Reklama

2020-04-12 20:10:00

Blog

WiRUS. Część pierwsza

Tekst przeznaczony dla dorosłych, co się mieni opowiadaniem. W sumie normy spełnia.

1. Preludium



Z wolna wydmuchując dym, tępo wpatrywałem się w końcówkę żarzącego się papierosa. Drewniany fotel, który dosunąłem do stolika, zazwyczaj skrzypiał. Tym razem było inaczej.

Dom odgradzający mnie od świata. Cztery ściany, pomalowane na biało, dywan, stolik, a na nim popielniczka i opróżniona do połowy butelka wódki. U końca jednej z nóg fotela stała szklanka, do połowy wypełniona przeźroczystym płynem.

Pół godziny temu odebrałem telefon, który zmienił całe moje dotychczasowe życie. Jak się okazało nie tylko moje. Dziesięć minut wcześniej wziąłem spory zamach i rzuciłem o ścianę. Nie, nie szklanką z wódką – przecież nadal stoi wygodnie na dywanie. Rzuciłem telefonem. Kilka sekund temu tego pożałowałem. Chciałem zadzwonić do Haliny. Zapytać, czy wszystko w porządku. Przy okazji pochwalić się, kilkoma świeżo napisanymi stronami. O wódce chciałem przemilczeć. Przynajmniej do jej powrotu. Wtedy nie będzie sensu nic mówić. Albo zrozumie moją ciężką dolę, która teraz jawiła się jako nie do zniesienia, albo całej sprawie łeb utnie kilkuminutowe wysłuchiwanie filozofii, jakoby używki wcale nie pomagały w twórczość, a wręcz ją spowalniały. Sugestia, że siedzę na dupie od trzech miesięcy i tylko wynoszę do kosza kolejne opróżnione puszki, zamiast wykorzystać czas z alkoholem, padała zazwyczaj gdzieś pomiędzy drugą a trzecią minutą. Na koniec zostawiała najlepsze. Statystyki. W ciągu trzech miesięcy mogłem zarobić sześć tysięcy złotych, a wliczając to koszt alkoholu rzekomo podnoszącego poziom twórczości – zostałoby mi na kolejne trzy miesiące nicnierobienia i wlewania w siebie tanich i tych najtańszych specyfików. Właśnie taka była moja Halina aż do chwili, kiedy z impetem otworzyła drzwi i pojawiła się w progu. Prawa ręka wyłoniła się płynnym ruchem zza biodra i moją stronę poleciały kluczyki. To w niej lubiłem – nie rzucanie kluczykami, ale skuteczność, z jaką to robiła. Zamknąłem je w swoich dłoniach, tworząc kulę i odetchnąłem. Stracić tyle dobrego alkoholu przez nonszalancję i brak wyczucia u własnej kobiety – przecież to parodia parodii, przeszło mi przez myśl. Wygiąłem wargi w uśmiechu, co skwitowała podobnym, pełnym pogardy uśmiechem. Usta kobieta to potrafią. Mówią nawet wtedy, kiedy nie artykułują słów.

– Te kluczyki miały coś znaczyć? – pytam, unosząc przy tym zupełnie nieświadomie brwi. Zawsze, kiedy coś mnie zaskakuje. A rozszyfrowanie myśli kobiety w szybkości, z jak być może zrobiłby to Snowden, nie przychodziło mi łatwo. Tak naprawdę, wcale nie udawało się tego zrobić. Dlatego spasowałem, podniosłem się z kanapy do pozycji siedzącej, starając się opanować brwi.

– Dwa tygodnie, Janusz. – Jest źle, przemknęło mi przez myśl. Jest naprawdę źle. W dodatku nie wyczułem momentu i nie schowałem flaszki w niewidocznym miejscu. – Dwa tygodnie temu – podniosła ostentacyjnie palce, wizualizując, ile czasu minęło – prosiłam, żebyś wpakował się w to cholerne volvo i zrobił zapasy na podstawowe rzeczy. Przecież czytałeś, czym ciągle żyją najpopularniejsze portale informacyjne. Ale nie, Janusz, ty jesteś pan pisarz, ty nad książką pracujesz, ty wielkie pieniądze zarobisz – mówi.

– Halinka, no ale na co ty mnie te kluczyki dajesz?

– To jeszcze śmiesz zapytać o powód?

Rusza rytmicznie w moją stronę. Jej długie sarnie uda wyraźnie się napinają, a ramiona torebki swobodnie ulatują w kierunku dłoni, która zamyka się w pięść.

Torebka, z całą swoją zawartością, przykleja mi się do policzka i odrzuca głowę do tyłu.

Przez chwilę jestem zamroczony, ale kiedy wracam do rzeczywistości, uświadamiam sobie, że dzisiejszy drugi fragment przeżywanej u niej rutynowo złości nie będzie tak bolesny. Potem dociera do mnie, że siedzę na tym krześle, z krwią kapiącą na podkoszulek, jak na pieprzonym przesłuchaniu. Halina zdawała się dopiero rozkręcać. Kontem oka zauważam, że szykuje się do kolejnego uderzenia.

Zamknąłem oczy.

Torebka nie spadła na twarz. Znalazła swoje miejsce niedaleko krzesła.

Halina opadła bezsilna na sofę. Wtuliła twarz w dłonie. – Nie wiem, co będzie, Janusz. Przecież Ty nawet zasiłku nie dostajesz. – To był ostatni, wieńczący kłótnię etap, który mocno kąsał mnie po skórze – Ciągle tylko książka i książka. Powiedz, ile ty tego masz? Połowę, chociaż? – W milczeniu opuszczam głowę, chowając wędrujące do góry powieki. Połowa to byłoby coś, przyznaję w myślach. – W robocie wlepili mi, przynajmniej na razie, sześćdziesiąt procent wypłaty, nazwali to postojowym. Mieszkanie? Czynsz? Śmieci? Kto za to wszystko zapłaci, Janusz, powiedz ty. No kto?

Zdążyłem już w pełni dojść do siebie. Widok leżącej u moich stóp torebki napawał mnie przerażeniem.

– Weź się kobieto, uspokój – mówię. – To po prostu coś nowego, z czym sobie jeszcze nie radzili. Wszystkie inne nieznane choroby miały nas zabić. Nie zrobiły tego z prostej przyczyny. Człowiek, który narobił syfu przekopie każdy kanał, żeby go znaleźć. Bez względu na ciśnienie, z jakim go spuścił. A że przy okazji od syfu ludzie umierają, kogo to obchodzi. Oczywiście dzisiaj wszyscy się jednoczą. Ale pamiętam jedno takie zjednoczenie, które nie miało prawa nie wypalić. Śmierć polskiego Papieża. Tak zjednoczyła, że Papież umarł, a o odznakę szeryfa w mieście kłócą się po dziś dzień.

Podniosła głowę, prostując plecy. Wyłamała palce w dłoniach, po czym swobodnie położyła je na udach.

– Nie dąsam się, wiesz?

– Wiem.

– Ale nie myśl o całowaniu, szybkim numerku, czy wolnym numerku, nie myśl o niczym. Pójdę odpocząć, a ty dopij zalegająca za nogą fotela. – Wstała, popierając się dłońmi. Strzeliła w szyi. – Mam nadzieje, że to nie pierwsze objawy – rzuciła.

Powoli znikała na schodach. – Rozpakuj samochód z zakupów. I zacznij dawkować alkohol, bo nie zostało go wiele. Po drzemce chętnie wypiję butelkę wina.

Chwilę później było słychać ciało opadające na łóżko.

Zapasy, zapasami, ale na łóżeczko się w roboczym wykłada, pomyślałem. A potem, zabierając ze sobą plecak, pobiegłem po zakupy.

Na miejscu okazało się, że trudno jest upchnąć dwadzieścia kilo mąki do plecaka. Za każdy uszkodzony egzemplarz, trzyminutowa tyrada? Nie tym razem.

Pozostał tylko papier. Sześćdziesiąt rolek na czas kryzysu powinno wystarczyć. Boże, o ile uszczupliła nasz budżet paniką, pytałem sam siebie. W końcu zamknąłem samochód, obładowałem się papierem i ruszyłem do domu. Po drodze spotkałem sąsiadkę.

– Dobry z ciebie młody człowiek, że tak dbasz o rodzinę. W dzisiejszych czasach to godne podziwu – skomentowała starsza pani w bereciku.

Papier umiejętnie przykrył rozcięcie na moim łuku brwiowym. W końcu wszedłem do domu z ostatnią transzą zakupów. Zastanawiałem się, gdzie to poupycham, czy może Halinka życzy sobie wydzielić jakieś pomieszczenie. Nie mogąc znaleźć logicznej odpowiedzi, wróciłem myślami do spotkania z sąsiadką. Dbam o rodzinę, pomyślałem.

Rzeczywiście. Najlepszym dowodem jest zapas papieru toaletowego. Widać, czasy się zmieniły.




2. Kwarantanna




Pierwszy dzień kwarantanny, w ramach której wychodzenie z domu było solidarnie przestrzegane, był dla Janusza szczególnie ciężki. Przyjemność sprawiła mu jedynie do wpół rozlana szklaneczka whisky oraz poranna drzemka, która nadeszła tuż po śniadaniu z żoną.


***


Janusz, wycierając chusteczką ociekające od tłuszczu wargi i palce, oznajmił o napadzie snu, który dławi go od dziesięciu minut. Pisał do późnej nocy. Albo próbował. Tak czy inaczej, musi odpocząć.

Halina zapytała, czy mogliby porozmawiać o wczorajszym dniu.

Nie musiał odpowiadać przecząco ani się zgadzać. Do głowy wpadł mu pomysł, który ani nie rozeźli Haliny, ani nie zabroni mu spać.

– Heniek dzwonił i ogłosili stan czegoś tam i każą w domach siedzieć. No to się wkurwiłem, ścisnąłem ten mały grat i rzuciłem nim o ścianę. Teraz już wiem, że będzie można kupić, no, niepotrzebne rzeczy, he he, to ta złość nie miała sensu. Przepraszam, Helenka – powiedział, odsuwając wierzchem dłoni talerz wypełniony kośćmi po wędzonych żeberkach.

– Nie potrzebujesz tego zszyć? – zapytała, wyginając twarz w grymasie bólu. – Nie chciałam zrobić ci krzywdy – wyznała.

– Przeżyje – odpowiedział i ruszył schodami na górę.

Przez moment miała ochotę go zatrzymać i zaprowadzić do sypialni za to, co mu zrobiła. Ale zawahała się, patrząc na wpół opróżnioną butelkę na stoliku.


***


Janusz wrócił do salonu, chwiejąc się na nogach. Pokonując ostatnie progi, słyszał dźwięk grającego telewizora. Za progiem, wyłożona na sofie niczym skacząca do ślubnego zdjęcia druhna, leżała żona, trzymając w dłoni kieliszek, z którego ulewało się wino. Z jej twarzy nie schodził uśmiech.

W końcu zwróciła na niego uwagę. Usiadła wyprostowana.

– No co? – zapytała, wciąż się uśmiechając. Patrzyła na niego swoim rodzajem przeszywającego spojrzenia, ale maska, którą nałożył Janusz, nie pękła do samego końca. – Powiedz mi, tak teraz będziemy żyć? – zapytał w końcu.

– A co w tym złego?

– Wczoraj obawiałaś się niemal o wszystko. Dzisiaj sączysz uśmiechnięta wino. Jesteś umalowana. Mocno umalowana. Upaliłaś się? – pochylił się nad nią, próbując wyłapać stan oczu. Zamknęła powieki i odrzuciła go stopą w drugi kont kanapy. – Halina, poważne?

– Jeśli jest coś, co mogę, powiedz mi o tym, a chętnie się tym zajmę – oznajmiła w drodze po kolejną lampkę wina. Wróciła na sofę i usiadła po turecku. Wychyliła kieliszek w jego stronę i postukała w pustą przestrzeń zrobionym paznokciem. – Ale nie dzisiaj, kotku. Dzisiaj odpada – powiedziała, a potem upiła wina, zamykając mocno umalowane wargi na szkle.


***


Zamknąłem za sobą drzwi z mocnym trzaśnięciem. Mam nadzieję, że ze strachu nie przygryzła szkła. Odpowiedzią na ciężkie chwile postanowiła sobie uczynić alkohol. W dodatku moja żona. Zrozumiałbym, gdyby była, dajmy na to, artystką, wtedy to picie miałoby jakiś uzasadniony powód, przynajmniej można go na siłę znaleźć. U mnie na przykład jest tak, że co prawda piję, można powiedzieć, że nawet mi to pomaga. Naprawdę. Trzy miesiące picia, dwadzieścia tak wypieszczonych stron, że wydawca nie śmie brudną rączką papieru dotykać.

Z drugiej strony Halina ma rację. Może szybciej bym książkę napisał bez codziennego picia i cotygodniowego całodziennego upalania się?

Szedłem przed siebie. Pierwszy raz bez celu. Wielu pisarzy chodzi bez celu. Nazywają to spacerami w poszukiwaniu emocji. Zupełnie tak, jakby bawili się w Detektywów Literki czyhających na jakiś pomysł.

Nigdy nie pomagał mi spacer.

Zawsze wkurwiały mnie tępe spojrzenia przechodniów, choć wielu ich nie było, i osiedlowy monitoring w postaci emerytalnych kamer zamontowanych na karku skrzętnie chowającym się za zasłoną domowej szyby.

Kładłem te kroki, jeden za drugim, spacerując niby więzień na spacerniaku i zastanawiałem się, co zrobić z tym wszystkim.

Na mieszkanie i czynsz starczy, ale czym wypełnimy żołądki, kiedy mąka i inne rzeczy się skończą. Samymi sobą, przeszło mi przez myśl. Zejdziemy do ślepego podziemia moralności i zaczniemy karmić żołądki innymi?

Uwierzcie, przebywanie z takimi ludźmi, jak Halina, w dodatku tyloletnie, może siąść człowiekowi na mózg. Szczególnie wtedy, kiedy jedno jest okropnym panikarzem. To podobne do dzieciaków lekarzy. Słuchają o różnych schorzeniach pacjentów, a chwilę później łapią się na tym, że szukają symptomów na ciele. Swoim ciele. Czasem okrywają jeden z nich. Po latach natarczywe myśli albo znikają, albo rodzą się w żałosnej panice i niezrozumiałym strachu.

Nie dolegało mi nic innego, poza przesądami, na których coraz częściej się łapałem. Dlatego postanowiłem zawrócić i dotrzeć do kościoła. Albo przynajmniej jego bramy.


***


Od kilkuset metrów ciągnął się za mną samochód. Nie wyprzedzał mnie, tylko oświetlał drogę długimi światłami.

Zatrzymałem się i odwróciłem, robiąc z dłoni czapeczkę i neutralizując światło na tyle, o ile mogłem.

Kierowca kilkakrotnie gwałtownie dodał gazu, po czym uchylił przednią szybę i wyrzucił wciąż palącego się papierosa.

W tym samym momencie, kiedy całą uwagę skupiłem na upadającym papierosie, moją uwagę zwrócił ruch dwóch mężczyzn w kominiarkach, którzy przytrzymali mnie, przyciskając do ulicznej lampy.

Przestraszony zaproponowałem pieniądze. Tak robi się w filmach. Widocznie podziałało, bo jeden z napastników wciągnął banknoty z portfela, który rzucił kilka metrów przed siebie. Pieniądze schował do kieszeni dżinsowych spodni.

– Toż to nie ten. – odezwał się pierwszy

– Ja namierzał dobre kilka dni – odpowiedział drugi.

– A pomyślał ty portfel sprawdzić, a nie tylko pieniądze wyjąć? Dowód sprawdził?

Drugi pomknął kilka metrów dalej, świecąc latarką.

Po chwili wrócił, świecąc raz w oczy Janusza, raz w dowód.

– To nie ten. Ma fałszywy dowód. Wygląda inaczej – oznajmił.

– No to po my na niego trzy dni stracili?

– Bo szukamy pisarza, którego możemy szantażem wziąć, a nie jadącego na kilometr alkoholem Mikołaja?

– No to skąd ten Mikołaj tyle pieniędzy nosi – pokazuje Drugi. Pierwszy spogląda na plik banknotów i uśmiecha się. – Pewnie trochę nazbierał na święta i tyle zostało mu do grudnia.

Kwitują to śmiechem, po czym znikają w samochodzie. Ten rusza z piskiem opon. Próbuje zapamiętać tablice rejestracyjne, ale są czymś zamazane. Samochód znika za kolejnym zakrętem.

Próbuje rozprostować obolałe plecy, ale jedyne, co przychodzi mi na myśl, to paczka cameli schowana w tylnej kieszeni. Czułem, że na nią nie napieram, więc jest cała.

W końcu zlepiam wargami filtr papierosa i odpalam końcówkę od płomyka.

Zaciągam się kilka razy.

Popatrz, no, nie dość, że napisałem jedną bestsellerową książkę, nad drugą wciąż pracuję i zdaje się, pracować będę, to tak dziękuje mi społeczeństwo.

Doprawdy śmieszna sprawa. Ktoś chce cię uprowadzić, żeby zarobić, ale ostatnie trzy miesiące rysują twoją twarz zupełnie inaczej. I nawet nazwisko przeoczył, ha ha.

Odpaliłem drugiego papierosa.

Miło jest być na wolności po tym, jak choć na chwilę próbowano ci ją odebrać.

Nagle naszła mnie myśl, jedna z tych najgorszych. Z tych, kiedy ty jesteś w jednym miejscu, a potrzebujący w drugim. I nie możesz tego zmienić za pstryknięciem palca i przymknięciem powiek.

Pobiegłem co sił. 
Halina mogła być w niebezpieczeństwie.


Koniec części pierwszej

Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE, TAPETOWANIE, GŁADZIE, FARBY STRUKTURALNE I TYNKI DEKORACYJNE -
    Tel.: 601 793 866,
    WWW: www.FABRYKASTRUKTURY.pl
  • PRACA | dam
    Praca na zmywaku, Bukowina Tatrzańska. 14zł/h
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • PRACA | dam
    Sprzątanie restauracji, Bukowina Tatrzańska. 8-12, 14zł/h, praca stała.
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • KOMUNIKATY
    BAR RUMCAJS ZAPRASZA DO SPOŻYWANIA POSIŁKÓW NA MIEJSCU - Z ZACHOWANIEM OGRANICZEŃ WYNIKAJĄCYCH Z PRZEPISÓW. CZYNNY RÓWNIEŻ TARAS GÓRNY. OFERUJEMY DOWOZY - TEL. 661 119 112.
  • PRACA | dam
    Spółka POLSKIE TATRY S.A. zatrudni pracowników na stanowisko: - KELNERKA, - POKOJOWA z możliwością zakwaterowania. Tel. 1820 63730, e-mail: kadry@polskietatry.pl. Szczegółowe informacje na stronie:
    WWW: www.polskietatry.pl
  • SPRZEDAŻ | maszyny, narzędzia
    TRAKTOR C-330, stan b. dobry. PRZYCZEPA SAMOZBIERAJĄCA. 605 378 277.
  • PRACA | dam
    MAŁY PENSJONAT W PORONINIE szuka PANI DO ŚNIADAŃ I SPRZĄTANIA, tel. 607 863 893
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    MAZDA 5, serwisowane, zadbane, garażowane, r. 2008, diesel, stan bdb, oryginalna nawigacja z dotykowym ekranem, 2 komplety felg aluminiowych z oponami lato/zima, full opcja, 16.000 ZŁ -
    Tel.: 888 223 761.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ATRAKCYJNY DOM Z PŁAZÓW W GLICZAROWIE GÓRNYM -
    Tel.: 607 506 428
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    PENSJONAT w Kościelisku - DWA OBIEKTY -
    Tel.: 607 506 428
  • USŁUGI | budowlane
    KOMINKI, PARAPETY, SCHODY MARMUROWE, NAGROBKI. 601 958 378
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    Działka budowlana nad Jez. Dobczyckim, Brzączowice Do sprzedania działka budowlana w Brzączowicach (gmina Dobczyce) , 30 km od Krakowa. Z działki rozpościera się widok na Zalew Dobczycki. Szerokość działki ok. 34 m, długość 72 . Wg. MPZP działka położona na terenie zabudowy mieszkaniowej i usługowej oraz terenie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Na działce prąd, gaz , woda i kanalizacja. Dojazd drogą asfaltową , ostanie 50 m drogą gminną nieurządzoną .
    Tel.: 508 380 383
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    OPEL Mokka 4x4 2015r fullopcja, 55000zl
    Tel.: 694432557
    GG: 1527664
  • USŁUGI | inne
    PROFESJONALNA WYCINKA - PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH. 691317098
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Kupię dom w Zakopanem
    Tel.: 604458153
  • RÓŻNE
    PRZYJMĘ GRUZ, ZIEMIĘ. 691 434 133.
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Firma Norweska zatrudni w Oslo pomocników tynkarzy, stolarzy, malarzy, monterów rusztowań, blacharzy oraz młodych do przyuczenia w zawodzie. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 1-3 tygodni. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742
2020-05-28 12:32 Niełatwo na szlaku 2020-05-28 12:02 Wirtualny Dzień Dziecka 2020-05-28 11:00 Złodziej wieczorową porą 2020-05-28 10:00 Kto zabił ? - to była straszna i okrutna zbrodnia. 2020-05-28 09:30 Paliły się sadze 2020-05-28 08:52 Krupówki i nowy biznes w parku kulturowym 8 2020-05-28 08:00 Poranne przejaśnienia i to by było na tyle 2020-05-28 07:00 Zaginiona 2020-05-28 00:00 Wytwórnia Lodów Naturalnych - Dzień Dziecka 2020-05-27 22:02 Zwierzęta królowej Beskidów 1 2020-05-27 21:01 Budowa centrum narciarstwa zmierza do końca 2020-05-27 20:01 Rusza budowa kanalizacji 2020-05-27 19:02 Będzie kasa dla podwykonawców 1 2020-05-27 19:01 Prezenty dla rodziców od pary młodej. Sprawdzone pomysły i ślubne inspiracje 2020-05-27 18:10 Pijana nastolatka spowodowała kolizję 4 2020-05-27 17:30 Covid-19 w zakopiańskich domach 15 2020-05-27 16:29 Złodziejskie zakupy 2 2020-05-27 15:25 Mglisto i spokojnie nad Morskim Okiem (WIDEO) 2020-05-27 14:37 Koliba otwarta w połowie czerwca (WIDEO) 1 2020-05-27 13:30 Wodny plac popłynął 11 2020-05-27 12:24 Centrum Nowego Targu w rejestrze zabytków 2 2020-05-27 11:24 Od soboty bez maseczek na wolnym powietrzu 2 2020-05-27 11:20 30 lat temu 1 2020-05-27 11:00 Mc Donaldowi – stanowcze NIE! 2 2020-05-27 10:01 Nocny wypadek 2020-05-27 09:00 Zamiast progu będą mandaty 3 2020-05-27 08:00 Urzędu odmrażanie 1 2020-05-26 22:19 Zakopiańska kronika czasu pandemii (WIDEO) 2 2020-05-26 21:30 Ordnung karty praw rodziny 1 2020-05-26 20:19 Wciąż za mało nowotarżan wymienia kopciuchy 4 2020-05-26 19:03 Podhale pomaga Kuchni św. Brata Alberta (WIDEO) 2020-05-26 18:02 W COS-ie będzie jak na plaży 8 2020-05-26 17:00 Zmarł Wiktor Sowa 2020-05-26 15:51 Moja Mama w obiektywie - nagrody przyznane 2020-05-26 15:49 Lisięta wyłapane i wywiezione - lisica też ma być złapana (aktualizacja) 23 2020-05-26 15:00 Głos matki w brzmieniach synth-pop 2020-05-26 14:06 Zamkną Ludźmierską - korki gwarantowane 2020-05-26 13:01 Dajmy lisom spokój - same się wyniosą 4 2020-05-26 11:59 Naciągała na sylwestrowe apartamenty pod Giewontem 3 2020-05-26 11:30 Przygotować się na suszę 2020-05-26 10:30 Burza w uczelnianym senacie 1 2020-05-26 10:00 Hasior - Czy zburzyć ten pomnik? 4 2020-05-26 09:54 Grad w Zakopanem 2020-05-26 09:48 Foto konkurs na Dzień Matki 2020-05-26 09:01 Wszystkim mamom życzymy wszystkiego najlepszego 2020-05-26 08:02 Ktoś wyrzucił części samochodowe i psa 32 2020-05-26 00:00 Wytwórnia Lodów Naturalnych – Dzień Mamy 2020-05-25 21:15 Historyczna inwestycja na Spiszu 6 2020-05-25 20:30 Pijany kierowca z trzema pasażerkami wpadł na drzewo 1 2020-05-25 19:45 Zamknięta droga. Robotnicy wymienią przepust
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2020-05-28 11:50 1. Heheheh. I będzie jak w innych miastach. Przepychanie między pieszymi, porzucanie, jazda po jezdni, itd. 2020-05-28 11:20 2. A TPN nic tylko kasę chce łoić z wstępu do parku.Zalosny TPN!!!! Powinni też płacić za wjazd do ościennych gmin! 2020-05-28 11:18 3. Turysta przyjechał z 6 oponami. no na pewno.. 2020-05-28 11:10 4. Monitoring miejski zaś spał? Eee panie Trzaskoś kiepski z Pana komendant tej straży miejskiej eee szkoda gadać bo pan i tak nic nie robi. 2020-05-28 10:11 5. Super, w końcu! 2020-05-28 10:00 6. Pozbierac i zezłomować lub sprzedac... Za uzbierane pieniadze załatac kilka dziur pod skoxznią ???????? 2020-05-28 09:53 7. Idealny czas na hulajnogi. Leje dzień po dniu i ludzi jak na lekarstwo. Można w pelerynie od krawężnika do krawężnika. 2020-05-28 09:38 8. Na Starym Mieście w Krakowie też park kulturowy i co więcej obszar UNESCO, a hulajnog mnóstwo. Ciekawe czy służby (straż miejska zwłaszcza) w Zakopanem pójdą na wojnę z hulajnogami jak miało to miejsce w Krk czy odpuszcza... Ten biznes sam padnie, jak firma zobaczy tempo rozladowywania baterii na stromych podjazdach.... Chyba że blinkee ulepszylo swoje hulajnogi... 2020-05-28 09:33 9. Nic jej nie zrobią,ponoć psychiczna ale brawa dla szybkich policjantów rabczanskich...???? 2020-05-28 09:28 10. Wystarczy popatrzyć na szpital i zobaczysz obraz Rabki. Prywata, arogancja , poniżanie długoletnich pracowników, zatrudnianie pociotków oraz marnotrawienie publicznych pieniędzy. Dlaczego rehabilitacja umiera? Przecież radni o wszystkim wiedzą to dlaczego milczą.
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

Bojcorka

Album TP

Pożegnania

FILMY TP