O sprawie po raz pierwszy pisaliśmy w kwietniu 2017 roku. Tydzień temu znowu. Oto film i tekst sprzed dwóch lat.
Parking oszukanych turystów
Zebraliśmy dowody oszustwa, którego ofiarami są turyści i skarb państwa. Władze Zakopanego wiedzą o sprawie, ale ktoś tu chroni złotego interesu. Oto wyniki naszego wielomiesięcznego śledztwa dziennikarskiego.
Czwartek, słoneczny dzień. W górach leży dużo śniegu. Na Kasprowym Wierchu świetne warunki narciarskie. Katarzyna Kuczkowska-Jeske jedzie z mężem i dwójką dzieci z Leszna do Zakopanego. Pakują do samochodu narty, od tygodni cieszą się na ten wyjazd. Na miejsce docierają zmęczeni, ale szczęśliwi. Samochód zostawiają blisko ronda kuźnickiego, przy ul. Bronisława Czecha, by busem łatwo i szybko dotrzeć do Kuźnic. To zresztą jedno z najpopularniejszych miejsc postojowych dla ludzi idących w góry.
Słońce, śnieg i narty - czas jednak szybko mija, pora wracać. Około 15.30 zjeżdżają busem z Kuźnic na parking. Odjeżdżają.
Fiskalny na niby
Ruszamy za nimi. Zatrzymują samochód przy restauracji "Obrochtówka". Gdy wychodzą z samochodu, przedstawiam się, proszę o rozmowę. Są zaskoczeni, że chce z nimi rozmawiać dziennikarz. Pytam o parking. - Podszedł do nas jakiś człowiek w kamizelce i pytał, czy jedziemy na Kasprowy. Powiedział, że za cały dzień mamy zapłacić 20 zł. Dał nam jakiś kwit, wydrukował go chyba z kasy fiskalnej. I to wszystko. O, to ten kwit. Może pan go sobie zabrać - proponują. Pokwitowaniem przyjęcia 20 zł jest kwit parkingowy. Nie jest to paragon fiskalny. Nie ma na nim ceny. W krótkim czasie w podobny sposób takich kwitów zbieramy w redakcji kilkanaście. Rozmawiamy z kolejnymi ofiarami nieuczciwego parkingu. Za każdym razem scenariusz jest podobny.
Dwa dni po rozmowie odbieram telefon od pani Jeske. Opowiada, że zaparkowali w tym samym miejscu dwa dni po naszym spotkaniu. Zapytali parkingowego, dlaczego zostali oszukani. Usłyszeli, że na godziny to jest parking pod skocznią, a tu, przy rondzie, obowiązuje taki cennik i koniec, kropka. - Kłamali, tak nam przykro, że daliśmy się oszukać, a tacy byliśmy tu zawsze szczęśliwi. Czemu nam to robią? - nie kryje żalu.
Prawdziwy cennik opłat znajduje się na tym parkingu w kilku miejscach, ale na niewielkich tabliczkach. Pierwsza godzina postoju to 1 zł, za każdą następną 2 zł. Autobusy płacą 15 zł.
Od trzech lat dzierżawcą parkingu przy ul. Bronisława Czecha jest Stanisław Dziubas z Suchego, a dokładnie jego firma usługowo-handlowa. Ostatnio umowę podpisał 19 sierpnia 2016 r. Wygrał wówczas przetarg, oferując opłatę miesięczną w wysokości 36.500 zł netto. W umowie zobowiązał się do stosowania stawek cenowych widniejących na tablicach. (Parking na 262 samochody osobowe i 25 autokarów ciągnie się wzdłuż jezdni od ronda do budynku TOPR przy ul. Piłsudskiego.)
Udajemy turystów
Zmieniamy taktykę tak, aby mieć pewność, że niczego nie przeoczyliśmy. Teraz na parkingu ustawiamy swoje samochody. Dysponujemy kilkoma autami na obcych rejestracjach. Parkingowi wiedzą, od kogo najłatwiej wydusić nienależne pieniądze. - Moim zadaniem było postawienie samochodu na tym parkingu. Miałem udawać, że jadę na narty. Odpowiednio się ubrałem - opowiada podstawiony przez nas kierowca. - Parkingowy kazał sobie zapłacić 20 zł. Zamiast paragonu fiskalnego dostałem kwit parkingowy. Kilka dni później wykonał to samo zadanie ponownie, z tym, że zapytał już o cennik. - Pan był wyraźnie zaskoczony. Na wyraźne żądanie dostałem też po raz pierwszy paragon.
Kilka dni później aranżujemy nową sytuację, chcemy potwierdzić nowe informacje, że parking ma pomysł, jak radzić sobie z niesfornymi klientami. Rzecz dotyczy osób, które z różnych powodów szybko wracają do auta i domagają się zwrotu części pieniędzy. Takich przypadków znamy kilka. Mają one także odzwierciedlenie w policyjnych notatkach. Jeden z nich miał burzliwy przebieg. 22 lutego 2017 roku. Oszukany turysta odjeżdża z parkingu przy Bronisława Czecha z przekonaniem, że kwit parkingowy, który otrzymał, upoważnia go do parkowania na terenie całego Zakopanego. Takie zapewnienie dostał, gdy wrócił do samochodu po kilkunastu minutach i chciał odzyskać pieniądze za niezrealizowany postój. Parkingowy posmarował mu kwit mazakiem informując go, że na jego podstawie może sobie dziś stawać w Zakopanem, gdzie chce, bo żadnych zwrotów nie ma. Już na parkingu przy ul. Kościuszki turysta boleśnie przekonał się, ile wart jest ten pomazany kwit. Nie dał jednak za wygraną i postanowił drugi raz za parkowanie w mieście nie płacić. Skończyło się na rozbitej lampie i interwencji policji. Co ciekawe, parking przy Kościuszki dzierżawi także Stanisław Dziubas. - Tak, potwierdzam to zdarzenie - mówi Krzysztof Waksmundzki, rzecznik zakopiańskiej policji. - Z naszych informacji wynika, że sprawca zdarzenia nie chciał zapłacić za parking i parkingowy zastawił mu wyjazd swoim prywatnym samochodem. Wtedy doszło do kolizji między samochodami. Turysta dostał mandat w wysokości 220 zł.
W grudniu zeszłego roku w niemniej drastycznych okolicznościach odbyła się próba zaparkowania na parkingu pod szpitalem na Bystrem. Turyści z Niemiec uciekli z postoju omal nie przejeżdżając pracownicy parkingu. Wcześniej tłumaczyli jej, że mają kwit ze specjalnymi znakami, który upoważnia przecież do parkowania wszędzie. Notatka z tego zdarzenia znajduje się w policyjnych archiwach.
Ten sposób okłamywania turystów także udaje nam się potwierdzić. Dostajemy kwit z namalowanym znakiem, który ma nam gwarantować bezpłatny parking w całym mieście. Rzecz jasna, nikt tego nie respektuje.
Przecież to wszyscy wiedzą
Rozmawiamy z dzierżawcami i pracownikami zakopiańskich parkingów. Chętnie rozmawiają, ale proszą o zachowanie anonimowości. Oto co mówią, cytujemy ich pod zmienionymi inicjałami. Paweł P. od pięciu lat pracuje na parkingu pod estakadą. - Turyści często żalą się, że koło ronda zostali oszukani. Od dawna wiadomo, że tam kasują ludzi nieuczciwie. Większość osób w Zakopanem o tym wie. Dziwne tylko, że nikt z tym nic nie robi. Pamiętam, jak sam kiedyś źle kogoś skasowałem na 2 złote i jakie miałem konsekwencje. A tam przecież idzie nie o takie takie kwoty - twierdzi. Podobnie mówi Józef F., który prowadzi prywatny parking. Dziwi się, że tak długo to trwa, podejrzewa korupcję. - Składane są skargi do urzędu i nikt z tym nic nie robi? To niepojęte, jakie Dziubas ma tam plecy - mówi oburzony.
- Największe żniwa zbiera, gdy nie chodzi kolejka na Kasprowy. Turystę łoją wtedy wszyscy - Maria K., która prowadzi z mężem jeden z parkingów w Zakopanem, twierdzi, że z reguły turystów się o tym nie informuje. - Jedzie taki z całą rodziną busem do Kuźnic z nadzieją, że dostanie się na Kasprowy. Płaci 20 zł za auto, potem prawie drugie tyle za busa dla siebie, żony i dzieci i wraca do auta z kwitkiem. Jej zdaniem to wynika ze zwykłej pazerności. - Każdy chce na nich zarobić. Smutne to, ale prawdziwe.
Krzysztof H. nie kryje zdenerwowania, gdy mówi o sytuacji na parkingu niedaleko ronda. Godzi się nawet na wizytę w redakcji. Pokazuje mi zebrane kwity parkingowe, które zostawili u niego na parkingu niedaleko Krupówek oszukani turyści. - Dziwię się, że Urząd Skarbowy nie zorientował się, że to, co oni drukują, to nie jest paragon fiskalny. Podejrzewam, że podczas kontroli widzą, że parkingowy coś drukuje z kasy, i tym się zadowalają - pokazuje mi kwity parkingowe wydane przez FHU Dziubasa, które zebrał od wprowadzonych w błąd turystów. - Te znaki, kropki albo kreski pisane flamastrem mają im pomagać w identyfikacji klienta. Trudno przecież pamiętać wszystkich, no i jaką ściemę im wcisnęli. Takie mają szyfry - dodaje Krzysztof H.
- W momencie przyjęcia pieniędzy parkingowy zobowiązany jest natychmiast wydrukować z kasy paragon fiskalny. Nie ma innej opcji - wyjaśnia Paweł Kluska, naczelnik Urzędu Skarbowego w Zakopanem.
Docieramy do Mariana W., byłego pracownika Stanisław Dziubasa. - Dziubas dla władzy jest wygodny. Co miesiąc dostają od niego czynsz za parking przy rondzie, ok. 50 tys. zł, nie ponoszą przy tym żadnych kosztów, żadnych problemów - Marian W. opowiada, że przez pierwszy miesiące Dziubas działał po omacku. Wygrał przetarg w 2014 r. nic nie wiedząc o tym, jak prowadzi się ten biznes. Szybko jednak nauczył się, jak robić tu pieniądze. - Większość ludzi zatrudnia na czarno. Wyznacza poziom pieniędzy, które parkingowy musi dostarczać codziennie. Z mojej pracy zrezygnował. Domyślam się, że chodziło o zbyt małe utargi. On ma nierealne wymagania wobec ludzi - przekonuje. Marian W. uważa, że Dziubas poczuł wiatr w żaglach, gdy zmieniły się władze samorządowe.
Władza jest ślepa?
Sprawa parkingowych naciągaczy pojawiała się już w radzie miasta. 31 stycznia 2017 r. Paweł Strączek, miejski rajca, żalił się, że kiedyś zapłacił tam za parking 15 zł. Radni zadowolili się wówczas oświadczeniem naczelnika Wydziału Drogownictwa i Transportu Urzędu Miasta w Zakopanem, że przeprowadzono tam kontrolę. Jeśli prawdą jest, że od lat na ręce burmistrza trafiają skargi na działalność parkingu prowadzonego przez Dziubasa, to dlaczego ten wygrywa kolejne przetargi? Jawnie łamie umowę w punktach dotyczących wysokości stawek parkingowych. Czy ktoś w urzędzie chroni interesy Stanisława Dziubasa? Trafiamy na dziwny incydent z 2015 r. Oto radny Wojciech Tatar domaga się w urzędzie natychmiastowego zamknięcia prywatnego parkingu rodziny Cukrów, uruchomionego na niewielkiej posesji pomiędzy ulicą Bronisława Czecha a Bogówką. Co ciekawe, to teren bezpośrednio sąsiadujący z parkingiem dzierżawionym przez Stanisława Dziubasa. Ewidentnie konkurujący z nim. Mimo że nie ma żadnych poważnych powodów, władze miasta uginają się pod naciskiem radnego i we wrześniu 2015 r. palikują wjazd na prywatną posesję Cukra. Są przy tym tak niezwykle zdeterminowani, że odcinając drogę wjazdu na prywatną posesję Macieja Cukra, wchodzą na cudzą własność. Palikują odcinek nienależący do drogi publicznej, a będący własnością Centralnego Ośrodka Sportu. Dopiero po odwołaniu, po roku burmistrz nakazuje usunięcie palików z terenu należącego do COS-u. Pozostałe stoją do dziś, utrudniając wjazd na teren Cukra. Na tym nie koniec, ostatnio do właściciela posesji odezwał się nadzór budowlany, rzecz dotyczy utwardzenia działki. - Radny Maciej Wojak ostrzegał mnie, że bardzo za tym chodzi radny Tatar - mówi Maciej Cukier. - No cóż, za rękę go nie złapałem. Informacje o zaangażowaniu radnego Wojciecha Tatara w interesy Dziubasa potwierdzamy w dwóch innych źródłach. - Tak, to prawda, był u mnie radny Tatar z interwencją w tej sprawie - Janina Puchała, naczelnik Wydziału Drogownictwa i Transportu, wyraźnie nie chce o tym mówić, zwłaszcza gdy pytam o nielegalne zapalikowanie posesji Cukrów od strony ulicy Bogówka. - To był mój błąd - stara się wziąć winę na siebie. Przekonuje, że jest kilku radnych, którzy ciągle ją w gabinecie odwiedzają albo piszą smsy.
Pytam też o liczbę skarg, jakie trafiły do urzędu na parkingową działalność Stanisława Dziubasa. Okazuje się, że było ich 14. - Po każdej żądamy wyjaśnień od niego. Nawet sama podstawiałam tam na parkingach samochody, ale zawsze wszystko się zgadzało - zapewnia Janina Puchała. Naczelnik wydziału podejrzewa, że skargi mogą pochodzić od osób, które chciałyby przejąć parkingi Dziubasa. - Wie pan, on nam ładnie, regularnie płaci, nie mamy podstaw, żeby rozwiązać umowę.
Biznesmen z Suchego
Stanisław Dziubas ma 29 lat. Prowadzi działalność gospodarczą na szeroką skalę. Udało nam się ustalić, że ma sklep monopolowy "Gold Melina" w centrum Poronina i kilka budek handlowych z wyrobami regionalnymi w Zakopanem, jest też właścicielem firmy produkującej odzież "Goldmerino". Niedawno uruchomił w Zakopanem przy ul. Zamoyskiego nowy sklep spożywczy sieci "Groszek". Prowadzi też handel obwoźny. Dzierżawi pięć parkingów: przy ul. Bronka Czecha i Piłsudskiego, przy ul. Karłowicza, na Gimnazjalnej, przy ul. Piłsudskiego od strony ulic Tetmajera do Makuszyńskiego oraz parking przy ul. Zaruskiego i Kościuszki. Co miesiąc płaci miastu czynsz, łącznie ok. 70 tys. zł netto.
Parkingowy biznes na tyle spodobał się młodemu biznesmenowi z Suchego, że wziął w dzierżawę jeszcze trzy parkingi należące do Tatrzańskiego Parku Narodowego. 21 marca 2017 r. zaskoczył pracowników TPN, oferując za parking w Kościelisku Kirach kwotę 146.900 zł, gdy tymczasem cena wywoławcza wynosiła 60 tys. zł. Wygrał również dzierżawy parkingów przy Małej Łące (zaoferował 38.900 przy cenie wywoławczej 18.000 zł) i na Wierch Porońcu (zaoferował 147.900 zł przy cenie wywoławczej 92.000 zł).
Stanisław Dziubas stanowczo zaprzecza stawianym mu zarzutom. - Turyści ile stoją, tyle płacą - przekonuje - Zawsze stosujemy się do cennika. Te skargi to konkurencja, podkładają mi świnie. Moim zdaniem bruździ mi ta konkurencja, która wcześniej prowadziła parking - Dziubas stara się też przekonać, że cenę dogadują jego pracownicy z turystą, który np. chce zostawić samochód na dwa dni. - Oczywiście paragon fiskalny zawsze jest wydawany. Pytam też o znajomość z Wojciechem Tatarem. - To ten radny, tak? Nie, nie znam go - oświadcza.
Nieco inaczej Dziubasa pamięta radny Wojciech Tatar. – Dwa czy trzy razy spotkałem się z nim w Urzędzie. Bo chciał coś dopytać o parkingi. Wiem, że mu tam kłody pod nogi podkładają. – Przekonuje, że jako przewodniczący komisji robi tak, żeby ludziom pomóc. - A w interesie naszym też jest pilnowanie naszego majątku. -
Odnosząc się do nacisków jakie miał wywierać na naczelnika wydziału drogownictwa i transportu przyznaje, że często uzgadnia z nią sprawy drogowe - Ja nikogo nie cisnąłem, często dyskutujemy o projektach uchwał. Występowałem w interesie Dziubasa, bo parking jest własnością gminy . Nie jest prawdą, że moje zaangażowanie było ponad miarę. Nie chcę, żeby mnie wciągano w gry parkingowe. Nie mam żadnych interesów z Panem Dziubasem, nawet flaszki z nim nie wypiłem. Znamy się tylko z Urzędu Miasta. A w ogóle to uważam, że w całym mieście powinny powstać parkometry, to by sprawę rozwiązało. -
Jurek Jurecki