje się, że tęsknota za żoną, mężem, synem, córką, rodzicami lub dziadkami działa w jedną stronę-wcale tak nie jest; tęsknią obie strony.

Dla Mariana słowa o kolejnych latach samotności były przygnębiające. Dziwna sprawa mówił, leżąc na łące, próbując wbić sobie pomiędzy zęby źdźbło trawy. Im się wydaje, że nam lepiej jest. A nie jest.

Dobrze, nie ma tu podatków, nie ma głosowań na to, kto ukradnie mniej, a większość ludzi wydaje się dobra. I podobnie, jak nieistniejąca w Niebie choroba, toczył go rak samotności. Z jednej strony chciał mieć wszystkich po tej stronie, z drugiej pragnął jedynie znów dotknąć swojej żony. Chciał, żeby dzieci się zrealizowały, żeby zebrały zasłużone od życia cięgi i żeby przeżyły swoje, zanim trafią do Nieba.

   Nie pragnął wyznaczania sąsiedzkich granic. Należał do tych dobrych. Gdyby zaszła potrzeba, przepuściłby Sławka. Choć skorość niektórych do podobnych postaw – jeszcze na ziemi – graniczyła z niedzielnym cudem i ławką pustą od wiejskich meneli. Przyzwyczajenie pchnęło go do zapytania złożonego na dłonie Sławka, dotyczące możliwość wyznaczenia granicy drewnianymi palikami. Ten zdziwił się na jego słowa i stwierdził, że to, co stanowi własność jego i rodziny, może też być wartością dodaną dożycia Mariana. Oznajmił Marianowi, że jeśli ten chce przejść z bydłem w miejscu, w którym chce, niech to zrobi. Co moje, jest twoje – mówiły oczy Sławka, odpowiadając na pytanie Mariana.

Ten jednak przywołał na twarz ten sam posępny grymas, z którym przyszedł.

   – Fcem mieć tona papiyrze. Nie pytoj cemu.

   Więc Sławek nie pytał.

Teraz siedział przed Marianem,trzymając w palcach prośbę o zgodę na wyznaczenie granic ziemi. Spodziewał się twardej reakcji. Jednak nie karcącej. To była dobra strona nieba – mogłeś się pomylić na skalę światową, niemniej wszystko uchodziło płazem. Każdy zdawał się rozumieć.

Sławek spędził w Niebie dziesięć lat, zanim dołączyła do niego małżonka. Pierwszy z synów pojawił się siedemnaście lat później. Drugi, jak mówił Sławek, szczęśliwie jeszcze próbuje pokazać, że ze wszystkim da sobie radę sam.

Nie nazywał go głupcem. Po prostu miał inne podejście do sprawy. Młody był tam, gdzie był. I choć przybyło mu lat od ich ostatniego spotkania, nadal próbował zrobić wszystkie rzeczy świata po swojemu.

– Jako se fces. Godom Ci – i bez tego mozes paść po moich kawołkak. Dyjści siy nic nie staniy, kie twojy wleziy na mojy. Przeciy to nase. Jesce ześ siy nie naucył? – pyta Sławek.

– Dziś tak godos, a jutro bedziy inacyj. Zminiys zdaniy i bedziy zwada.

– Przeciy jo ni mom zamiaru zdanio zmiyniać. Ty musis zrozumiyć. Co mojy, to twojy. – Sławek rozkłada bezwładnie ręce. Kartka wysuwa się z jego palców i ląduję w garnku rosołu, który Marian skrzętnie gotował przed południem, wciąż rozmyślając o treści pisma.

Marian jednak, młody stażem obywatel Nieba, najwyraźniej tego nie rozumiał. Czym było to? Braterską miłością? Chęcią dzielenia się tym, co wpisuje się w ramy moralności, która – przynajmniej na ziemi: rozrastała się do wymiarów bańki, która mogła zalać całą planetę? W Niebie było inaczej: każdy próbował zrozumieć drugiego, nikt nie wytykał mu błędów – dobrze znając swoje – nikt nie odważył się odpowiedzieć brakiem odwagi na słabość drugiego. Niego wcale nie było lepsze od Ziemi. Ludzie tak samo upadali. To czyniło, ostatecznie, z dziewczyn – kobiety, a z chłopców – mężczyzn. To Niebo ostatecznie określało, czy człowiek ma w sobie wystarczająco miłości, czy nie. Niebo ostatecznie – dla każdego i po swojemu – rozdawało miejsca, zadania i pozostawiało sobie furtkę do użycia każdego, kto stanowi o lokatorach Nieba.

– Nie wypijyme dziś – mówi Marian.

Sławek spodziewał się takiej odpowiedzi. Pragnie wyjść, pobiec do swojego domostwa, wypić szklankę piwa i położyć się u boku żony. – Nie wypijyme, bo mnie myncys. Idz ino w chałupe imiarkuj: mojy jest mojy, a twojy – twojy. Ino nos dobre relacjy i jeden drugiymu dobrze ratujom.

Z tą myślą Sławek pchnął oboma dłońmi ciężkie drzwi chaty Mariana i zniknął w ciemności.

Marian, oblepiony światłem rzucanym przez dopalającą się świecę, spojrzał na otulający ją wosk. – Niby tak tu przyjymniy,a telo cicho, co byś muche maszerujoncom stołem usłysoł.

Wstał, przeglądnął się w lusterku przypiętym do ściany, dotknął szczeciny przechodzącą w zarost, machnął ręką i zwalił się na szerokie łóżko. Po kilku chwilach mucha spacerująca po drewnianym stole – gdyby słyszała – mogłaby wystraszyć się chrapania mężczyzny.


2


Dni czekania przerodziły się w miesiące, a te – w lata. Dla Mariana czas nieubłaganie się dłużył. Największymi potworami rodziły się te, które wypełniały wieczorną ciszę. Kiedy złapał się na tym, że popija coraz więcej czystej, spróbował znaleźć sobie inne zajęcie. I tak w ciągu pięciu lat stał się jednym z najczęściej odwiedzających niebiańską bibliotekę. Wszystko zaczęło się od wysłużonego egzemplarza z naderwaną i umiejętnie sklejoną okładką Hemingway’a, gdzie wśród rzędów liter nie tworzących przed oczami niczego sensownego, co Marian rozumiałby w stu procentach. Może gdyby umiał lepiej czytać, znalazł miłość i wojnę. Składną historię, z której może i niewiele wyniósł, ale zaopatrzył się w to, co niezbędne – w nadzieje.

To pomagało mu wytrwać aż do dnia, w którym znalazł leżącą przed drzwiami przesyłkę. W sercu koperty widniała pieczęć niebiańskiej administracji.

Marian otworzył drzwi i zniknął za progiem.

W kuchni wybrał odsunięte krzesło i zerwał nożem pieczęć. Wyjął złożoną potrójnie kartkę. Rozłożył ją staranie na stole,prostując wierzchem dłoni zagięte fragmenty.

List rzeczywiście dotyczył wniosku,który przed laty Marian i Sławek popełnili.

 

Szanowny Panie,

Uprzejmie informujemy, że w Niebie nie istnieje coś takiego jak własność prywatna – z poszanowaniem konkretnych zasad. Stąd zarząd nie wyraża zgody. Czyli odmawia. Znaczy: nie będzie żadnych płotów. To pierwsza kwestia.

W drugiej – równie uprzejmie,co poprzednim razem – informujemy, że podobnie jak nie istnieje własność prywatna, Niebo nie utworzyło także demokratycznie wybranego zarządu, czyli osób, z którymi próbuje się Pan skontaktować. Stąd nie ma czegoś podobnego jak administracja nieba. Została powołana czasowo. W zasadzie: żeby odpowiedzieć na otrzymany przez nas wniosek.

               Dziękujemy i życzymy miłego pobytu,
Niebiańska Administracja

Marian wprawdzie puścił w niepamięć zapędy do wytyczania granic, ale im bardziej zbliżał się termin przybycia żony, tym bardziej pomysł ten w nim odżywał. Oswoił się z życiem w Niebie, nie mogąc oswobodzić z ziemskich nawyków. Tamto życie jednak coś w sobie miało.

Teraz gruchnęła na niego informacja o tym, że płoty nie staną, a działka pozostanie w takim stanie, w jakim jest.

Marian nie mógł tego przełknąć. Przecież całe życie starał się coś zmieniać. Nie znaleźć pracy wokół domu czy w nim samym to tak, jakby wykupić wczasy na pustyni i nie zobaczyć piasku. Rozumiał kwestię niebiańskości budowli. Niezniszczalność materiałów nie pozostawała mu obojętna. Wręcz przeciwnie. Przyjemnie było odpocząć od ziemskiej tułaczki. Ale żyć tak przez lata? Próbował odnaleźć się w tej rzeczywistości. Podobnie jak dziecko prowadzone do przedszkola, potrzebował kogoś, kto nada kierunek i rytm jego krokom.

Dostrzegał to także Sławek.

Starał się być dla Mariana kimś w rodzaju przyjaciela, ale ten był uparty i nie dopuszczał do swojego niebiańskiego życia nikogo. Sławek dobrowolnie przesunął się do innego szeregu. Postanowił być oparciem dla Mariana wtedy, kiedy będzie naprawdę ciężko. Przyszedł czas – stwierdził, że musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Więc wziął schłodzoną półlitrową butelkę wypełnioną po brzegi gryzącym płynem.

Gdy zaszedł do chatki Mariana, słońce niespiesznie chowało się za horyzontem. Gdy z niej wychodził, kluczył w mroku, robiąc to tak umiejętnie, że nie zbudził śpiącej żony, kiedy wsunął pod kołdrę pokryte gęsią skórką nogi.

Nasunął na siebie przykrycie, zamknął oczy i wziął kilka głębszych wdechów. Chwilę później już spał.


***


Przy czwartym rozdaniu Marian poczuł wyraźne ciepło rozlewające się po wnętrznościach. Oczywiście w Niebie samogon był nielegalny. Inaczej: był legalny, ale w określonych ilościach. Marian czuł, że tego wieczoru wcale nie będzie się rozchodziło o ilość, ale o jakość. A tej Sławkowi odmówić nie mógł.

– I co, Marianku, grzejy kapke a i nasercu siy robi lzyj?

– Prowde godos. W dodatku naturalne, bez zodnyk ulepszacy – odpowiada Marian.

– To co, jesce dwa rozdania izamykomy interes?

Marian drapie się za uchem. – Cy jowiym? Troche ześ siy przeciy namyncył przy produkcji, bo taśmowo tego nie robis, ba może pasujy usanować robote i łopróźnić flaske?

Sławek rozlał kolejną kolejkę.

– Kolygo, powiym Ci ze mos zdrowiy. Ai my tak jesce łokazji siednońć ni mieli – mówi.

– Tys prowda. Ta może i były, może nawet niejedno, ale ni mogem siy za barz łozpaczyć po tym Niebiy, a i mojyj mi brakujy – mówi Marian. – Niby tu wesoło, a jednak cujym jak łod środka sknem. Kurcemsiy w takim casiy, jako i zawartość tyj flaski – dodaje.

Sławek mimowolnie wybuchnął śmiechem, biorąc odpowiedź sąsiada za żart. Czuł na sobie spojrzenie Mariana, więc szybko obezwładnił śmiech do takiego stopnia, aż stał się ponury. Kiedy już zupełnie przestał, odchrząknął, poprawił się na krześle, po czym powiedział: – Mnie całe zyciy przeleciało przed łocami. Paczołek na niy ze strony robiącego w doma i we wsi chłopa. Swojy zrobiyłek, swojy zarobiyłek, swojy po sobiy zek zostawiył. Ale całe zyciy cosi za mnom łazi i septo: „ To nie to, to nie sićko co mos zrobić”. Nawet teros, jak tu siedzimy – Sławek zdobył się na odwagę, obudzony swoją reakcją na słowa Mariana. Postanowił podzielić się z nim czymś w zamian. Żeby było po równo. Albo z potrzeby serca. Nikt nigdy tego się nie dowie. Poza Marianem, który zapamięta to wyznanie na długo.

– Jo tys to mom – odpowiada Marian. – Całe zyciy niby sićko przerobione, a tu jednak z tyłu głowy cosi siedzi i dogadujy. – Sieknijmy jesce po jednym – proponuje, wykładając dłonie na stół. – Przyniesem syra, zagryziyme co pod tom flaske – mówi, po czym wstaje i, ze wciąż przylepionymi do stołu dłońmi, odwraca głowę w kierunku pieca. Wysypują się z niego strzelające iskrami niedopałki drewna.

Sławek prawie wybuchnął kolejną salwą śmiechu. Rozbawił go fakt, że sąsiad pali w piecu w środku lata. Ale zanim zdążył choćby uśmiechnąć się – z wysypanych niedopałków buchnęły języki ognia, sięgające samego sufitu. Po chwili z płomieni wyłoniła się sylwetka mężczyzny ubranego w zbroję lub coś, co i Marianowi, i Sławkowi ją przypominało.

Wyraźnie dostrzegali kontur zbroi, w szczególności hełmu, ale zdziwienie i alkohol mieszały im zmysły.

– Serek do wódeczki? Nie, nie. To nie jest najlepsze rozwiązanie – odezwała się postać ulepiona z ognia. – Przynosi więcej złego, niż dobrego – dodała po chwili.

Marian i Sławek wpatrywali się w siebie, oniemieli. Z letargu pierwszy wyrwał się Marian nakazując sąsiadowi ruchem głowy schować flaszkę. Sławek wystrzelił ręką jak z procy, objął dłonią szyjkę butelki i szarpnął w swoją stronę. Zanim szkło zniknęło za plecami, zawartość rozlała się po stole.

Sławek wrócił spojrzeniem do Mariana.Ten wpatrywał się w niego tępo i wycedził przez zaciśnięte zęby: – Kieliszki!

– Spokojnie, Panowie – odezwał się gość. Języki ognia tańczyły wokół postaci. – Ja nie w tej sprawie – dodał. –Możecie usiąść, to nie część objawienia. Przynoszę wam ostateczne powołanie.

– Ostateczne powo… - zająkuje się Sławek. – Powołanie?

– Tak, dzielni wojownicy. Ostateczne spełnienie. Przystąpicie do walki – oznajmia gość.

Marian ściąga brwi ku sobie. – Walki?Jakiej znowu walki? – pyta.

– Dołączycie do armii wysłanej na ostateczną walkę dobra ze złem – słyszy w odpowiedzi.

Drapie się za uchem. Robi krok w stronę przybysza.

– A mozes ty do mnie godać tak,jakbyś godoł do prostego cłowiyka, a nie do łocytanego, po skołak?

Z ognia bryzgnęły iskry, przykrywając wierzchnią odzież Mariana. Niektóre z nich przepaliły materiał, a ich ciepło dało dać o sobie skórze. Marian cofnął się o wcześniejszy krok i zaczął rozmasowywać powieki.

Przez moment był pewny, że samogon Sławka jest chrzczony. W innej chwili głęboko wierzył w to, co widział. Tutaj, w Niebie, rzeczy, o których śni się na ziemi, są możliwe. Wiedział o tym i w końcu zaakceptował ten fakt. Otworzył naświetlone oczy, starając się wyłapać wzrok Sławka. W końcu go odnalazł. W tej jednej chwili tęsknił za nim bardziej niż kiedykolwiek. Od momentu, kiedy znalazł się w Niebie, nie tęsknił za niczym mocniej. Jedynie za żoną. A w praktyce, jej obecnością. Spojrzał w oczy Sławka i przeglądnął się w nich. Sąsiad myślał w tych samych kategoriach. Wzrok zdawał się mówić: „Tak,jesteśmy w Niebie, tutaj to normalne. To nie kwestia samogonu”.

– Prosty człowieku! – wykrzyknęła postać.– Zostałeś włączony do armii. Twoim zadaniem jest udział w ostatecznej bitwie pomiędzy dobrem a złem. Dostąpiła Cię godność i błogosławieństwo. Staniesz naprzeciw najbardziej niegodziwej i złej siły. Mężnie i z dumą postawisz się samemu Szatanowi. I oddasz Bogu, co boskie, uginając się pod hordami zaciekle walczących sił piekielnych. Ostatecznie zatryumfujesz.

Marian stał jak wryty. Zupełnie nieświadomy tego, że Sławek stracił równowagę; wsparł się na wygięciu krzesła,po czym na nie klapnął z głową spuszczoną w dół.

Kiedy przechylił głowę i zorientował się, że Sławek ciągnie ostatkiem sił i, prawdopodobnie dzięki samogonowi, nie stracił przytomności, ominął moment, kiedy postać z płomieni zniknęła. W ułamku sekundy jego umysł zarejestrował, jak zjawa kurczy się wraz z płomieniem ognia i znika w piecu, niczym w zamkniętej szkatułce.

Niedopalone drewno zgasło, wypuszczając ostatnie kłęby dymu.

Chwilę później Marian usłyszał trzaśnięcie drzwi i obserwował ich ostatnie podrygiwania, aż poddały się framudze.


3


Sławek obudził się jak zwykle przed piątą. Wysunął nogi spod nakrycia i wyszedł z sypialni. Ominął pokój syna, nacisnąłk lamkę drzwi i wyszedł na zewnątrz. Wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze i odetchnął głęboko.

To, co zdarzyło się wczoraj nie powinno mieć miejsca – przeszło przez jego myśl niczym gwałtowny piorun. Nie powinniśmy tyle wypić, tym bardziej że stało się coś, o czym mówić, to sztuka – podsumował w swojej głowie. A kiedy wpatrywał się w ostatni stopień schodów wypuszczających wychodzącego z domu w nieogarnioną przestrzeń, usłyszał, jak u Mariana otwiera się chatka.

Potem zanotował nieprzyjemny odgłos towarzyszący wymiocinom wzbierającym do wybuchu – i choć nie chciał tego słyszeć, jemu samemu żołądek podszedł do gardła. Na szczęście zdławił wymioty.

W końcu znaleźli się wzrokiem.

Marian i Sławek w gaciach podbiegli do siebie, wcześniej podnosząc rękę, i się objęli. Jeden przepraszał drugiego, drugi robił to samo względem pierwszego. Oczywiście wina poszła na samogon, bo przecież płyn sam wlewał się do gardła, po czym, zupełnie niepogodzeni z rzeczywistością, usiedli obok siebie. Pierwszy odezwał się Marian:

– To cyste wariactwo. Jo przeciy nojwyzyj na zabawiy chłopa w kufe szczelył, a mom siy bić z siyłami ciymności? –zapytał.

Sławek nie odpowiedział. Przez chwilę trwali w milczeniu. Podobnie przerwał je Marian:

– Za wartko to sićko. Nie rozumiym nica nic.

– Tys mom tom zagwostke. Jak to siystało? Kie? Cemu tak a nie inacyj? Cy dobrze boce? Kielo zek wypiył? – mówi. – Jako zek wstoł dusno mi.

– Myślis ze nom co wiyncyj pedzomprzed tom całom bitwom? – pyta Marian.

Sławek podnosi barki. A kiedy zaczyna artykułować słowa, zrywa się silny wiatr. Szarpie ich odzieniem i zabiera wypowiedziane słowa. Sławek odwraca się plecami, uginając nogi w kolanach. Marian osłania oczy ręką. W końcu wiatr traci na sile, a jego podmuchy z atakujących lwów stają się delikatnym muśnięciem pierza. Ten pierz muskał ich twarze, kiedy dwaj mężczyźni, jeden z ugiętymi kolanami, drugi zasłaniający oczy usłyszeli głos: „Już czas. Wstańcie, dzielni wojownicy, już czas. Waszą zbroją krzyż, a mieczem różaniec”.

Marian spojrzał na Sławka, który się uśmiechał.

– Sićko rozumiym. Ale za nic w świeciy nie wiym, jak splątać złego różańcem.

  

 

KONIEC

 

Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE, TAPETOWANIE, GŁADZIE, FARBY STRUKTURALNE I TYNKI DEKORACYJNE -
    Tel.: 601 793 866,
    WWW: www.FABRYKASTRUKTURY.pl
  • PRACA | dam
    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI ENERGICZNĄ KOBIETĘ do pracy w kuchni na stanowisko KUCHARKA, POMOC KUCHENNA.Praca stała. 601 533 566, 18 20 64 305
  • PRACA | dam
    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI ENERGICZNĄ KOBIETĘ DO PRACY W KUCHNI na stanowisko ZMYWAK i OBIERAK. Praca stała 601 533 566, 18 20 64 305
  • KOMUNIKATY
    BAR RUMCAJS ZAPRASZA DO SPOŻYWANIA POSIŁKÓW NA MIEJSCU - Z ZACHOWANIEM OGRANICZEŃ WYNIKAJĄCYCH Z PRZEPISÓW. CZYNNY RÓWNIEŻ TARAS GÓRNY. OFERUJEMY DOWOZY - TEL. 661 119 112.
  • PRACA | dam
    Praca na zmywaku, Bukowina Tatrzańska. 14zł/h
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • PRACA | dam
    Sprzątanie restauracji, Bukowina Tatrzańska. 8-12, 14zł/h, praca stała.
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • PRACA | dam
    Spółka POLSKIE TATRY S.A. zatrudni pracowników na stanowisko: - KELNERKA, - POKOJOWA z możliwością zakwaterowania. Tel. 1820 63730, e-mail: kadry@polskietatry.pl. Szczegółowe informacje na stronie:
    WWW: www.polskietatry.pl
  • SPRZEDAŻ | maszyny, narzędzia
    TRAKTOR C-330, stan b. dobry. PRZYCZEPA SAMOZBIERAJĄCA. 605 378 277.
  • PRACA | dam
    MAŁY PENSJONAT W PORONINIE szuka PANI DO ŚNIADAŃ I SPRZĄTANIA, tel. 607 863 893
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    MAZDA 5, serwisowane, zadbane, garażowane, r. 2008, diesel, stan bdb, oryginalna nawigacja z dotykowym ekranem, 2 komplety felg aluminiowych z oponami lato/zima, full opcja, 16.000 ZŁ -
    Tel.: 888 223 761.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ATRAKCYJNY DOM Z PŁAZÓW W GLICZAROWIE GÓRNYM -
    Tel.: 607 506 428
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    PENSJONAT w Kościelisku - DWA OBIEKTY -
    Tel.: 607 506 428
  • USŁUGI | budowlane
    KOMINKI, PARAPETY, SCHODY MARMUROWE, NAGROBKI. 601 958 378
  • USŁUGI | inne
    PROFESJONALNA WYCINKA - PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH. 691317098
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Kupię dom w Zakopanem
    Tel.: 604458153
  • RÓŻNE
    PRZYJMĘ GRUZ, ZIEMIĘ. 691 434 133.
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Firma Norweska zatrudni w Oslo pomocników tynkarzy, stolarzy, malarzy, monterów rusztowań, blacharzy oraz młodych do przyuczenia w zawodzie. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 1-3 tygodni. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742
2020-05-31 09:29 I po koronadyspenzie - od dziś wraca obowiązek niedzielnej Mszy św. 2020-05-31 09:01 Ciągle pada i padać będzie nadal 2020-05-31 08:00 Powiat nie daje 2020-05-30 21:04 Chałupa Gąsieniców Sobczaków - filia Muzeum Tatrzańskiego otwarta od 3 czerwca 1 2020-05-30 20:00 Foliowe znaleziska na szlaku 1 2020-05-30 19:15 Krupówki w Wojewódzkiej Ewidencji Zabytków 6 2020-05-30 18:53 Turysta zabłądził 2020-05-30 18:04 Czyste Tatry 2020 2020-05-30 18:00 A miała być taka piękna fontanna 6 2020-05-30 17:40 Trzaskowski, Hołownia, Kamysz? A może jednak głosować na Kaczyńskiego? 13 2020-05-30 17:33 Zaczarowany dorożkarz odszedł 1 2020-05-30 17:00 Sałata po orawsku (WIDEO) 2020-05-30 16:03 Groźny wypadek w Tatrach 7 2020-05-30 15:01 Tradycyjna gospodarka ochrania wiele gatunków 2020-05-30 14:00 Chmury opanowały Trzydniowiański Wierch (ZDJĘCIA, WIDEO) 2 2020-05-30 13:00 Leśna zieleń cieszy oczy 1 2020-05-30 12:47 Ostrzeżenie przed silnymi opadami deszczu, w Tatrach śniegu 2020-05-30 12:00 Obława na crossowców 17 2020-05-30 11:00 Pod Giewontem nie tylko deszcz 2020-05-30 10:00 Pierwszy listonosz zakopiański 2020-05-30 09:00 Nie będzie wody 2020-05-30 08:00 Zapraszamy do Żeromskiego 2020-05-29 22:00 Strażackie wyzwanie 2 2020-05-29 21:15 Remonty dróg polnych 2 2020-05-29 20:44 Za symboliczną złotówkę 2 2020-05-29 20:01 Pierwsze wiosenne grzyby 2020-05-29 19:22 Samorządność z odwołania 4 2020-05-29 18:40 Turysta z urazem nogi. Śmigłowiec w akcji 2020-05-29 18:37 Wirtualny festiwal 1 2020-05-29 18:06 Masz problemy ze snem? Dowiedz się jaki powinien być dobry materac dzięki poradom specjalistów z Hilding Anders 2020-05-29 17:53 Wyszło słońce 2020-05-29 17:51 Tęga inwestycja 3 2020-05-29 17:09 Policjanci zatrzymali ciężarówkę przeładowaną o 14 ton 2 2020-05-29 16:43 Wystawa z okazji Dnia Dziecka 2020-05-29 16:28 To łamanie kodeksu wyborczego 19 2020-05-29 16:02 Pierwszy tom cyklu „Miłość i inne szaleństwa”. Konkurs dla czytelników 2020-05-29 15:43 Trwa przebudowa ronda w Krościenku 2020-05-29 15:01 Marne widoki na weekend 2020-05-29 14:23 Nowotarskie lisy wyjechały do Mikołowa 3 2020-05-29 13:40 Błoto, mgły, chmury i deszcz 2020-05-29 13:25 GODny. MAJ: MOJA MASKA MENTALNA 2020-05-29 13:00 Kolizja na chodniku z radnym za kierownicą 16 2020-05-29 12:37 Nabici w wirtualne nauczanie - uwaga na telefony 1 2020-05-29 11:40 Turbo-kpina czy tak się odkaża Zakopane? 8 2020-05-29 11:29 W Małopolsce bez nowych zakażeń 2020-05-29 10:54 Bezpieczniej na 62 przejazdach kolejowych 2020-05-29 10:40 Monsignor z zakopiańskiej Księżówki 1 2020-05-29 10:00 Czerwona czapeczka 1 2020-05-29 09:14 Zapił i dachował 1 2020-05-29 09:00 Chodzi lisek koło drogi 4
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

Bojcorka

FILMY TP

Pożegnania

Album TP