Reklama

2020-06-16 10:00:56

Palace 1941

Chciałem umrzeć za wszelką cenę

Drukujemy dzisiaj fragment wspomnień okupacyjnych Wincentego Galicy. Ten wstrząsający dokument tamtych czasów, spisany 30 lat temu, nie był dotychczas nigdy publikowany w internecie. Autor wspomnień brał udział w wojnie polsko-niemieckiej 1939 r., jako plutonowy podchorąży rezerwy 1. Pułku Strzelców Podhalańskich. Od stycznia 1940 r. był uczestnikiem ruchu oporu w służbie kuriersko-łącznikowej, pokonując wielokrotnie trasę z Zakopanego przez góry do Szczyrbskiego Jeziora oraz z Zakopanego do Krakowa i do Warszawy. Aresztowany 11 sierpnia przez Gestapo przetrzymywany był kolejno w zakopiańskim .Palace", w więzieniu w Tarnowie oraz w obozach koncentracyjnych: Oświęcim, Mauthausen - Gusen i Sachsenhausen. Wyswobodzony przez wojska kanadyjskie 3 maja 1945 r., wrócił do kraju 13 kwietnia 1946 r.

3 sierpnia 1941 roku na skutek doniesienia Ślązaka służącego w wojsku niemieckim p. Sojki, kierownika domu wypoczynkowego dla lotników "Cieszynianka", została aresztowana przez gestapo p. Maria Drzewicka, 9 sierpnia została aresztowana, ukrywająca się w Poroninie w willi "Strumień" u p. Ludwika Galicy, córka p. Marii Drzewickiej, p. Stanisława Drzewicka. 

Zdawałem sobie sprawę, że mogą nie wytrzymać tortur stosowanych przez gestapo i mogą mnie wsypać. Od dłuższego czasu mieszkałem w willi prof. Franciszka Łukaszczyka u jego matki a mojej ciotki (siostra mojego ojca) p. Wiktorii Łukaszczyk. Nie mogłem uciekać z Poronina, ponieważ w willi "Strumień" czekało na przerzucenie na Węgry czterech młodych oficerów polskich i musiałem im to załatwić.

W nocy z 10 na 11 sierpnia słuchałem radia u znajomych p. Andrzeja Ustupskiego "Fabiana" w Poroninie do godz. 2 w nocy. Nie chcąc zakłócać spoczynku nocnego staruszce Cioci Łukaszczykowej, udałem się do domu rodzinnego, mimo, że znajomi u których słuchałem radia radzili mi przenocować u Nich. Nie skorzystałem z Ich propozycji, ponieważ w dniu 11 sierpnia o godz. 6-tej rano miałem służbowo wyjechać do Warszawy. 

Musiałem zabrać z domu kilka drobiazgów potrzebnych w podróży. Po przyjściu do domu położyłem się do łóżka, aby trochę wypocząć - miałem tylko trzy godziny odpoczynku przed odjazdem. Nie mogłem zasnąć, aby nie spóźnić się na pociąg. Te trzy nieszczęsne godziny zadecydowały o moim losie do końca wojny. Leżąc w łóżku odczuwałem podświadomie

Dziwny niepokój.

Obserwowałem łagodne przechodzenie ciemności letniej nocy w szarość wczesnego świtu budzącego się dnia. Spokojny, miarowy oddech śpiącego brata Tadeusza i krakanie zwołujących się na żer wron, mąciły tylko nieznacznie tę fascynującą chwilę przejścia nocy w dzień. Świt był i jest dla mnie tą najbardziej urzekającą częścią dnia. Ustępowanie ciemności nocy przed światłem dnia, niepokalana cisza i stopniowe budzenie się życia, pobudzało wyobraźnię i jak gdyby zmuszało do marzeń.

Marzyłem: widziałem sam siebie, jak przedzieram się przez granicę, przez Słowację, Węgry, Jugosławię, Włochy i wreszcie upragniony cel - wojsko polskie we Francji. Widziałem siebie w mundurze oficera polskiego, wśród serdecznych i dowcipkujących na mój temat Kolegów: "Cóż zdecydowałeś się wreszcie maminsynku na wojaczkę". Ciążyły mi bardzo, człowiekowi młodemu, wyszkolonemu wojskowo, ukradkowe spojrzenia wielu znajomych. Widziałem w nich wyrzut, że podczas, gdy prawie cała młodzież zakopiańska, prawie wszyscy moi koledzy byli już tam, w wojsku polskim lub pracowali jako kurierzy, ja nic nie robię, tylko pętam się po tej tatrzańskiej dziedzinie. Przecież nie mogłem nikomu powiedzieć, że nie siedzę tu na próżno, że pracuję tylko dla Ojczyzny, że narażam się więcej, niż ci tam we Francji, którzy siedzą w tym czasie bezczynnie w koszarach, chronieni linią Maginota, piją wino i z nudów uwodzą piękne "madelon". 

Zawsze myślałem, że to, co ja robię, mógłby robić i starszy człowiek, a moje miejsce tam, z bronią w ręku - oficjalnie. Cóż z tego, że chodzę zawsze z pistoletem, kiedy nie wolno mi go użyć. Teraz muszą mnie zwolnić Ci w Warszawie i wreszcie spełnią się moje największe marzenia, będę mógł pomścić klęskę wrześniową, tam we Francji.

Patrzyłem na śpiącego 16-letniego braciszka ze łzami w oczach. Śpij spokojnie, niech Was Opatrzność ma w swojej opiece, gdy mnie zabraknie. Zawsze wydawało mi się, że dopóki jestem z Nimi, potrafię Ich uchronić, nie zdawałem sobie nawet sprawy, na jak wielkie niebezpieczeństwo narażam Ich moją działalnością w organizacji podziemnej. Ogarniały mnie biegunowo różne uczucia - smutku z powodu opuszczenia rodziny i ukochanej ziemi ojczystej i radości z powodu możliwości urzeczywistnienia się moich najgorętszych marzeń, bezpośredniej walki z odwiecznym naszym wrogiem – Niemcami. Te półsenne marzenia przerwane zostały brutalnym dobijaniem się kogoś do bramy wejściowej naszego domu.

Była godzina 4 rano. Przez okno zobaczyłem, że dom jest otoczony przez gestapowców. Zbieg okoliczności, czy też ktoś mnie śledził i doniósł do gestapo? Szybko się ubrałem, brat Tadeusz zaścielił moje łóżko. W tym czasie moja mama, jak mogła najwolniej otwierała drzwi wejściowe.

Wlazłem na strych, sądząc, że uda mi się zwiać przez okno w szczycie dachu. Niestety, dom był strzeżony ze wszystkich stron przez gestapowców. Ukryłem się w kącie strychu, słyszałem jak Mama i Brat mówili gestapowcom, że ja obecnie mieszkam w Warszawie i na dowód pokazywali listy posyłane przeze mnie z Warszawy (to było przez nas od dawna umówione). Mimo tego gestapowcy rozpoczęli rewizję, pewno mieli dokładniejsze informacje. Tylko od kogo?

Miałem ze sobą pistolet "Vis". Gwałtowna plątanina myśli. Strzelać, czy nie. Jeżeli użyję broni, mogę zabić jednego lub dwóch przeprowadzających rewizję gestapowców, ale wokoło domu stało jeszcze kilku. Narażę całą rodzinę, a może i sąsiadów. Nie było wyboru, najlepiej się poddać losowi. Ukryłem "Vis-a" w trocinach. Znaleźli mnie na strychu, nie broniłem się. Brat Tadeusz dostał solidnego kopniaka i kilka "twarzówek" od tłumacza Blaudego, za to, że starał się ich okłamać.

W nożycowych kajdanach, w "doborowym" towarzystwie zwierząt w ludzkim ciele jechałem w tak zwanej trumnie (czarny samochód gestapo) do "Palace". Nie zwlekając rozpoczęli "przesłuchanie". Dwóch gestapowców, jeden to sławny zbir Bennewitz, drugiego nie znałem oraz straszny, o diabelskim wyglądzie, tłumacz Blaude. Pytanie - czy znam język niemiecki, powiedziałem, że nie, chociaż uczyłem się tego języka w gimnazjum, co mi się zresztą bardzo przydało podczas tych "przesłuchań", jako że mogłem w czasie ich rozmów zorientować się, o czym na pewno wiedzą.

Następne pytanie najmniej spodziewane: "Gdzie są te trzy plecaki?". Zaskoczenie, o które plecaki chodzi. Przecież od p.p. Drzewickich przejąłem broń w koszach i skrzynkach. Czy chodzi o trzy plecaki z milionem złotych polskich, które zaginęły na Słowacji koło Szczyrbskiego Jeziora? Czy o te, które przenosiliśmy sztafetowo z Budapesztu do Zakopanego? Odpowiedziałem, że nie wiem nic o żadnych plecakach. Od tego momentu

zaczęła się moja gehenna.

Najpierw dostałem od Bennewitza kilka razy pięścią w twarz i znów pytanie: "Gdzie są te trzy plecaki?". Odpowiedziałem, że naprawdę nie wiem o żadnych plecakach. Teraz nastąpiło kilkanaście uderzeń jakąś gumą w pośladki. To samo pytanie i ta sama odpowiedź. "Mamy niezawodne sposoby na przywrócenie pamięci" - ze zjadliwym uśmiechem rzekł Blaude. Związali mi ręce z tyłu, kazali stanąć na krześle tyłem do drzwi. Drugi koniec sznura, którym miałem związane ręce przerzucili ponad drzwi i przywiązali do klamki. Wyrwali krzesło spod nóg i zawisłem na przegubach rąk.

Szarpnięcie w momencie zawiśnięcia było przykre i bardzo bolesne. Ustawili budzik na biurku tak, abym mógł obserwować przesuwające się wskazówki, powiedzieli, że będę wisiał pięć minut. W początkowej fazie wiszenia nie odczuwałem większych dolegliwości. Słyszałem jeszcze przed aresztowaniem, że "słupek" jest jedną z najtrudniejszych do zniesienia tortur stosowanych przez gestapo. Teraz wisząc, wydawało mi się, że więcej mnie bolą pośladki po tych uderzeniach i patrząc na ten budzik, myślałem, że nie taki "diabeł straszny...". 

Stopniowo jednak zaczęły mi słabnąć ręce, ból pomału się nasilał, ale można było wytrzymać. Te pięć minut dość szybko minęły. Odwiązali sznur i upadłem na podłogę. To samo pytanie i ta sama odpowiedź. Znów bicie w pośladki. Teraz coraz boleśniej odczuwałem każde uderzenie. Znów przecząca odpowiedź. Tym razem wiszenie trwało już 10 minut. Te 10 minut wiszenia odczułem już bardzo boleśnie, ponieważ Blaude spotęgował jeszcze bardziej ból kilkakrotnym szarpnięciem mnie za uda. Bolały mnie ręce, barki, plecy, kark, pośladki, drętwiały nogi. 

Podczas wiszenia uporczywa gonitwa myśli - kto mnie wsypał, o jakie plecaki chodzi. Widocznie p.p. Drzewickie aresztowano za co innego, albo trzymają się dzielnie. Na moją przeczącą odpowiedź, Bennewitz wyraźnie się zdenerwował, porwał harap i walił, gdzie popadło. w głowę, plecy, ramiona. Wolałem to, niż w pośladki, które mnie wprost parzyły, zwłaszcza przy siedzeniu. Ten system przesłuchiwania stosowano z przerwą obiadową przez cały dzień. Byłem bardzo wyczerpany, bolało mnie wszystko. Cieszyłem się, że w nocy trochę odpocznę. Moi oprawcy byli wściekli.

Po południu odwiedził nas sam herszt gestapo Weissmann, miałem chwilę wytchnienia, podczas ich rozmowy na mój i na jakiś inny temat. Po południu sprowadzono mnie do więzienia w suterenach, gdzie usunął moją bujną czuprynę znajomy fryzjer Zarębski - więzień gestapo - później go zwolnili. Cieszyłem się z tego, ponieważ gestapowcy szarpali mnie często za włosy, zwłaszcza podczas wiszenia. Wieczorem założyli mi nożycowe kajdany na ręce, zaprowadzili do dyżurki na lewo od drzwi wejściowych, przywiązali do kaloryfera, dodatkowo jeszcze związali nogi. Stałem tak całą noc, w obecności dyżurującego gestapowca, który nie omieszkał mnie kilka razy uderzyć w twarz. Bolało mnie całe ciało, ale najwięcej te nieszczęsne ręce i pośladki.

Drugi i następne pięć dni były podobne do pierwszego.

Bili i wieszali na przemian. W drugim dniu pękła mi skóra na obrzękłych od bicia prawym pośladku, krwawiłem dość mocno. Przestali bić po pośladkach, ponieważ moje ręce stawały się coraz więcej bezwładne nie mogłem ścierać krwi z podłogi i musieli to sami robić.

Bili teraz po plecach, brzuchu, udach, podudziach i po piętach. Nie przypuszczałem, że pięty i podudzia są takie czułe na bicie, potworny przejmujący ból. W czasie tych "przesłuchań" przechodzili do naszego pokoju różni gestapowcy, przyglądali mi się, jedni ironicznie, inni z ciekawością.

Była przepiękna słoneczna pogoda. Przez okno widziałem Giewont (co znaczy "idź precz"). Czerwone Wierchy, najczęściej używana trasa kurierów zakopiańczyków. Tak blisko, kilka kilometrów, ale dla mnie w tej sytuacji wymarzony, a równocześnie nieosiągalny cel. Drugą noc spędziłem także w dyżurce. Dyżurował tłumacz Mazurkiewicz, dobry znajomy mojego brata Józefa, przyjeżdżał do nas na swoim motocyklu z przyczepą, znał mnie dobrze. Nie bił mnie, natomiast radził, bym się przyznał, bo oni wszystko wiedzą, p.p. Drzewickie przyznały się do wszystkiego. 

Trzeci dzień "przesłuchiwań" był dla mnie chyba najgorszy, wyraźnie traciłem siły. Ból przy biciu stawał się nie do zniesienia. Ręce stawały się bezwładne, ale ból podczas wiszenia stawał się tak przenikliwy, że czułem go, aż gdzieś w mózgu. Jak straszliwie wolno przesuwały się wskazówki tego przeklętego budzika. Po południu trzeciego dnia straciłem całkowicie władzę w rękach, ramiona wisiały bezwładnie, odczuwałem je, jak dwa worki wypełnione ołowiem, ciążyły mi bardzo, mrowienie w rękach odczuwałem, jak po użądleniu przez setki os.

Do tego doszło jeszcze dodatkowe cierpienie - potworne pragnienie. Nie otrzymywałem nic do jedzenia, niewiele do picia. Ropiejące rany na rękach i pośladkach (wstrętna woń), upływ krwi, pocenie się i jakieś dziwne dreszcze, potęgowały to pragnienie. Głód odczuwałem, ale nie w takim stopniu jak pragnienie.

Chciałem umrzeć za wszelką cenę,

gdyby mi się nawet udało przeżyć, to co będę robił - kaleka bez rąk. Trzecią noc spędziłem także w dyżurce, przykuty do kaloryfera. Dyżur pełnił tłumacz Ukrainiec Domaradzki Józef, z którym przyjaźniłem się w Gimnazjum zakopiańskim. Zaczął mi niby współczuć i namawiał, abym się przyznał, bo i tak wszystko wiedzą.

Zgodziłem się, że mu powiem wszystko, tylko niech mi da szklankę wody. Widziałem błysk zadowolenia w jego psich oczach. Nalał pełną szklankę wody, postawił na krześle obok i powiedział, że dostanę wody, ile zechcę, tylko muszę mu najpierw opowiedzieć. On to wszystko odpowiednio upiększy i postara się, że mnie zwolnią. Powiedziałem mu, że muszę się napić kilka łyków wody, ponieważ mi zaschło w gardle. Postawił sprawę jasno "najpierw powiesz, a potem dostaniesz wodę". Do rana stała przy mnie ta szklanka z wodą. Przegrałem nawet z byłym kolegą. Zacząłem mu ubliżać, używałem możliwie najordynarniejszych wyrażeń, chciałem go sprowokować, aby mnie zastrzelił. Nie udało się, dostałem tylko dość solidnie pasem.

W następnych dniach zmieniono system "przesłuchań". Przestali wieszać, bili coraz rzadziej. Natomiast urządzali formalne uczty w pokoju do przesłuchań, musiał im usłużny Domaradzki donieść, że dokucza mi głód i pragnienie. Zaczęli mnie przekonywać, że moje "bohaterstwo" (oni użyli tego określenia) nie ma żadnego sensu. Oni wszystko wiedzą, chodzi tylko o potwierdzenie i oddanie broni. Jeżeli to zrobię, to dają oficerskie słowo honoru, że mnie zwolnią, wynagrodzą sowicie, pozwolą podpisać volkslistę, wstąpić do armii niemieckiej z zachowaniem stopnia wojskowego. Im potrzeba właśnie tego typu twardych ludzi, jak najwięcej. Ileż to i jakich "zaszczytów" miałem dostąpić, w zamian za zdradę i oddanie broni! Dyskusja była jednostronna. 

Wszystko mnie bolało, musiałem tragicznie wyglądać, bo przychodzący na ucztę gestapowcy odwracali się do mnie tyłem. W gardle potworna suchość, brak zupełnie śliny, język jak sztywny kołek, przy poruszaniu nim odczuwałem piekący ból w ustach. Zawsze wydawało mi się, że opisane męki Tantala są lekką przesadą. Teraz siedząc i patrząc na stosy różnych potraw i napitków tuż przed nosem, odczuwałem jeszcze większy głód, nawet śliny połknąć nie mogłem, bo jej nie miałem. Dziwne, że głód a zwłaszcza pragnienie odczuwa się w całym ciele. Tego nie potrafię opisać. Jakież różnorakie myśli plątały się w tej mojej biednej głowie. 

Co się tam dzieje w domu? - to była najpotworniejsza, uporczywie powracająca myśl. Jeśli zaaresztują Ojca, Matkę, Brata i będą Ich męczyć jak mnie. O moją przyszłość byłem spokojny, czekałem z utęsknieniem na ten moment, kiedy pożegnam się z tym strasznym światem. Piąty, szósty i siódmy dzień był podobny do czwartego. Noce natomiast spędziłem w ustępie więziennym, na krześle, przywiązany do kaloryfera, jak na ironię, przecież i tak nie mogłem się poruszać o własnych siłach. Na "przesłuchanie" i z "przesłuchań" wlokło mnie zawsze dwóch drabów z gestapo. Na schodach ułatwiali sobie i zrzucali mnie na dół, jak jakiś wór z trocinami.

Noc spędzałem zawsze przeważnie samotnie, w upiornym półśnie. Dwa razy odwiedzili mnie gestapowcy, przyprowadzając skazańców, do których zaraz po przekroczeniu progu strzelali z tyłu. Jeden zginął od razu. Drugi natomiast widocznie źle trafiony, rzucał się w drgawkach, charczał i rzęził, zachłystując się własną krwią przez długi czas zanim skonał, mimo, że otrzymał postrzał w głowę. Nie znałem Ich, mogłem Ich obserwować, ponieważ leżeli jakiś metr ode mnie. Drugiego z tych skazańców przeprowadzili Bennewitz i Blaude, może umyślnie go źle postrzelili, aby dłużej konał, może chcieli mnie w ten sposób zastraszyć. Zazdrościłem Im tej szybkiej śmierci. 

Czasem wydawało mi się, że umieram, ale były to momenty zasypiania na krótką chwilę, ponieważ pragnienie i ból nie pozwoliły zasnąć. Noce które spędzałem teraz z dala od tych krwiożerczych bestii w ludzkiej skórze, powinny być ukojeniem a przenosiły nową udrękę. Przez ostatnie trzy dni "przesłuchań" przychodziło dużo gestapowców do "naszego pokoju". Znaleźli sobie nową rozrywkę - po prostu robili zakłady pieniężne z Bennewitzem i z Blaudem, których rozstrzygnięcie zależało ode mnie, mianowicie jeżeli panowie B.B. zmuszą mnie do mówienia, wygrają, w przeciwnym razie będą musieli wypłacić przegraną sumę przeciwnikom.

Bennewitz i Blaude robili wszystko, aby mnie zmusić do mówienia, to była przecież sprawa "honoru gestapowskiego". Przy tej okazji stali się nadmiernie gadatliwi. Zorientowałem się z ich wypowiedzi, że na pewno wiedzą o mojej współpracy z p.p. Drzewickimi i z Włodkiem Szycem. Wypytywali mnie także o J. Krzeptowskiego, Samardaka i innych kurierów, ale to były tylko ich domysły. W siódmym dniu tych "przesłuchań" musiałem wyglądać tragicznie. Na polecenie Weissmanna, mimo oporu ze strony Bennewitza, wrzucono mnie do celi Nr 5.

Wygrałem pierwsze "spotkanie" z gestapowcami,

ale jakże żałośnie wyglądał ten zwycięzca siedmiodniowej "batalii" z gestapo. Miałem czekać ponad dwa miesiące. W celi nr 5 o powierzchni podłogi około 20 m kw. 20 więźniów, cztery łóżka, po dwóch więźniów najwięcej poszkodowanych na każdym łóżku, reszta pokotem ciasno obok siebie na podłodze.

Więźniowie zajęli się mną bardzo troskliwie, dużo było znajomych z Zakopanego i okolic. Nie była to przyjemna praca dla więźniów opiekujących się mną, cały posiniaczony, dużo ropiejących ran, wydzielających wstrętny odór, a na dodatek te bezwładne ręce, musieli ze mną robić jak z niemowlęciem, trzeba było ubierać, karmić, pomagać przy załatwianiu czynności fizjologicznych, co było najprzykrzejsze. Z początku nie mogłem jeść bolała mnie cała jama ustna, tylko piłem nie mogłem wprost ugasić pragnienia, w dodatku te uporczywe dreszcze, jak przy febrze.

Siedzieć nie mogłem, bo na pośladkach rany, stać nie mogłem, bo nie pozwalały obite pięty i stopy, przy leżeniu także czułem każde miejsce, gdzie otrzymałem uderzenie. Śmierć nie chciała mnie wyzwolić od tych cierpień. Lekarstwa otrzymywałem za pośrednictwem mojej kuzynki Wandy Galicównej, która pracowała w R.G.O. z całkowitym oddaniem, przywoziła nam codziennie zupę, w której były różności, ale bardzo pożywne. Dzięki Im za to, ponieważ pozwoliło wielu więźniom na regenerację sił, a bardzo często i na przeżycie.

To był ten jedyny promyk na tym ciemnym niebie gestapowskiej kaźni. A dzisiaj nikt o Nich nie pamięta, nie wiem, czy Im ktokolwiek podziękował za Ich ciężką pracę i narażenie się na szykany gestapo. Dziękuję Wam serdecznie w imieniu tych wszystkich, którzy przetrwali tę okropną noc okupacji niemieckiej i w imieniu Tych wszystkich, którzy oddali swe życie za najwznioślejszą sprawę - miłość do Ojczyzny.

Stopniowo jednak wracałem do sił, pod czułą opieką troszczących się o mnie współwięźniów. Rany goiły się. Jedynie ten niepokojący bezwład całkowity z utratą czucia obu kończyn górnych, robili masaże, nic nie pomagało. Dopiero pod koniec trzeciego miesiąca zacząłem odczuwać najpierw bardzo przykre mrowienie w obu rękach, a potem bardzo pomału wracała mi władza w rękach.

Jeszcze przez pięć miesięcy pobytu w więzieniu w Tarnowie ruchy rąk były, mimo uporczywej gimnastyki, bardzo mało precyzyjne. Nawet obecnie, po 25 latach, występuje niewielka niezborność ruchów rąk zwłaszcza w ciemności, gdy nie mogę kontrolować ich wzrokiem, poza tym na zmianę pogody odczuwam tępy ból w obu kończynach górnych. Opiekowali się mną z wielkim poświęceniem przede wszystkim p. Stanisław Chyc z Zakopanego, p. Bronisław Tylka z Rogoźnika, p. Kral z Koniówki, rotmistrz Modlibowski i p. Jan Kupiec z Poronina. Przez kilka miesięcy miałem możność przekonać się, jak przykre jest życie bez rąk.

W "Palace" było w tym czasie pięć cel.

Jedynka była ciemną izolatką, której przebywali więźniowie najczęściej pojedynczo, ci co mieli cięższe sprawy, byli w trakcie "przesłuchiwań" i byli najwięcej męczeni. W czasie mojego pobytu w "Palace" przez tą celę przewinęło się kilkunastu więźniów, którzy po torturach byli przeważnie likwidowani. Z zakopiańczyków przebywał w niej dłuższy czas Tolek Galica, który mimo tortur trzymał się bardzo dzielnie. Miał on wspólną sprawę z p. Kotońskim i p. Harfiniakiem. Ukryli kilka karabinów pod mostkiem przy ul. Szkolnej. 

Pana Kotańskiego także solidnie urządzili, podczas pierwszego "słupka" pękła mu kość ramieniowa, był cały posiniaczony, pośladki jak banie. Leżał ze mną w łóżku i wszystko mi opowiedział. Jeden z nich, człowiek chory, nie wytrzymał tortur i przyznał się. Karabiny zardzewiałe, nie do użytku odkopano. Wszyscy trzej zginęli. W mojej celi przebywali także p.p. Berestko, inż. Ciesielski i jeszcze kilku innych. Oni założyli jakąś organizację konspiracyjną, wsypał Ich artysta malarz Wegner. Zdaje się, że żaden z nich nie doczekał wolności. W naszej celi przebywał także kilka dni Pieliński (Piekło), konfident gestapo. Pan Józef Gramatyka zwolniony z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i powtórnie aresztowany, opowiadał nam całymi dniami o okropnościach obozu koncentracyjnego.

Rotmistrz Modlibowski starszy, siwy, bardzo porządny człowiek, nie wiem za co siedział. Pan Rudnicki aresztowany na dworcu kolejowym w Zakopanem, w czasie przedzierania się z Budapesztu do Warszawy. Urządzili go bardzo solidnie, na pośladkach ropiejące rany, wisiał także na "słupku", krótko, ponieważ nastąpiło wywichnięcie w stawie barkowym. Panowie Sucheccy, dwaj bracia i syn jednego Mariana, poturbowani bardzo przez gestapo. Pan Antoni Suchecki senior przywieziony został z Oświęcimia wraz z braćmi Kupcami (z Poronina). 

Pan Jan Kupiec przebywał w naszej celi. Byli członkami założonej przed wojną wojskowej organizacji dywersyjnej. Z sześciu braci Kupców z Poronina aresztowanych przez gestapo: Bolesław zginął w "Palace" zamęczony przez gestapo, Karol został rozstrzelany w Oświęcimiu, Józef zginął w obozie pod koniec wojny. Przetrzymali przez prawie pięć lat okropności obozów koncentracyjnych p.p. Władysław (Oświęcim i Gusen), Jan (Oświęcim i inne), Antoni (Oświęcim i inne). Są oni, mimo nietęgiego zdrowia, ludźmi bardzo udzielającymi się w pracach społecznych i pracującymi ciężko zawodowo. Jakoś nikt nie pomyślał dotychczas, aby Ich odznaczyć za Ich bezgraniczne oddanie sprawie Ojczyzny.

Podczas mojego trzymiesięcznego pobytu w więzieniu w "Palace" przewinęło się przez celę nr 5 kilkadziesiąt osób. Tylko kilku zostało zwolnionych. Co kilkanaście dni odchodziły transporty więźniów do innych więzień i do obozów koncentracyjnych. Prawie wszyscy więźniowie byli przez gestapowców torturowani, wielu bardzo dotkliwie. Tylko nieliczni przeżyli wojnę. Nastrój w celi był wprost makabryczny. Każdy żył swoim wewnętrznym życiem. W ciągłym strachu o swoich najbliższych i o siebie. Większość szukała ukojenia w żarliwej modlitwie. Inni bluźnili, przestali wierzyć w cokolwiek, jeszcze inni siedzieli lub chodzili otępiali zupełnie, jak gdyby świat przestał Ich interesować. Byli i tacy, których strach pobudzał do jakiejś histerycznej wesołości, byli gadatliwi, śmiali się śmiechem potępieńców - ci dawali nam się najwięcej we znaki... 

Byli i tacy, którzy pozowali na bohaterów, aresztowani najczęściej za jakieś ulotki lub słuchanie radia, przyznawali się zaraz po kilku uderzeniach, a teraz patrzyli na tych naprawdę męczonych z jakąś wyższością, a nierzadko drwili z tak zwanego "bohaterstwa". Tym najchętniej dałbym sam po buzi. Znosiliśmy ich drwiny w milczeniu, jak gdyby upokorzeni. Chcieli być koniecznie bohaterami za czytanie ulotki, niechże sobie będą, przynajmniej w swoich oczach, to może poprawi im samopoczucie. Najgorsi byli ci, którzy narzekali na wszystko, co polskie. Całe szczęście, że przeważająca część więźniów zachowywała się przyzwoicie, byli spokojni, opanowani, przyjmowali z powagą okrucieństwa losu, który nie poskąpił im cierpień.

Ile ludzi, tyle typów. Tam by się przydał psycholog, mógłby napisać wspaniałe dzieło o prawdziwych ludziach, którzy dopiero pod wpływem strasznego nieszczęścia, w obliczu klęski życiowej uzewnętrzniają swoją prawdziwą osobowość. Przydałby się także psycholog na tak zwanych "przesłuchaniach", gdzie mógłby bliżej poznać tych "übermenschów", którzy nie mieszczą się przecież w kryteriach obejmujących ani ludzi, ani zwierzęta, trzeba by stworzyć nowy gatunek, coś pośredniego między płazami i gadami. Nie można sobie nawet wyobrazić czegoś podlejszego, nikczemniejszego, niż niemiecki faszysta, w którego pojęciu zbrodnię łączy się z pojęciem honoru. O tym miałem się także przekonać w czasie blisko czteroletniego pobytu w kilku obozach koncentracyjnych. Gdzie pozbawieni wszelkich uczuć ludzkich SS-mani pastwili się nad nami jak dzikie zwierzęta.

Czyż nie symboliczne jest to, że aż 15 gestapowców obsługujących "Palace" pochodziło z Drezna. A może któryś z nich jest tam szanowanym bohaterem?

Wincenty Galica

Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Reklama
Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
KrzysiekzG. 2020-06-16 19:41:02
Dziękuję red. TP24 za opublikowanie tych wspomnień . W czasach kiedy ludzie szukają rozrywki , sensacji , politycznych rozgrywek można przeczytać świadectwo / bardzo dobrze opisane / Bohaterskiej postawy POLAKA .
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ATRAKCYJNY DOM Z PŁAZÓW W GLICZAROWIE GÓRNYM - tel. 607506428
  • PRACA | dam
    PRZYJMĘ KIEROWCĘ DO RADIO TAXI W ZAKOPANEM. 604504738.
  • PRACA | dam
    Do obsługi recepcji aparthotelu poszukujemy uprzejmej, dyspozycyjnej osoby ze znajomością języka obcego oraz z prawem jazdy kat. B Tel. 885145405 email: biuro@willajarosta.pl
  • PRACA | dam
    Hotel Tatry na Polanie Zgorzelisko zatrudni KUCHARZA/POMOC KUCHENNĄ z możliwością zakwaterowania. Tel. 182063730 lub 506129438. Szczegółowe informacje na stronie: www.polskietatry.pl
    WWW: www.polskietatry.pl
  • PRACA | dam
    Aqua Park Zakopane zatrudni: PRACOWNIKA OBSŁUGI SPRZĄTAJĄCEJ. Tel. 182063730 lub 607508752. Szczegółowe informacje na stronie: www.polskietatry.pl
    WWW: www.polskietatry.pl
  • SPRZEDAŻ | różne
    TANI DOBRY WĘGIEL - TRANSPORT PROSTO Z KOPALNI. Kostka, orzech, miał, eko groszek. 517665368
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE, TAPETOWANIE, GŁADZIE, FARBY STRUKTURALNE I TYNKI DEKORACYJNE - Tel. 601 793 866, www: www.FABRYKASTRUKTURY.pl
  • PRACA | dam
    PRACA DLA BYŁEGO URZĘDNIKA. WYMAGANA ZNAJOMOŚĆ PRAWA ADMINISTRACYJNEGO. WYSOKIE WYNAGRODZENIE, ELASTYCZNE GODZINY PRACY. 697353012
    Tel.: 697353012
  • PRACA | dam
    ZAKOPANE PRACA, PRACA, PRACA -OSOBĘ DO PROWADZENIA DZIAŁALNOŚCI, WSPÓLNIKA, PRACOWNIKA PROWADZĄCEGO MUZEUM. 698137333
    Tel.: 698137333
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    DO WYNAJĘCIA KOMFORTOWE, NOWE, UMEBLOWANE MIESZKANIE 50m2, CENTRUM NOWY TARG ul. Krzywa. 608806408
  • ANTYKI
    KOLEKCJONERSKIE TARGI STAROCI. PLAC NIEPODLEGŁOŚCI. 8-12 LIPCA. Tel. 668589537
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    LOKAL DO WYNAJĘCIA, Zakopane centrum, 27 m2 - TEL. 694266522
  • RÓŻNE
    Jestem zainteresowana kupnem starych monet, papierów wartościowych, itp. Proszę o kontakt telefoniczny lub mailowy. Kontakt: 579904317, email: ogloszenia421@gmail.com
  • ANTYKI
    Jestem zainteresowana kupnem starych monet, papierów wartościowych, itp. Proszę o kontakt telefoniczny lub mailowy. Kontakt: 579904317, email: ogloszenia421@gmail.com
  • RÓŻNE
    Jestem zainteresowana kupnem starych szabli, mieczy, itp. Proszę o kontakt telefoniczny lub mailowy. Kontakt: 579904317, email: ogloszenia421@gmail.com
  • USŁUGI | budowlane
    KOMINKI, PARAPETY, SCHODY MARMUROWE, NAGROBKI. KRÓTKIE TERMINY. 601 958 378 Tel.
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Zatrudnimy: POMOCNIKÓW oraz tynkarzy, stolarzy, malarzy, dekarzy. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 2-3 tyg. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602 Tel.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    PENSJONAT w Kościelisku - DWA OBIEKTY - Tel. 607 506 428
  • USŁUGI | inne
    PROFESJONALNA WYCINKA - PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH. 691317098 Tel.
  • IMPREZY OKOLICZNOŚCIOWE
    VIDEO - TRANSMISJA NA ŻYWO IMPREZ OKOLICZNOŚCIOWYCH (ŚLUBÓW, KOMUNII, POGRZEBÓW, itp.) - Tel. 605 670 650
  • RÓŻNE
    PRZYJMĘ GRUZ, ZIEMIĘ. 691 434 133. Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
2020-07-14 11:08 Naśmiecić można też siedząc na ławce 2020-07-14 10:53 Dwa nowe przypadki w powiecie tatrzańskim 2020-07-14 10:14 Zakażony kierowca busa 2 2020-07-14 10:08 Tragedia w Długopolu 2020-07-14 09:45 Kayah z ujemnym wynikiem testu 2020-07-14 09:04 Jerzy Stuhr w szpitalu w Krakowie. Weekend spędzał w Nowym Targu 1 2020-07-14 08:00 Tajemniczy upominek z Roztoki 2020-07-13 21:42 Rzeźbiarski plener w sercu uzdrowiska 2020-07-13 21:00 Zaniedbany plac zabaw na Szymonach 7 2020-07-13 20:15 OSP Rdzawka z nowym wozem bojowym 3 2020-07-13 19:30 Tak wygląda mapa Polski ze śmiertelnymi wypadkami. U nas 2 punkty 2020-07-13 18:44 Parkują na zakazie. Ciężko przejechać 8 2020-07-13 18:01 Komisariat rośnie 1 2020-07-13 18:00 Trwa remont mostu w Chochołowie. Tworzą się korki 1 2020-07-13 17:45 Suczka znaleziona w Zakopanem 2020-07-13 17:15 Nowy wóz strażacki nie trafi do Spytkowic 4 2020-07-13 17:00 Plener rzeźbiarski pod Babią Górą 2 2020-07-13 16:30 Zamknięty szlak na Krzyżne 1 2020-07-13 15:44 Na Krupówkach sporo turystów 1 2020-07-13 14:59 Taki orszak powitalny w Dolinie Kościeliskiej 3 2020-07-13 14:40 OSIEM GWIAZDEK 15 2020-07-13 14:10 48-latek podejrzany o znęcanie się nad żoną. Grozi mu do 2 lat więzienia 5 2020-07-13 13:23 W Zakopanem minimalnie wygrał Andrzej Duda 10 2020-07-13 12:44 Ogrodowa prawie gotowa 1 2020-07-13 11:59 Już jutro otwarty dzień wirtualny na nowotarskiej uczelni 2020-07-13 11:59 Na uroczystościach pogrzebowych zaraziły się 23 osoby 9 2020-07-13 11:31 Zazi nagrał nowy teledysk (WIDEO) 2020-07-13 10:49 Zarażony pracownik ośrodka zdrowia w Poroninie 1 2020-07-13 10:39 Siedem nowych zakażeń na Podhalu 1 2020-07-13 10:00 Oko Krupówek 2020-07-13 09:50 W Kościelisku Andrzej Duda dostał 61,74 % głosów. Brakuje wyników z Zakopanego 1 2020-07-13 09:29 Policja z wizytą na obozie - chodzi o bezpieczeństwo 2020-07-13 08:40 W nowotarskim Duda dostał 72,54% głosów. Najwięcej na Orawie, najmniej w Szczawnicy i Nowym Targu 13 2020-07-13 08:34 W Poroninie, Bukowinie i Białym Dunajcu zdecydowanie wygrywa Duda 6 2020-07-13 08:09 PKW podała wyniki prawie ze wszystkich komisji wyborczych. Andrzej Duda prezydentem 8 2020-07-13 08:00 Zakopiański urząd zamyka się na petentów 8 2020-07-12 23:57 Rośnie przewaga Andrzeja Dudy 7 2020-07-12 21:00 Andrzej Duda prezydentem? Znamy wyniki sondaży 29 2020-07-12 20:38 Wybrali wóz strażacki 2020-07-12 20:30 Kino letnie czeka na widzów 3 2020-07-12 19:30 W nocy kolejna dezynfekcja ulic w Zakopanem 4 2020-07-12 18:45 Ludzka proca 1 2020-07-12 18:20 Ponad 50-procentowa frekwencja w Mieście o godz. 17 2020-07-12 18:10 Dobre informacje z sanepidu. Nie ma nowych przypadków 6 2020-07-12 17:59 Z miejsca kolizji - wprost do więzienia 1 2020-07-12 17:30 Prezes rezygnuje - mleczarnia pozostaje z problemami 2020-07-12 17:00 Miasto obiadowa porą 1 2020-07-12 16:45 Wielu turystów głosuje w Sromowcach 2020-07-12 16:00 Kopiec Wolności ma już 110 lat 1 2020-07-12 15:15 Rabczanie nawet po południu muszą stać w kolejce do głosowania 1
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2020-07-14 09:53 1. Opowiem Wam jeszcze, jak przyjeżdżają do Was goście. We FlixBusie w większości wypełnionym, pasażerowie wchodzili i siedzieli całą drogę bez maseczek. Kierowca na zwróconą uwagę, że przepisy i regulamin FlixBusa nakazują założenie maseczki, jak np w samolocie w lekceważący sposób odpowiedział, że może niektórym maseczki przeszkadzają. Sam też nie miał założonej maseczki, a przecież podróż FixBusem to nie są kilkuminutowe zakupy w sklepie, czy przejazd komunikacją miejską. To wiele godzin wspólnej podróży w ciasnej przestrzeni. To informacja dla potencjalnych podróżnych, którzy często chorują lub mają rodziców w grupie ryzyka i z nimi mieszkają. Nikt w FlixBusie nie szanuje jego wolności i pozwala dmuchać na niego bez maseczki. To informacja dla właścicieli pensjonatów, którzy też powinni dobierać gości, po sposobie podróżowania i odpowiedzialnego zachowania. Na Podhalu, jak w Lombardii, są rodziny wielopokoleniowe i o dramat nietrudno. 2020-07-14 09:42 2. teraz rozpocznie się kolejna budowa to będą parkować ciężarówki a za rok droga będzie do remontu 2020-07-14 09:30 3. Udar pojawia się znienacka , nie wiesz kiedy cię dopadnie , cholerstwo jasne , zdrówka dla P.Jurka! 2020-07-14 09:25 4. Tak jest codziennie, czasem nie da się przejechać, przejść chodnikiem. Duże samochody TESKO muszą jechać okręną drogą i cofać. Makabra. 2020-07-14 08:56 5. To jeszcze podajcie ile osób umarło w tym czasie z powodu zawałów serca,grypy, raka,z głodu i różnych innych chorób. Zamknięto szpitale, przychodnie i wszystkie gabinety lekarskie poza oczywiście prywatnymi, gdzie specjaliści życzą sobie niebotyczne sumy za poradę lub zabieg. Chorzy w szpitalach umierają w samotności jak jakieś zwierzęta bo rodzina nie ma do nich dostępu. Dobrze,że wybory wygrał przedstawiciel "dojnej zmiany" bo nie bedzie można zwalić winy z całkowitego załamania gospodarki w kraju i regionie na nikogo innego. Tzw.górale przejrzą na oczy gdy skończy się sezon letni a kabza zostanie pusta. Nie dajmy się zwariować. 2020-07-14 08:29 6. @ B.B. ale lamentujecie. Które to już ostatnie wolne wybory ogłaszacie? To jest po prostu demokracja. Wiem, trudno to zaakceptować, jak się dostęp do korytka urwał. 2020-07-14 08:20 7. ?Komunikat Januscha: w związku ze stanem nadzwyczajnym w moim kurniku zarządziłem że moja rudoczarna protegowana ma zakończyć romantyczne wypady i wycieczki i robienie obiadków a zająć konkretnymi dzialaniami-bieżącą wymiana pampersikow gdyz piotrusPan nie może dostać na wstępie odparzeń gdyż prawdziwe kłopoty dopiero nadciągają! Dziękuję!!!! 2020-07-14 08:16 8. Oooo! Miętuskowi zezwolili już przemawiać 2020-07-14 08:08 9. foni23, ubierz się elegancko w walonki i podomkę, idź na plac zabaw pokaż co potrafisz a być może ktoś cię zatrudni zgodnie z twoimi kompetencjami. 2020-07-14 07:36 10. Przez 30 lat nikt nie zauważył, że przybyło nagle aut w Polsce. Zamiast budować parkingi budują kościoły. Co za polityka, tylko się usprawnia to co komuchy wymyślili i nic poza tym.
2020-07-04 14:02 1. Jest i nasz Zacharko! Parcie ma chłopina na szkło nieopisane; lata 70 - 80 PZPR; później Solidarność; Loża Masońska Zamoyskiego i teraz PiS... 2020-07-04 13:24 2. Czemu on tego pedofila ułaskawił? Czemu tak opieszale działają z pedofilia kościelną? Czy mają w tym jakiś interes? 2020-07-03 23:52 3. to głosuj na tego,co go ta od olimpiady do JPIi porównała,będziesz miała i ośmiorniczki i ..... 2020-06-30 22:12 4. jakos tak nie widze ani dystansu, ani maseczek - jak to tak naprawde z tym wirusem jest? ja musze utrzymywac dystans spoleczny, kaganiec na ryj zakladac, a wladza nic nie musi... pad w towarzystwie zupelnie obcych osob na wyciagniecie reki, bez maski - jemu wolno, a normalnemu czlowiekowi nie??? no chyba ze ci ludzie to jego rodzina razem z nim mieszkajaca. 2020-06-24 23:02 5. Zakopane wita patriotę i wielkiego człowieka. U nas w Zakopanym wartości religijne są na pierwszym miejscu.Wspaniały człowiek. 2020-06-24 00:18 6. Z Poronina..... Gdyby to Lenin przyjechał to przyjabys go z szacunkiem ???????? 2020-06-23 22:53 7. Nie chcę takiego prezydenta na kolejnych 5 lat. Jestem zażenowana gdy oglądam jego wystąpienia na forum europejskim. Miał szansę jak nikt inny przez te lata zrobić coś pożytecznego dla Polski. Miał cały rząd partyjnych koleżków! Został pan- panie Duda jednostronnie wykorzystany przez Jarosława. Zdaje pan sobie z tego sprawę? Użył pana do swych celów! Za miesiąc po II turze nawet panu ręki nie poda- co i teraz robi z dużą niechęcią! Szymon Hołownia ma mój głos!!!! 2020-06-23 21:19 8. ???????????????????????????????? 2020-06-23 21:18 9. Po co przyjechał nie był nie jest i nie będzie nigdy prawdziwymi prezydentem to marionetka prezesa 2020-06-18 14:33 10. Jeżdżę w góry 2 razy w roku i ciągle mi mało.
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

FILMY TP

Bojcorka

Pożegnania

Album TP