Reklama

2020-09-16 10:00:00

Z archiwum Tygodnika

Ostatni z wielkich

Reklama

20 lat temu, na trzy miesiące przed jego śmiercią, z Andrzejem Zawadą rozmawiała Ewa Matuszewska. Opublikowaliśmy wówczas na łamach Tygodnika Podhalańskiego ten wywiad. Ostatni.

Parę razy umawialiśmy się na rozmowę. Wizyty w szpitalu, konsultacje z lekarzami, dni gorszego samopoczucia przesuwały termin naszego spotkania. Aż w końcu udało się - 22 maja usiedliśmy w pięknym ogrodzie, troskliwie pielęgnowanym przez Annę Milewską, żonę pana Andrzeja. Było ciepło, jak na tę porę roku, ptaki śpiewały jak oszalałe, Warszawa ze swoim zgiełkiem pozostała gdzieś daleko.

- Po pięćdziesięciu prawie latach uprawiania alpinizmu wyczynowego można się jeszcze cieszyć górami?

- I to jak! Do niedawna lubiłem bardzo w słoneczny dzień pójść na jakąś klasyczną wspinaczkę tatrzańską - dla czystej przyjemności. Można kochać i podziwiać góry ze ścieżki turystycznej, ale dopiero alpinizm daje okazję bycia z nim i jak najbliżej. Alpinizm, mimo udogodnień technicznych, to wciąż kontakt z przyrodą nieskażoną cywilizacją i nieustanna walka, w której nie zawsze jest dane zwyciężyć człowiekowi.

- Panu szczęśliwie udawało się.

- To nie tylko kwestia szczęścia, ale i umiejętności. W górach zawsze chciałem robić coś nowego, na światowym poziomie, a do tego niezbędne były odpowiednie umiejętności, jak to się dziś modnie mówi - profesjonalizm. Stawiałem przed sobą naprawdę trudne cele i aby je osiągnąć, musiałem mieć doborowy zespół i doskonały sprzęt. Do alpinizmu podchodziłem jak zawodowiec, ale nie traktowałem go jak swej profesji życiowej.

- I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od wakacji w Rabce dla poratowania zdrowia!

- To dość długa i skomplikowana historia. Otóż mój ojciec, Filip Zawada, syn Tomasza, powstańca z roku 1863, był legionistą. Przeszedł całą kompanię wojenną w roku 1920, dosłużył się stopnia majora, ale zrezygnował z kariery wojskowej. Specjalizował się w prawie międzynarodowym. Będąc konsulem w Tuluzie, zachorował na gruźlicę i mimo leczenia w Davos, zmarł w 1932 roku. Wówczas mama zdecydowała się powrócić z dziećmi (miałem starszą siostrę) do Polski. Przez jakiś czas tułaliśmy się po różnych krewnych, bo nie mieliśmy własnego domu. Mama, przewrażliwiona po śmierci ojca, obawiała się, że i my możemy zachorować na gruźlicę. Po naradach z lekarzami wywiozła nas do Rabki, która uchodziła wtedy za idealne miejsce dla dzieci ze skłonnościami do chorób płucnych. Miały to być tylko wakacje, ale nam tak się tam spodobało, że zostaliśmy na zimę. Całe dnie szaleliśmy na sankach, ani myśląc chorować. Potem starsza siostra poszła do pierwszej klasy, ja do przedszkola, a mama zaczęła udzielać lekcji niemieckiego. Renta po ojcu, pieniądze ze sprzedaży jego samochodu i pożyczka bankowa pozwoliły na budowę własnego domu. W maju 1939 roku dom był całkowicie gotów i na cześć ojca został nazwany „Filipinka”.

- Z Rabki miał pan blisko w Tatry.

- Miałem chyba z dziesięć lat, gdy jeden z naszych lokatorów - a był to dość bogaty Żyd - zaproponował nam wycieczkę do Zakopanego, bardzo luksusową, bo rolls roycem. Bardzo wcześnie zainteresowałem się techniką, toteż nic dziwnego, że największe wrażenie zrobiła na mnie kolejka na Kasprowy Wierch, nie tak dawno oddana do użytku. Podczas okupacji niemieckiej Polakom nie wolno było jeździć do Zakopanego i chodzić po Tatrach. Nie przejmowałem się tymi zakazami i często wyruszałem pociągiem do Zakopanego, gnałem w góry i późnym popołudniem wracałem do Rabki.

- Matka pozwalała na tak podwójnie niebezpieczne eskapady?

- Cóż, kilkuletniemu chłopcu raczej niewiele groziło ze strony Niemców, zaś co do gór, to mama widocznie uznała, że potrafię zachować się w nich odpowiedzialnie. Tatry ciągnęły mnie nieodparcie, ale i wyprawy na Turbacz czy zbieranie malin i jeżyn na Lubaniu miały swój urok. Od tamtych czasów czuję się góralem, choć urodziłem się na Warmii, w Olsztynie. Gdy tylko znajdę się na wysokości przekraczającej dwa tysiące metrów, odżywam. Widocznie moje płuca dostosowały się do rozrzedzonego powietrza. W górach mam szybsze tętno i dużo więcej energii życiowej.

- Rzeczywiście, przyjemne to uczucie, sama je również miewam. Ale jak ma się to do pańskiej specjalności, jaką są wspinaczki, wyprawy zimowe w góry wysokie? Jeśli - jak niektórzy utrzymują - alpinizm to zajęcie dla masochistów, alpinizm zimowy jest masochizmem do kwadratu.

- Moja ideologia górska jest następująca - nie potrafiłbym konsumować słodyczy cywilizacji, gdybym nie był przekonany, że w warunkach ekstremalnych potrafię zaryzykować własnym życiem. Nie umiałbym żyć bez tej pewności, że mogę rzucić wszystko, wrócić w góry i zrobić coś takiego, co nie ma żadnego związku z wygodnym, leniwym i bardzo nieciekawym życiem mieszczucha.

- Tak rozumuje dojrzały, utwierdzony w swych wyborach człowiek. Czym jednak kieruje się dwudziestolatek, rozpoczynając karierę górską?

- Zawsze pociągało mnie ryzyko, pewnie mant to po dziadku Tomaszu. Jako dziewiętnastoletni gimnazjalista dowiedział się, że w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie. Ze Lwowa przekradł się przez granicę i dzielnie walczył o niepodległość Polski. Ojciec już nie miał tej fantazji. Z opowiadań mamy wiem, że był bardzo spokojnym, zrównoważonym człowiekiem. Z prawa międzynarodowego doktoryzował się w Wiedniu. Nic więc dziwnego, że wybrał karierę dyplomatyczną, a nie wojskową, mimo legionowej przeszłości. Gdyby żył, z pewnością chciałby, bym poszedł w jego ślady. Mimo wszystko pewne zdolności dyplomatyczne po ojcu odziedziczyłem. Przydały mi się w negocjacjach z najróżniejszymi władzami, w staraniach o pieniądze na wyprawy i o zezwolenia. Ileż starań wymagało przekonanie władz Nepalu, by udzieliły polskim alpinistom zezwolenia na zdobywanie Everestu zimą!

- Co pana najbardziej pociągało w alpinizmie?

- Cóż, życie daje człowiekowi wiele szans, wybór jest ogromny. Wciąż zachwycam się światem i nie rozumiem ludzi, którzy mówią, że nudzą się. Nawet gdybym po jakimś wypadku stracił sprawność fizyczną, świat wciąż byłby piękny i fascynujący, choć przyznaję, że aktywność ruchowa jest dla mnie bardzo ważna. A alpinizm to ruch, wysiłek fizyczny, pokonywanie własnych ograniczeń. Nigdy jednak alpinizm nie przesłonił mi całego świata... O, leci nad nami helikopter! Słyszy pani?

- Można zamknąć oczy i pomyśleć, że jesteśmy w Tatrach, a nie w ogrodzie na warszawskim Żoliborzu...

- Obok nas stoi motorówka. Po powrocie z gór uwielbiam razem z Anną wyskoczyć na Mazury. Wiele nam daje kontakt z tak odmiennym żywiołem, pobudza zupełnie inne zmysły, uczucia. Przypominam sobie, jak nieraz sprzeczałem się z Krzysztofem Zanussim. Krzysztof, wybitny „mózgowiec”, utrzymywał, że rozum jest miarą wszechrzeczy, ja zaś - że człowiek istnieje tylko dzięki uczuciom, emocjom. Nawet te najbardziej pierwotne, jakich doznajemy choćby wtedy, gdy walczymy o życie, wzbogacają nas, sprawiają że nasze człowieczeństwo staje się pełniejsze. Pytałem go: „Słuchaj, Krzysztof, czy ty nie odczuwasz satysfakcji, gdy patrzysz na taką masę materii, jaką są góry?” Tu już nawet nie chodzi o piękno urzeźbionej skały, ale właśnie ta niewiarygodnie wielka masa czystej materii jest fascynująca! To odczuwa się tylko w górach i wówczas nieważne są nasze rozterki intelektualne czy stresy duchowe.

- Zawsze był pan zwolennikiem zespołowego działania w górach. Czy to nie kłóci się nieco z ideologią alpinizmu jako sportu wolnych ludzi, wiecznych indywidualistów?

- Wyprawa narodowa, mająca przed sobą trudny cel, to w pełni zbiorowe zadanie. I tutaj indywidualizm musi być podporządkowany interesom zespołu. Dwa lata temu, podczas przeglądu filmów górskich w Lądku Zdroju, miałem na ten temat burzliwą dyskusję z młodymi ludźmi. Wypowiadali się niezwykle entuzjastycznie o solowym wspinaniu. Wyśmiewałem się nieco z tego entuzjazmu, proponując im, by dokonali samotnego wejścia na Nanga Parbat zimą. A jeśli tego nie potrafią, niech nie zabierają głosu. Można kpić sobie ze staromodnych, ciężkich wypraw, ale jak do tej pory, nikt nie wszedł samotnie na ośmiotysięczny szczyt zimą. Kiedyś może znajdą się tacy, jeszcze lepsi technicznie, ze sprzętem nowej generacji. Wtedy czapki z głów! A ja takiego kozaka na rękach będę nosił.

- Czy te ciągoty do wejść solowych nie wynikają z chęci bycia gwiazdą?

- Oczywiście, chodzi o to, by znaleźć się na pierwszych stronach gazet. A jak tego dokonać? Trzeba publiczność, spragnioną sensacji, czymś zaskoczyć. Nawet tak znakomity, światowej klasy alpinista, jak Krzysztof Wielicki, który przecież już nie musi zabiegać o popularność, od czasu do czasu nie może się powstrzymać, by nie strzelić solówki. I wtedy podejmuje ogromne ryzyko, a ja publicznie mu to wytykam.

- Więc może to nie tylko chęć zwrócenia na siebie uwagi, ale rzeczywista potrzeba bycia sam na sam z górami?

- Owszem, rozumiem, że można odczuwać taką potrzebę. Wystarczy jednak zwichnąć nogę. I co byś wtedy zrobił, Krzysiu, na Nanga Parbat? Na dole zostawiłem mu swojego sirdara z pepeszą. Lecz cóż on mógł zrobić w razie jakiegoś wypadku? Najwyżej wystrzeliłby na pożegnanie dwie serie i poszedł do domu. A Krzyś by został na Nanga Parbat.

- No cóż, jako początkujący wspinacz przeszedł pan twardą, powojenną szkołę „kolektywizacji” tego sportu.

- Nie było tak źle. Na początku lat pięćdziesiątych mój kolega z geofizyki zakochał się w Eli Kowalskiej, jak później się okazało, taterniczce. No i ruszyliśmy we czwórkę w Tatry - mój kolega z Elżbietą i ja z narzeczoną, późniejszą pierwszą żoną. Ale jej góry nie pociągały.

- I pewnie dlatego została byłą żoną?

- No właśnie... Pierwsze doświadczenie wspinaczkowe zdobywałem na ściankach nad Stawkami Gąsienicowymi. Ela pokazała mi, jak wiąże się linę, jakie są węzły taternickie. Potem poszliśmy do Doliny za Mnichem, gdzie poznałem słynnego „Szmaciarza” - Jerzego Sawickiego. On robił klasyczną drogę na Mnichu, my - przez Płytę. Skończyliśmy naszą drogę już o zmierzchu. Schodząc, natknęliśmy się na szałas. Baca ugościł nas żętycą, a ja do dziś, choć minęło pięćdziesiąt lat, pamiętam jej smak i dźwięk owczych zbyrkadeł. Do schroniska nad Morskim Okiem dotarliśmy dopiero po dziesiątej. Byłem bardzo ciekaw tego mojego pierwszego noclegu w górskim schronisku. Tam, gdzie dziś jest tak zwany ciąg gastronomiczny, była zbiorowa sypialnia. W całkowitych ciemnościach, potykając się o metalowe łóżka z siennikami wypchanymi sianem, usiłowaliśmy znaleźć jakieś miejsce do spania. Tu i ówdzie rozlegały się donośne pochrapywania strudzonych taterników, a z jednego kąta dobiegał monotonny monolog: „Kurwa, przecież położyłem go tutaj! Kurwa, kto mi ruszał plecak?” I tak poznałem „Szlachetnego” - Zdzisława Jakubowskiego, późniejszego kierownika Szkoły Taternictwa na Hali Gąsienicowej.

- Dobre miał pan początki.

- Muszę pani powiedzieć, że nie byłem łamagą wspinaczkowym, instruktorzy od razu uznali, że mam zacięcie... Po Mnichu zrobiliśmy jeszcze jakąś drogę na Granatach i na tym skończył się mój pierwszy wspinaczkowy wyjazd w Tatry. Wróciłem do Warszawy, Ela, z kimś jeszcze, ale nie pamiętam z kim, zarekomendowała mnie Wawrzyńcowi Żuławskiemu. I tak, przy kawie z „Wawą”, zostałem przyjęty do Klubu Wysokogórskiego. Potem, jak Pan Bóg przykazał, zapisałem się na kurs dla początkujących, organizowany przez klub w schronisku babki Bustryckicj na Hali Gąsienicowej. Kierownikiem był sam wielki „Mojżesz” - Stanisław Groński. Instruktorzy mieszkali na pięterku, kursanci na dole. I co rano „Mojżesz” budził nas wołając: „Pora wstawać, skursusyny!” O tamtych czasach można książkę napisać, i to niejedną. Ale na dziś może już skończymy? Kiedy pani będzie znów w Warszawie? Na początku września? No to umówimy się i pogadamy jeszcze.

Nie pogadaliśmy. W nocy z 20 na 21 sierpnia Andrzej Zawada zmarł, do końca walcząc z chorobą.

Tygodnik Podhalański 39/2000 


Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Reklama
Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • PRACA | dam
    KARCZMA W ZAKOPANEM ZATRUDNI OD ZARAZ: KELNERA/-KĘ z doświadczeniem, ATRAKCYJNE WYNAGRODZENIE. 533 226 109.
  • USŁUGI | inne
    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Kupie pensjonat , cały apartamentowiec w Zakopanym. 660797241marekg@b12.pl
    Tel.: 660797241
    E-mail: marekg@b12.pl
  • PRACA | dam
    Zatrudnię osobę do pracy biurowej w spółce deweloperskiej. Praca na stałe, w godz. 8-16. Wymagane prawo jazdy oraz biegła obsługa office. Obowiązki: sporządzanie dokumentów administracyjnych, obsługa dok. księgowych, kontakt z podwykonawcami. 793931388
    Tel.: 793931388
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Bezpośrednio od właściciela - MIESZKANIE 48 m kw., 2 pokoje, czynsz 1300 zł/m-c. Nowy Targ centrum. 600 931 295.
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Bezpośrednio od właściciela - MIESZKANIE 3-pokojowe, w centrum Nowego Targu, 85 m kw., 2 tys. zł/m-c, ogrzewanie w czynszu. 600 931 295.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    GOSPODARSTWO ROLNE. 530 083 821.
  • PRACA | dam
    Hotel Tatry na Polanie Zgorzelisko zatrudni RECEPCJONISTĘ/KĘ z możliwością zakwaterowania. Tel. 1820 63730 lub 506 129 438. Szczegółowe informacje na stronie:www.polskietatry.pl
    WWW: www.polskietatry.pl
  • PRACA | dam
    Praca przy wylewkach potrzebny chłopak na łate z doświadczeniem praca od zaraz stawka 4zl za m/2 725 660 059 Zatrudnię cała brygade stawka do uzgodnienia. 725660059kamilsarna016@gmail.com
    Tel.: 725660059
    E-mail: kamilsarna016@gmail.com
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    MIESZKANIE W BLOKU w Zakopanem kupię bez pośredników, za gotówkę, może być do remontu, spółdzielcze itp. Tel. 519170500
  • PRACA | dam
    Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem zatrudni na podstawie umowy zlecenia RECEPCJONISTĘ / RECEPCJONISTKĘ. Więcej szczegółów pod numerem telefonu: 725 300 377. E-mail: sekretariat.zakopane@cos.pl
    E-mail: sekretariat.zakopane@cos.pl
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 2-pokojowe, Zakopane centrum - od zaraz - 889 475 783.
    Tel.: 889 475 783.
  • PRACA | dam
    Szkoła języków obcych CJO Progress z Nowego Targu zatrudni nauczycieli języka angielskiego. Chętnych zapraszamy do kontaktu telefonicznego. 606480923m.nalepastopa@gmail.com
    Tel.: 606480923
    E-mail: m.nalepastopa@gmail.com
  • PRACA | dam
    BACHLEDA RESORT ZAKOPANE w centrum miasta zatrudni: POKOJOWĄ, HOUSEMANA, PRACOWNIKA DZIAŁU TECHNICZNEGO. Szczegółowe warunki do uzgodnienia w trakcie bezpośredniego spotkania. Doświadczenie w pracy w hotelu na podobnych stanowiskach mile widziane. CV proszę przesyłać na adres: kkucharska@bachledaresort.pl, tel. 734 217 910 (pokojowe, houseman); amiler@bachledaresort.pl, tel. 604 955 260 (dział techniczny).
  • PRACA | dam
    RESTAURACJA DOMINIUM NA KRUPÓWKACH zatrudni POMOC KUCHENNĄ i DOSTAWCĘ. 664 023 298, 668 404 790.
  • PRACA | dam
    Praca na stolarni.Podwilk tel.603503944. 603503944
    Tel.: 603503944
  • USŁUGI | budowlane
    Usługi remontowo-budowlane "JANIK-BUD" oferuje prace: WYKOŃCZENIA WNĘTRZ, MONTAŻ PODŁÓG oraz BUDOWY OD PODSTAW. "SZYBKO, TANIO, SOLIDNIE." 533 133 493, k.janik67@interia.pl.
  • NAUKA
    LEKCJE, KONWERSACJE - JĘZ. ANGIELSKI I HISZPAŃSKI - ZAKOPANE - 608 250 751.
  • PRACA | dam
    Ośrodek w Bukowinie Szuka Ratownika Na Basen Hotelowy. Praca Od Zaraz Cały Rok. Wyżywienie i Zakwaterowanie. 601508758praca@grandstasinda.plwww.grandstasinda.pl
    Tel.: 601508758
    E-mail: praca@grandstasinda.pl
    WWW: www.grandstasinda.pl
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    Toyota RAV4, kolor srebrny metalik, rok produkcji 2002, 2.0 d-4d, SUPER STAN!!! 607553159masecek@gmail.com
    Tel.: 607553159
    E-mail: masecek@gmail.com
  • PRACA | dam
    Zatrudnię ASYSTENTKĘ STOMATOLOGICZNĄ/HIGIENISTKĘ - Zakopane - 604 232 488.
  • NIERUCHOMOŚCI | pośrednictwo
    Obsługa domków i apartamentów. 788 633 633, www.zarzadzanieapartamentami.info
    WWW: www.zarzadzanieapartamentami.info
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Zatrudnimy: POMOCNIKÓW oraz tynkarzy, stolarzy, malarzy, dekarzy. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 2-3 tyg. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742 Tel.
2020-09-29 21:36 Trzy kultury - Spiszacy, Podhalanie i Cyganie (WIDEO) 2020-09-29 21:00 Ograniczony dostęp do ośrodka w Łapszach 2020-09-29 20:40 Szkoły po remoncie 2020-09-29 19:55 Finansowe plany na nowy rok 2020-09-29 19:09 Nowa ścieżka edukacyjna 2020-09-29 18:16 Likwidacja barszczu Sosnowskiego 2 2020-09-29 17:30 Minister zdrowia zapowiada zmiany w obostrzeniach 4 2020-09-29 17:10 Konkurs kulinarny Gorczańskie smaki 2020-09-29 16:45 Turystów wyraźnie mniej 2020-09-29 16:00 Ostrzeżenie przed silnymi opadami deszczu 2020-09-29 15:29 Elektryczny autobus po testach na ulicach Miasta 2020-09-29 14:56 Spokojnie i pusto pod Wielką Krokwią 1 2020-09-29 14:30 Na najwyższych szczytach Tatr spadł śnieg 1 2020-09-29 14:00 Droga szamana cz. 1. Konkurs dla czytelników 2020-09-29 13:45 Uwaga na utrudnienia drogowe w Łapszach Wyżnych 2020-09-29 13:16 Kolejny martwy jeleń 1 2020-09-29 13:00 Trwają poszukiwania 40-letniej zaginionej z Warszawy 2020-09-29 12:19 Właściciel roweru poszukiwany 2020-09-29 11:49 Biedronki na zdalnym nauczaniu 2020-09-29 11:15 Zmarł 82-letni mężczyzna z powiatu nowotarskiego. Przyczyną był Covid-19 5 2020-09-29 10:30 "Roman" na cmentarzu 4 2020-09-29 09:45 Sołtys wybrany 1 2020-09-29 09:00 W drodze na Świnicę (WIDEO, ZDJĘCIA) 2 2020-09-29 08:00 Zmierzch muzycznego świata (WIDEO) 1 2020-09-28 21:27 Rękodzieło łączy pokolenia 2 2020-09-28 21:00 Trwa akcja szczepienia lisów 2020-09-28 20:10 Marusynianki jadą do Tarnogrodu 1 2020-09-28 19:15 Spotkanie przy pianinie z Jerzym Chruścińskim (WIDEO) 2020-09-28 19:11 Stacja Zakopane 2020-09-28 18:32 Daniele spacerują po Bukowinie Tatrzańskiej 1 2020-09-28 18:01 Z Bartusiem Obrochtą w tle 2020-09-28 17:44 Mama i tata do aresztu, dziecko do pogotowia 1 2020-09-28 16:59 Akcja - kotłowa inwentaryzacja 5 2020-09-28 16:15 Armia dla JPII (ZDJĘCIA) 2 2020-09-28 15:29 Złodziej roweru poszukiwany (WIDEO) 2 2020-09-28 14:43 Kolejne zakażenia w domu pomocy społecznej 2020-09-28 13:58 Pijany weekend w Zakopanem. Turysta skakał po dachach samochodów 6 2020-09-28 13:16 Mistrzostwa Świata Juniorów w Zakopanem odwołane 2020-09-28 12:38 Tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny - które badanie wybrać 2020-09-28 12:37 Były minister zdrowia Łukasz Szumowski ma koronawirusa 7 2020-09-28 12:31 Przed nami deszczowe dni, ale weekend powinien być w miarę słoneczny 2020-09-28 11:45 Policjanci ukarali mandatem mężczyznę, który odpalał fajerwerki 4 2020-09-28 11:00 Jazda „podlewana” i bum... 2020-09-28 10:43 17 nowych zakażeń na Podhalu. W powiecie tatrzańskim więcej niż w nowotarskim 2 2020-09-28 10:00 Uwaga kierowcy - korki na Niwie 2020-09-28 08:58 Śmiertelny wypadek rowerzysty w Czarnej Górze 5 2020-09-28 08:00 Moje Podhale w wizji Marii Mrożek 2020-09-27 21:45 Lotnisko z widokiem na Tatry 5 2020-09-27 21:02 Dwukrotne wykopki w ulicy Krzywej - winne były procedury 6 2020-09-27 20:05 Ponad 300 tys. zł strat z powodu pandemii odnotowało MCSiR 2
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2020-09-29 22:54 1. @Siedzący byk Cudami bym nazwał to co wypisujesz... 2020-09-29 21:36 2. straszne i smieszne, nie potrafia wyegzekwować noszenia maseczek w sklepach a cuduja z noszeniem niby w przestrzeni publicznej... 2020-09-29 21:00 3. Z barszczem się walczy od marca a nie od lipca!!! Takie działanie powoduje tylko że roślina rozsiewa swoje nasiona i wzmacnia korzenie. Razem z bratem wytępiliśmy duże skupisko barszczu na pobliskim zakolu rzeki sukcesywnie co dwa-trzy tygodnie rwąc i kosząc wszystkie liście i wschodzące pędy. Trwało to 2 lata ale od 7 nie ma po nim śladu. Wszystkim polecam takie działanie - trzeba tylko się ubrać żeby nie popryskać skóry sokami. 2020-09-29 20:56 4. No i w końcu spokój od tych przyjezdnych. .... 2020-09-29 20:29 5. No wreszcie, brawo synoptycy. Co prawda we wtorek, nie w niedzielę. I na Łomnicy, nie na Kasprowym. I nie 30 cm a 3. Ale spadł, tak jak zapowiadali. 2020-09-29 20:26 6. Kocham te urzędnicze pomysły pod hasłem "zmieńmy coś, bo powiedzą że nic nie robimy". Np. co to za różnica 150 osób na weselu czy 100? I tak nikt ich nie liczy i nikt tego nie sprawdza. Ale urzędnik swoje "zrobił". 2020-09-29 20:25 7. Ilu tu wynajętych "literatów". Niby taki nieistotny temat sprzed wielu pokoleń. Jacyś zaszczuci ludzie z bronią lekką mieli czelność sprzeciwić się największemu złu XX wieku i do dzisiaj działa przeciw nim płatna, czarna propaganda. Płatni agenci w trzecim pokoleniu, korzystający z zagrabionego przemocą majątku rzucają fekalia na wszystkich, którzy chcieliby powrotu do zasad wiary, czci i honoru. Ale to w rzeczywistości słabo jak na potencjał socjalistów, komunistów, goralenfolków, byłych hitlerowców z Orawy i Spisza, ormowców, ubeków , pzprowców, agentów komunistycznych poprzebieranych także niekiedy w czarne sutanny. Cześć pamięci żołnierzom Wojska Polskiego ze zgrupowań Ognia. 2020-09-29 19:52 8. Fakt, wirus zmienił zachowania. Teraz zamiast różańca przy lusterku w aucie, wisi maseczka. Widać, że niektórzy przestali wierzyć w cuda. 2020-09-29 19:28 9. Barszcz dawno zakwitnal i nasiona wysial. Brawo. 2020-09-29 19:17 10. Wilki zabijają wszystko co spotkają czy są głodne czy nie a głowy z truchel jeleni zawsze się zabierało do domu. A co do klosownikow to przeważnie zbierają całego jelenia
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

FILMY TP

Pożegnania

Bojcorka

Album TP