Reklama

2019-10-18 20:19:08

Reklama

Blog

Kiedy umiera góral. Część trzecia

Kolejna część niebiańskich przygód Mariana Rzepiskiego. Jak odnajdzie się w rzeczywistości, do której tak skwapliwie dążył?

                                                                                        

1


Kiedy Marian Rzepiski przy pomocy niebiańskiego sąsiada ostatecznie wypuścił spod grafitowej główki ołówka słowo, zamykające treść wniosku, odetchnął z ulgą. Ostatecznie wygrał z brakiem swobody przy dobieraniu słów, a udział w zwycięstwie przypadł i sąsiadowi Sławkowi. – Czytaj – mówi góral i podaje mu kartkę. Sławek, sięgając, odpowiada:

   – Nie bierem ciy za poważnego cłowiyka. Ale dobre, niek bedziy. Boc se Marian! Godom ci to jo, Sławomir Grzywacz, nic dobrego z tyk papiyrów nie wynikniy.

   – Na co mnie twojy godaniy teros po fakciy, kie trzymoys tyn dokumynt w palcak? – mówi Marian, podpierając głowę łokciem wpartym o drewniany fragment stołu.

   – A jakom ty moc urzyndowom widzis w podpisanym papiyrku? Możemy go zaros w piec cisnąć i po sprawiy.

   – Nie mnie tuz takimi – oburza się Marian, strzelając w karku. Nie był przekonany co do wiarygodności sąsiada, choć mieszkali dom w dom od pięciu lat. Człowiek tak ma. Gdy nauczyć się trwać w jednym, uwierzyć w coś zupełnie odwrotnego przychodzi z trudem. Jeśli w ogóle przychodzi. Mariana krępowała wieść o kolejnych niebiańskich latach, które przyjdzie mu spędzić w samotności.


   A było tak:


   Marian, jak co dzień, wypasał krowy na łące do której wiodła udeptana przez lata droga, wypuszczona z lasu, niedaleko którego mieszkał. Zanim jednak określił ziemię pod wypas bydła, musiał przejść przez fragment drogi, do którego przylegała chatka Sławka. Za każdym razem, kiedy Marian wiódł swoje krowy, Grzywacz przyglądał mu się, uśmiechał i machał, jakby przed momentem strzelił szóstkę w lotka.

Dla Mariana było to podejrzliwe. Nie potrafił przypomnieć sobie dnia, kiedy Sławek taki nie był. Stąd postanowienie o wyznaczeniu granic, które popełnili na opalonej kartce papieru. Marian chciał ustosunkować sprawę, tym bardziej że spodziewał się rychłego przybycia żony. Spodziewał się, choć przy porannym wypasie krów, kiedy niebo dla fotografów staje się złotą godziną, doskonale barwiącą i nadającą zdjęciom tę magiczność, której nie sposób złapać w ciągu dnia, usłyszał głos Boga, który oznajmił mu, że przez kolejne dziesięć lat będzie uprawiał ziemię sam. Wprawdzie to były dobre wieści, ale choć ludziom po drugiej stronie, żyjącym na świecie wydaje się, że tęsknota za żoną, mężem, synem, córką, rodzicami lub dziadkami działa w jedną stronę-wcale tak nie jest; tęsknią obie strony.

Dla Mariana słowa o kolejnych latach samotności były przygnębiające. Dziwna sprawa mówił, leżąc na łące, próbując wbić sobie pomiędzy zęby źdźbło trawy. Im się wydaje, że nam lepiej jest. A nie jest.

Dobrze, nie ma tu podatków, nie ma głosowań na to, kto ukradnie mniej, a większość ludzi wydaje się dobra. I podobnie, jak nieistniejąca w Niebie choroba, toczył go rak samotności. Z jednej strony chciał mieć wszystkich po tej stronie, z drugiej pragnął jedynie znów dotknąć swojej żony. Chciał, żeby dzieci się zrealizowały, żeby zebrały zasłużone od życia cięgi i żeby przeżyły swoje, zanim trafią do Nieba.

   Nie pragnął wyznaczania sąsiedzkich granic. Należał do tych dobrych. Gdyby zaszła potrzeba, przepuściłby Sławka. Choć skorość niektórych do podobnych postaw – jeszcze na ziemi – graniczyła z niedzielnym cudem i ławką pustą od wiejskich meneli. Przyzwyczajenie pchnęło go do zapytania złożonego na dłonie Sławka, dotyczące możliwość wyznaczenia granicy drewnianymi palikami. Ten zdziwił się na jego słowa i stwierdził, że to, co stanowi własność jego i rodziny, może też być wartością dodaną dożycia Mariana. Oznajmił Marianowi, że jeśli ten chce przejść z bydłem w miejscu, w którym chce, niech to zrobi. Co moje, jest twoje – mówiły oczy Sławka, odpowiadając na pytanie Mariana.

Ten jednak przywołał na twarz ten sam posępny grymas, z którym przyszedł.

   – Fcem mieć tona papiyrze. Nie pytoj cemu.

   Więc Sławek nie pytał.

Teraz siedział przed Marianem,trzymając w palcach prośbę o zgodę na wyznaczenie granic ziemi. Spodziewał się twardej reakcji. Jednak nie karcącej. To była dobra strona nieba – mogłeś się pomylić na skalę światową, niemniej wszystko uchodziło płazem. Każdy zdawał się rozumieć.

Sławek spędził w Niebie dziesięć lat, zanim dołączyła do niego małżonka. Pierwszy z synów pojawił się siedemnaście lat później. Drugi, jak mówił Sławek, szczęśliwie jeszcze próbuje pokazać, że ze wszystkim da sobie radę sam.

Nie nazywał go głupcem. Po prostu miał inne podejście do sprawy. Młody był tam, gdzie był. I choć przybyło mu lat od ich ostatniego spotkania, nadal próbował zrobić wszystkie rzeczy świata po swojemu.

– Jako se fces. Godom Ci – i bez tego mozes paść po moich kawołkak. Dyjści siy nic nie staniy, kie twojy wleziy na mojy. Przeciy to nase. Jesce ześ siy nie naucył? – pyta Sławek.

– Dziś tak godos, a jutro bedziy inacyj. Zminiys zdaniy i bedziy zwada.

– Przeciy jo ni mom zamiaru zdanio zmiyniać. Ty musis zrozumiyć. Co mojy, to twojy. – Sławek rozkłada bezwładnie ręce. Kartka wysuwa się z jego palców i ląduję w garnku rosołu, który Marian skrzętnie gotował przed południem, wciąż rozmyślając o treści pisma.

Marian jednak, młody stażem obywatel Nieba, najwyraźniej tego nie rozumiał. Czym było to? Braterską miłością? Chęcią dzielenia się tym, co wpisuje się w ramy moralności, która – przynajmniej na ziemi: rozrastała się do wymiarów bańki, która mogła zalać całą planetę? W Niebie było inaczej: każdy próbował zrozumieć drugiego, nikt nie wytykał mu błędów – dobrze znając swoje – nikt nie odważył się odpowiedzieć brakiem odwagi na słabość drugiego. Niego wcale nie było lepsze od Ziemi. Ludzie tak samo upadali. To czyniło, ostatecznie, z dziewczyn – kobiety, a z chłopców – mężczyzn. To Niebo ostatecznie określało, czy człowiek ma w sobie wystarczająco miłości, czy nie. Niebo ostatecznie – dla każdego i po swojemu – rozdawało miejsca, zadania i pozostawiało sobie furtkę do użycia każdego, kto stanowi o lokatorach Nieba.

– Nie wypijyme dziś – mówi Marian.

Sławek spodziewał się takiej odpowiedzi. Pragnie wyjść, pobiec do swojego domostwa, wypić szklankę piwa i położyć się u boku żony. – Nie wypijyme, bo mnie myncys. Idz ino w chałupe imiarkuj: mojy jest mojy, a twojy – twojy. Ino nos dobre relacjy i jeden drugiymu dobrze ratujom.

Z tą myślą Sławek pchnął oboma dłońmi ciężkie drzwi chaty Mariana i zniknął w ciemności.

Marian, oblepiony światłem rzucanym przez dopalającą się świecę, spojrzał na otulający ją wosk. – Niby tak tu przyjymniy,a telo cicho, co byś muche maszerujoncom stołem usłysoł.

Wstał, przeglądnął się w lusterku przypiętym do ściany, dotknął szczeciny przechodzącą w zarost, machnął ręką i zwalił się na szerokie łóżko. Po kilku chwilach mucha spacerująca po drewnianym stole – gdyby słyszała – mogłaby wystraszyć się chrapania mężczyzny.


2


Dni czekania przerodziły się w miesiące, a te – w lata. Dla Mariana czas nieubłaganie się dłużył. Największymi potworami rodziły się te, które wypełniały wieczorną ciszę. Kiedy złapał się na tym, że popija coraz więcej czystej, spróbował znaleźć sobie inne zajęcie. I tak w ciągu pięciu lat stał się jednym z najczęściej odwiedzających niebiańską bibliotekę. Wszystko zaczęło się od wysłużonego egzemplarza z naderwaną i umiejętnie sklejoną okładką Hemingway’a, gdzie wśród rzędów liter nie tworzących przed oczami niczego sensownego, co Marian rozumiałby w stu procentach. Może gdyby umiał lepiej czytać, znalazł miłość i wojnę. Składną historię, z której może i niewiele wyniósł, ale zaopatrzył się w to, co niezbędne – w nadzieje.

To pomagało mu wytrwać aż do dnia, w którym znalazł leżącą przed drzwiami przesyłkę. W sercu koperty widniała pieczęć niebiańskiej administracji.

Marian otworzył drzwi i zniknął za progiem.

W kuchni wybrał odsunięte krzesło i zerwał nożem pieczęć. Wyjął złożoną potrójnie kartkę. Rozłożył ją staranie na stole,prostując wierzchem dłoni zagięte fragmenty.

List rzeczywiście dotyczył wniosku,który przed laty Marian i Sławek popełnili.

 

Szanowny Panie,

Uprzejmie informujemy, że w Niebie nie istnieje coś takiego jak własność prywatna – z poszanowaniem konkretnych zasad. Stąd zarząd nie wyraża zgody. Czyli odmawia. Znaczy: nie będzie żadnych płotów. To pierwsza kwestia.

W drugiej – równie uprzejmie,co poprzednim razem – informujemy, że podobnie jak nie istnieje własność prywatna, Niebo nie utworzyło także demokratycznie wybranego zarządu, czyli osób, z którymi próbuje się Pan skontaktować. Stąd nie ma czegoś podobnego jak administracja nieba. Została powołana czasowo. W zasadzie: żeby odpowiedzieć na otrzymany przez nas wniosek.

               Dziękujemy i życzymy miłego pobytu,
Niebiańska Administracja

Marian wprawdzie puścił w niepamięć zapędy do wytyczania granic, ale im bardziej zbliżał się termin przybycia żony, tym bardziej pomysł ten w nim odżywał. Oswoił się z życiem w Niebie, nie mogąc oswobodzić z ziemskich nawyków. Tamto życie jednak coś w sobie miało.

Teraz gruchnęła na niego informacja o tym, że płoty nie staną, a działka pozostanie w takim stanie, w jakim jest.

Marian nie mógł tego przełknąć. Przecież całe życie starał się coś zmieniać. Nie znaleźć pracy wokół domu czy w nim samym to tak, jakby wykupić wczasy na pustyni i nie zobaczyć piasku. Rozumiał kwestię niebiańskości budowli. Niezniszczalność materiałów nie pozostawała mu obojętna. Wręcz przeciwnie. Przyjemnie było odpocząć od ziemskiej tułaczki. Ale żyć tak przez lata? Próbował odnaleźć się w tej rzeczywistości. Podobnie jak dziecko prowadzone do przedszkola, potrzebował kogoś, kto nada kierunek i rytm jego krokom.

Dostrzegał to także Sławek.

Starał się być dla Mariana kimś w rodzaju przyjaciela, ale ten był uparty i nie dopuszczał do swojego niebiańskiego życia nikogo. Sławek dobrowolnie przesunął się do innego szeregu. Postanowił być oparciem dla Mariana wtedy, kiedy będzie naprawdę ciężko. Przyszedł czas – stwierdził, że musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Więc wziął schłodzoną półlitrową butelkę wypełnioną po brzegi gryzącym płynem.

Gdy zaszedł do chatki Mariana, słońce niespiesznie chowało się za horyzontem. Gdy z niej wychodził, kluczył w mroku, robiąc to tak umiejętnie, że nie zbudził śpiącej żony, kiedy wsunął pod kołdrę pokryte gęsią skórką nogi.

Nasunął na siebie przykrycie, zamknął oczy i wziął kilka głębszych wdechów. Chwilę później już spał.


***


Przy czwartym rozdaniu Marian poczuł wyraźne ciepło rozlewające się po wnętrznościach. Oczywiście w Niebie samogon był nielegalny. Inaczej: był legalny, ale w określonych ilościach. Marian czuł, że tego wieczoru wcale nie będzie się rozchodziło o ilość, ale o jakość. A tej Sławkowi odmówić nie mógł.

– I co, Marianku, grzejy kapke a i nasercu siy robi lzyj?

– Prowde godos. W dodatku naturalne, bez zodnyk ulepszacy – odpowiada Marian.

– To co, jesce dwa rozdania izamykomy interes?

Marian drapie się za uchem. – Cy jowiym? Troche ześ siy przeciy namyncył przy produkcji, bo taśmowo tego nie robis, ba może pasujy usanować robote i łopróźnić flaske?

Sławek rozlał kolejną kolejkę.

– Kolygo, powiym Ci ze mos zdrowiy. Ai my tak jesce łokazji siednońć ni mieli – mówi.

– Tys prowda. Ta może i były, może nawet niejedno, ale ni mogem siy za barz łozpaczyć po tym Niebiy, a i mojyj mi brakujy – mówi Marian. – Niby tu wesoło, a jednak cujym jak łod środka sknem. Kurcemsiy w takim casiy, jako i zawartość tyj flaski – dodaje.

Sławek mimowolnie wybuchnął śmiechem, biorąc odpowiedź sąsiada za żart. Czuł na sobie spojrzenie Mariana, więc szybko obezwładnił śmiech do takiego stopnia, aż stał się ponury. Kiedy już zupełnie przestał, odchrząknął, poprawił się na krześle, po czym powiedział: – Mnie całe zyciy przeleciało przed łocami. Paczołek na niy ze strony robiącego w doma i we wsi chłopa. Swojy zrobiyłek, swojy zarobiyłek, swojy po sobiy zek zostawiył. Ale całe zyciy cosi za mnom łazi i septo: „ To nie to, to nie sićko co mos zrobić”. Nawet teros, jak tu siedzimy – Sławek zdobył się na odwagę, obudzony swoją reakcją na słowa Mariana. Postanowił podzielić się z nim czymś w zamian. Żeby było po równo. Albo z potrzeby serca. Nikt nigdy tego się nie dowie. Poza Marianem, który zapamięta to wyznanie na długo.

– Jo tys to mom – odpowiada Marian. – Całe zyciy niby sićko przerobione, a tu jednak z tyłu głowy cosi siedzi i dogadujy. – Sieknijmy jesce po jednym – proponuje, wykładając dłonie na stół. – Przyniesem syra, zagryziyme co pod tom flaske – mówi, po czym wstaje i, ze wciąż przylepionymi do stołu dłońmi, odwraca głowę w kierunku pieca. Wysypują się z niego strzelające iskrami niedopałki drewna.

Sławek prawie wybuchnął kolejną salwą śmiechu. Rozbawił go fakt, że sąsiad pali w piecu w środku lata. Ale zanim zdążył choćby uśmiechnąć się – z wysypanych niedopałków buchnęły języki ognia, sięgające samego sufitu. Po chwili z płomieni wyłoniła się sylwetka mężczyzny ubranego w zbroję lub coś, co i Marianowi, i Sławkowi ją przypominało.

Wyraźnie dostrzegali kontur zbroi, w szczególności hełmu, ale zdziwienie i alkohol mieszały im zmysły.

– Serek do wódeczki? Nie, nie. To nie jest najlepsze rozwiązanie – odezwała się postać ulepiona z ognia. – Przynosi więcej złego, niż dobrego – dodała po chwili.

Marian i Sławek wpatrywali się w siebie, oniemieli. Z letargu pierwszy wyrwał się Marian nakazując sąsiadowi ruchem głowy schować flaszkę. Sławek wystrzelił ręką jak z procy, objął dłonią szyjkę butelki i szarpnął w swoją stronę. Zanim szkło zniknęło za plecami, zawartość rozlała się po stole.

Sławek wrócił spojrzeniem do Mariana.Ten wpatrywał się w niego tępo i wycedził przez zaciśnięte zęby: – Kieliszki!

– Spokojnie, Panowie – odezwał się gość. Języki ognia tańczyły wokół postaci. – Ja nie w tej sprawie – dodał. –Możecie usiąść, to nie część objawienia. Przynoszę wam ostateczne powołanie.

– Ostateczne powo… - zająkuje się Sławek. – Powołanie?

– Tak, dzielni wojownicy. Ostateczne spełnienie. Przystąpicie do walki – oznajmia gość.

Marian ściąga brwi ku sobie. – Walki?Jakiej znowu walki? – pyta.

– Dołączycie do armii wysłanej na ostateczną walkę dobra ze złem – słyszy w odpowiedzi.

Drapie się za uchem. Robi krok w stronę przybysza.

– A mozes ty do mnie godać tak,jakbyś godoł do prostego cłowiyka, a nie do łocytanego, po skołak?

Z ognia bryzgnęły iskry, przykrywając wierzchnią odzież Mariana. Niektóre z nich przepaliły materiał, a ich ciepło dało dać o sobie skórze. Marian cofnął się o wcześniejszy krok i zaczął rozmasowywać powieki.

Przez moment był pewny, że samogon Sławka jest chrzczony. W innej chwili głęboko wierzył w to, co widział. Tutaj, w Niebie, rzeczy, o których śni się na ziemi, są możliwe. Wiedział o tym i w końcu zaakceptował ten fakt. Otworzył naświetlone oczy, starając się wyłapać wzrok Sławka. W końcu go odnalazł. W tej jednej chwili tęsknił za nim bardziej niż kiedykolwiek. Od momentu, kiedy znalazł się w Niebie, nie tęsknił za niczym mocniej. Jedynie za żoną. A w praktyce, jej obecnością. Spojrzał w oczy Sławka i przeglądnął się w nich. Sąsiad myślał w tych samych kategoriach. Wzrok zdawał się mówić: „Tak,jesteśmy w Niebie, tutaj to normalne. To nie kwestia samogonu”.

– Prosty człowieku! – wykrzyknęła postać.– Zostałeś włączony do armii. Twoim zadaniem jest udział w ostatecznej bitwie pomiędzy dobrem a złem. Dostąpiła Cię godność i błogosławieństwo. Staniesz naprzeciw najbardziej niegodziwej i złej siły. Mężnie i z dumą postawisz się samemu Szatanowi. I oddasz Bogu, co boskie, uginając się pod hordami zaciekle walczących sił piekielnych. Ostatecznie zatryumfujesz.

Marian stał jak wryty. Zupełnie nieświadomy tego, że Sławek stracił równowagę; wsparł się na wygięciu krzesła,po czym na nie klapnął z głową spuszczoną w dół.

Kiedy przechylił głowę i zorientował się, że Sławek ciągnie ostatkiem sił i, prawdopodobnie dzięki samogonowi, nie stracił przytomności, ominął moment, kiedy postać z płomieni zniknęła. W ułamku sekundy jego umysł zarejestrował, jak zjawa kurczy się wraz z płomieniem ognia i znika w piecu, niczym w zamkniętej szkatułce.

Niedopalone drewno zgasło, wypuszczając ostatnie kłęby dymu.

Chwilę później Marian usłyszał trzaśnięcie drzwi i obserwował ich ostatnie podrygiwania, aż poddały się framudze.


3


Sławek obudził się jak zwykle przed piątą. Wysunął nogi spod nakrycia i wyszedł z sypialni. Ominął pokój syna, nacisnąłk lamkę drzwi i wyszedł na zewnątrz. Wypuścił z płuc wstrzymywane powietrze i odetchnął głęboko.

To, co zdarzyło się wczoraj nie powinno mieć miejsca – przeszło przez jego myśl niczym gwałtowny piorun. Nie powinniśmy tyle wypić, tym bardziej że stało się coś, o czym mówić, to sztuka – podsumował w swojej głowie. A kiedy wpatrywał się w ostatni stopień schodów wypuszczających wychodzącego z domu w nieogarnioną przestrzeń, usłyszał, jak u Mariana otwiera się chatka.

Potem zanotował nieprzyjemny odgłos towarzyszący wymiocinom wzbierającym do wybuchu – i choć nie chciał tego słyszeć, jemu samemu żołądek podszedł do gardła. Na szczęście zdławił wymioty.

W końcu znaleźli się wzrokiem.

Marian i Sławek w gaciach podbiegli do siebie, wcześniej podnosząc rękę, i się objęli. Jeden przepraszał drugiego, drugi robił to samo względem pierwszego. Oczywiście wina poszła na samogon, bo przecież płyn sam wlewał się do gardła, po czym, zupełnie niepogodzeni z rzeczywistością, usiedli obok siebie. Pierwszy odezwał się Marian:

– To cyste wariactwo. Jo przeciy nojwyzyj na zabawiy chłopa w kufe szczelył, a mom siy bić z siyłami ciymności? –zapytał.

Sławek nie odpowiedział. Przez chwilę trwali w milczeniu. Podobnie przerwał je Marian:

– Za wartko to sićko. Nie rozumiym nica nic.

– Tys mom tom zagwostke. Jak to siystało? Kie? Cemu tak a nie inacyj? Cy dobrze boce? Kielo zek wypiył? – mówi. – Jako zek wstoł dusno mi.

– Myślis ze nom co wiyncyj pedzomprzed tom całom bitwom? – pyta Marian.

Sławek podnosi barki. A kiedy zaczyna artykułować słowa, zrywa się silny wiatr. Szarpie ich odzieniem i zabiera wypowiedziane słowa. Sławek odwraca się plecami, uginając nogi w kolanach. Marian osłania oczy ręką. W końcu wiatr traci na sile, a jego podmuchy z atakujących lwów stają się delikatnym muśnięciem pierza. Ten pierz muskał ich twarze, kiedy dwaj mężczyźni, jeden z ugiętymi kolanami, drugi zasłaniający oczy usłyszeli głos: „Już czas. Wstańcie, dzielni wojownicy, już czas. Waszą zbroją krzyż, a mieczem różaniec”.

Marian spojrzał na Sławka, który się uśmiechał.

– Sićko rozumiym. Ale za nic w świeciy nie wiym, jak splątać złego różańcem.

  

 

KONIEC

 

Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • USŁUGI | inne
    ODŚNIEŻANIE POSESJI tel. 889 16 36 86
  • MOTORYZACJA | inne
    Usuwanie wgnieceń z karoserii PDR bez lakierowania.. 721275741www.autousuwaniewgniecen.pl
    Tel.: 721275741
    WWW: www.autousuwaniewgniecen.pl
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    LOKAL DO WYNAJĘCIA od 01 grudnia 2020 n.p. na biura, kancelarie. 1 pomieszczenie ok. 10 m2, II piętro w budynku biurowym "TESKO" TKGK sp. z o.o. ul. Szymony 17 a, Zakopane, tel. 18 20 25 620.
  • KANCELARIE PRAWNE
    KANCELARIA PRAWNA "REALNOŚĆ" - 30 lat praktyki, biegła obsługa w języku angielskim: prawo rodzinne, spadkowe, uzyskiwanie i potwierdzanie polskiego obywatelstwa, inny zakres wg uzgodnień, telefon: +48601488071 (whatsapp), realnosc@kki.pl www.realnosc.eu
    E-mail: realnosc@kki.pl
    WWW: www.realnosc.eu
  • USŁUGI | budowlane
    KOMINKI, PARAPETY, SCHODY MARMUROWE, NAGROBKI. KRÓTKIE TERMINY. 601 958 378 Tel.
  • ZDROWIE I URODA
    GABINET KOSMETYCZNY i GABINET MEDYCYNY NATURALNEJ - Zakopane - 603 093 547.
  • USŁUGI | budowlane
    TYNKI MASZYNOWE, CEMENTOWO-WAPIENNE, GIPSOWE. Zapewniamy własny materiał. Wysoka jakość i doświadczenie. Szybkie terminy realizacji. 572 090 568.
  • POŻYCZKI
    PROMOCJA!!! GOLD CENT FINANSE W OFERCIE POŻYCZKI POZABANKOWE NA OŚWIADCZENIE DLA OSOBY O UMOWĘ PRACĘ, UMOWA ZLECENIE, EMERYTURA, RENTA, ROLNIK, DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA. ZADZWOŃ DORADCY T- 694 567 002 .
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Zdecydowanie DOM lub PENSJONAT W ZAKOPANEM. 666 535 535.
  • SPRZEDAŻ | różne
    Sprzedam NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzory: jarzębina i parzenica (60/80), krokusy. GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY JUHASKIE. CHODNIKI TKANE NA KROŚNIE. Tel. 793 887 893
  • SPRZEDAŻ | maszyny, narzędzia
    Sprzedam: PŁUG KONNY jednoskibowy, tel. 793 887 893
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Kupię DOM DREWNIANY, ew. MIESZKANIE, GOTÓWKA, tel. 793891486
  • PRACA | dam
    Zatrudnię ASYSTENTKĘ STOMATOLOGICZNĄ/HIGIENISTKĘ - Zakopane - 604 232 488.
  • USŁUGI | budowlane
    Tynki maszynowe cementowo-wapienne, gipsowe. Atrakcyjna cena. 669790376
    Tel.: 669790376
  • NIERUCHOMOŚCI | pośrednictwo
    Obsługa domków i apartamentów. 788 633 633, www.zarzadzanieapartamentami.info
    WWW: www.zarzadzanieapartamentami.info
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Zatrudnimy: POMOCNIKÓW oraz tynkarzy, stolarzy, malarzy, dekarzy. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 2-3 tyg. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
2020-12-04 23:31 WIECZNA ZAGŁADA POLAKÓW W PANDEMII  2020-12-04 22:30 Radny odpowiada wójtowi 2020-12-04 21:58 Zakochany dzik 2020-12-04 21:15 Drogi księże profesorze 1 2020-12-04 20:30 Policyjne kontrole na stokach narciarskich także w powiecie tatrzańskim 3 2020-12-04 20:25 Spory ruch na zakopiance 2 2020-12-04 19:45 Szef Solidarności twierdził, że hotele są zamknięte. Hyrny jednak jest otwarty 7 2020-12-04 19:00 W Czarnym Dunajcu już świątecznie 1 2020-12-04 18:15 Bitwa z wysypiskami śmieci 2 2020-12-04 18:00 Żegnamy Lucjana Starzaka 2020-12-04 17:30 Halny w nocy nieco osłabnie. Na Kasprowym wiało ponad 160 km na godz. 2020-12-04 17:05 Dwa prawka w pół godziny 2020-12-04 16:45 199. Wieczór na Harendzie 2020-12-04 16:36 Policja na deskach 2020-12-04 16:00 Zafajdana droga 2020-12-04 15:51 Choinka czyni złodzieja 2020-12-04 15:47 Kupiła zabawkę za 25 złotych zapłaciła… 10 tysięcy 2020-12-04 15:29 Kierowca „pod wpływem” potrącił kobietę 2020-12-04 15:15 W tym roku kolędy nie będzie 4 2020-12-04 14:46 Pandemia pandemią - do Świąt przygotować się trzeba 2020-12-04 14:20 Prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie tęczowej flagi na Giewoncie 8 2020-12-04 14:15 Zobaczył kluczyki w stacyjce to pojechał. Grozi mu 5 lat więzienia 1 2020-12-04 13:45 Jaja górala za 18 złotych 8 2020-12-04 13:23 W Zakopanem dekoracje świąteczne w przyszłym tygodniu 5 2020-12-04 13:00 Namierzyli oszustkę metodą "na policjanta" 2020-12-04 12:50 Wiktorówki pszczelarskie 1 2020-12-04 12:15 Śnieg znika w oczach 1 2020-12-04 12:09 Grudniowe koncerty z nowotarskiego MOK 2020-12-04 12:00 CRISTINA PRZY PLACU NIEDPODLEGŁOŚCI ZAPRASZA 2020-12-04 11:54 Na Mikołaja od MOK Nowy Targ 2020-12-04 11:49 Opel na kolizyjnym kursie 4 2020-12-04 11:30 Hydrant w tarapatach 1 2020-12-04 11:14 Wiatr wyłamał wrota na budowie 1 2020-12-04 10:45 W sobotę ruszają kolejne stacje narciarskie 4 2020-12-04 10:27 30 nowych zakażeń na Podhalu, w Polsce ponad 13 tysięcy 2020-12-04 10:00 Szkoła z wyobraźnią 2020-12-04 09:38 Zapadła decyzja w sprawie handlowej niedzieli 2 2020-12-04 09:15 Trwa komisja urbanistyki 3 2020-12-04 09:00 Halny rozrabia 2020-12-04 08:00 Wylot z wnętrza góry 4 2020-12-03 22:00 Kto był pierwszy: Wiadro... a może drzewo 3 2020-12-03 21:44 Kochany Zdrój 6 2020-12-03 21:20 Podsumowanie Wirtualnego Biegu Sztafet 2020-12-03 21:00 Sale gimnastyczne? Może kiedyś 2020-12-03 20:15 Jeśli nie Tatry to może… Beskidy (ZDJĘCIA) 2020-12-03 19:50 Wilki na Luboniu 2020-12-03 19:30 Podhalańskie Dni Trzeźwości 2020-12-03 18:46 Gdy 100 lat to za mało 2020-12-03 18:00 Będzie park linowy 2020-12-03 17:45 Ekspertyza tragedii
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2020-12-04 23:25 1. Obecna władza nie daje rady. Problem pojawił się od ostatnich wyborów! 2020-12-04 22:48 2. jesteście z lekka niedoinformowani, z tego co wiem Arena Narciarska Jaworki też rozpoczyna sezon w sobotę.... 2020-12-04 22:41 3. im więcej słyszę o nowych "rozporządzeniach" dotyczących otwarcia stacji narciarskich, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że rządzą nami debile. Teraz już każą dezynfekować dojścia do bramek (czytaj śnieg). A czemu to nie każecie czarnej mafii dezynfekować ławek, klęczników i ścian co 15 minut? Czyżby u nich nie było wirusa. Przecież nawiedzeni łykają wafelka bez masek i plują na wszystko dookoła. Skoro już dopchaliście się do koryta, to trzeba zacząć trochę myśleć, a nie ślepo wykonywać rozkazy braci starszych w wierze. Skutecznie wywiązujecie się z obowiązku zniszczenia polskiej gospodarki. 2020-12-04 22:05 4. Pięknie i prawdziwie napisane o Księdzu Profesorze przez prawdziwych górali miłujących prawdę i ślebodę. Dziękuję. 2020-12-04 21:53 5. niech se jadą do galeri czy kośocioła a nie na stok gdzie ludzie ubrani i zabezpieczeni przed wirusem jak komandos przed kulą . 2020-12-04 21:49 6. Dla mnie to chora sytuacja, albo walczymy z pandemią albo to olewamy, albo wszystko zamknięte i przestrzegamy to co nam premier narzucił albo się zarażamy 2020-12-04 21:46 7. To będzie sylwester marzeń czy nie? Nie wiem czy się uzbroić czy nie? 2020-12-04 21:34 8. Jadą w delegacje,jedni do kozy inne do capa... 2020-12-04 21:26 9. tow przewodniczący S niech pilnuje swojego kałacha z pod radiokomitetu ze stanu wojennego 2020-12-04 21:25 10. Przecież na bookingu są te które w dalszym ciągu wynajmują i nie ważne dla nich służbowe czy nie Podsuwają oświadczenie żeby podpisać ze przyjazd służbowy. Śmieją się z innych bo teraz mniejsza konkurencja i maja się dobrze.
2020-11-22 13:52 1. Turystka tak jak ty swojej dewocji...? tak pytam.... 2020-11-19 15:00 2. Tygodnik poświęca zbyt wiele uwagi temu tak zwanemu strajkowi. Policja powinna była niezwłocznie odblokować skrzyżowanie, używając w razie potrzeby środków przymusu bezpośredniego. To skrzyżowanie zbyt ważne dla bezpieczeństwa mieszkańców Zakopanego aby pozwalać na lewackie ekscesy. Wszyscy uczestnicy nielegalnego zbiegowiska powinni zostać wylegitymowani, a odpowiednie wnioski należało skierować do sanepidu. 2020-11-17 04:55 3. DEMON stracja 2020-11-15 21:40 4. a moja Zoha jak jej nie grzmotnę z rana,to cały dzień chodzi wściekła.Może to i tym z tymi piorunami na gębach by sie to spodobało? I przestały by latać po ulicach i przeklinać. 2020-11-14 23:03 5. Organizatorka zakopiańskich protestów chwali się w wywiadach, że dokonała aborcji. Ot karierę zrobiła w zepsutej warszawce. Teraz choćby darła się z całych sił, sumienia nie zagłuszy. 2020-11-14 16:09 6. do protestujacych "kobiet"- urodzenie zdrowego dziecka nie gwarantuje jego zdrowia i pełnosprawnosci , nie ma gwarancji ze po dziecko mając pół roku/rok/parę lat nie dowie sie że ma wady gentyczne, nieuleczalna chorobę, etc. Bezlitosne jest więc to strajkowanie a raczej błaznowanie na skrzyzowaniu ulic ze chore dzieci maja isc do piachu .... 2020-11-12 20:02 7. Do Tadeo Tak właśnie jest górale i nie tylko biją swoje kobiety. Żeby nie było, że tylko podhale jest takie. Władza w zakopanem nie chce zaś wprowadzić ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie - czyli władza wybrana przez ten lud jest za przemocą w rodzinie. To takie proste. 2020-11-12 15:24 8. Idom se owiecki, idom se barany, idzie se za nimi juhas porubany. Porubano głowa, porubane plecy.Kaz go porubali? - Przi dziewcynie w nocy! Owiecki, owiecki, nie syćkie som moje, przydzie św. Marcin , kozdy biere swoje. Te moje owiecki pieknie sie mi rojom, z wiyrska ku dolinie, bo sie zimy bojom. Hej! 2020-11-11 02:35 9. Nie do wiary! Jasiek Bułecka tyz zgłupioł, cy jako? 2020-11-10 20:04 10. Wreszcie można oko zatrzymać dłużej, dzięki. A Zespołowi życzymy dalszych sukcesów!
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

Pożegnania

Bojcorka

FILMY TP

Album TP