Swoje życie zaplanował już w wieku młodzieńczym, a potem konsekwentnie plan ten realizował. Będąc w świetnej - jak na swoje lata - formie i kondycji fizycznej, mógł zrealizować jeszcze wiele zamierzeń, ale życie Włodka zostało nagle przerwane. Co prawda brał ten fakt pod uwagę, że kiedyś limit udanych wspinaczek może się wyczerpać. Mawiał: „Statystyka jest nieubłagana - jeżeli chodzę po Tatrach 200 dni w roku, to tam wcześniej lub później znajdę śmierć” i tak też się stało, tylko jeszcze trochę za wcześnie. Te pół wieku wspaniałej przygody tatrzańskiej, przeżywanej na wielu płaszczyznach, tak kiedyś podsumował: „Jestem zadowolony z życia, gdybym miał je jeszcze raz przeżywać - zmieniałbym bardzo niewiele”. Dewizę życiową miał następującą: „Jeśli już być na tym wspaniałym świecie - to być kimś. Nie warto zmarnować życia - tego przypadkowego prezentu - na banalność i tuzinkowość”. Włodek ten cel zrealizował. Był więcej, niż kimś. Na trwałe zapisał się w dziejach taternictwa, nie tylko jako najlepszy znawca topografii Tatr, ale również jako autor wielu nowych dróg wspinaczkowych, 19 tomów szczegółowego przewodnika po Tatrach, wielu nazw topograficznych, ciekawych tur górskich, wspinaczek „na żywca”, a przede wszystkim solowego, rekordowego przejścia, w stylu czysto sportowym, Głównej Grani Tatr w ciągu 3,5 dnia w 1975 roku.
Do ostatnich dni życia był niezwykle aktywny. Trzy dni przed tragiczną wspinaczką usłyszał od pewnej pani komplement: „Ładnie się pan starzeje”, który wprawił go w dobry nastrój. Realizował się w wielu dziedzinach. Były to nie tylko Tatry, seks i polityka, jak napisał w podtytule swojej autobiografii „Góral z Wilna”, ale także brydż, szachy, muzyka, a przy okazji również praca zawodowa, zgodna z jego wykształceniem. Na szczęście udało mu się znaleźć taką pracę, że miał sporo czasu na Tatry, bo przecież to one zadecydowały o tym, że zamieszkał w Zakopanem. Tatry - jak przyznaje - zobaczył po raz pierwszy z Babiej Góry w wieku 19 lat, kiedy był po drugim roku Politechniki Gdańskiej. W czasie wakacji odwiedził rodziców, którzy przebywali tam na wczasach. Wszedł nie bez oporu na Babią Górę, zobaczył Tatry i zdębiał z wrażenia. I tak się zaczęło. W arkana wspinaczki wprowadzał go Andrzej Nowacki, który studiował na tym samym wydziale. Potem był kurs taternicki coraz częstsze wyjazdy w Tatry, zapisał się do Klubu Wysokogórskiego w Trójmieście. Po studiach odrobił 2 lata fundowanego stypendium w krakowskiej geofizyce - stąd znacznie bliżej było już w Tatry - a w 1965 roku zamieszkał w wynajętym pokoiku w Kirach i zatrudnił się w ZURiT, naprawiając radia i telewizory. To właśnie w tym okresie poznałem Włodka, który potem nieraz bywał u nas na Skibówkach. Graliśmy w brydża, popijając Vermouth. Z Kir do pracy w Zakopanem chodził nieraz dziwnymi drogami. Kiedyś za 3 godziny, przez Czerwone Wierchy, był już o godz. 8 w warsztacie ZURiT przy ul. Nowotarskiej. W następnym roku zaczynał się kurs przewodnicki, który prowadził Witold Paryski. Zapisaliśmy się: Włodek, ja, Piotrek Malinowski, który po ukończeniu szkoły w Warszawie powrócił do Zakopanego, oraz Józek Olszewski, posiadający już pokaźny dorobek taternicki, uczestnik przejścia Głównej Grani Tatr w 1960 roku. Kurs trwał niespełna rok. Włodek, który lubił geografię, łatwo zapamiętywał szczegóły topografii tatrzańskiej i od razu zyskał sympatię Mistrza. Podtatrze i przyległe pasma górskie w zasadzie go nie interesowały. Paryski, który znał jego zainteresowanie wyłącznie Tatrami, zadał mu z Podtatrza tylko jedno pytanie: „Wymieńcie, kolego, gdzie znajdują się na naszym terenie przekaźniki radiowo-telewizyjne”, co oczywiście Włodkowi nie sprawiło trudności - chodziło o Gubałówkę, Kralovom hole i Luboń Wielki. Egzamin z Podtatrza zdał, a z topografii Tatr już wtedy był bardzo dobry. Blachę przewodnicką odebrał z dumą z rąk samego Mistrza na Gerlachu. W tamtych latach został kandydatem w Pogotowiu Górskim, a w 1967 roku złożył przysięgę ratowniczą. Ucieszył się, kiedy zaproponowano mu pracę w Stacji Linii Radiowej na Luboniu Wielkim koło Rabki. Co prawda było to dalej od Tatr, ale za to co za praca! Tydzień pracy non stop, a potem 2 tygodnie wolne. Mieszkanie bliżej, bo na Krzeptówkach, załatwił mu „Ujek” Krzeptowski, ratownik i przewodnik tatrzański. Włodek mógł już dodatkowo zarobić na wycieczkach, jako przewodnik. Dostawał z BORT PTTK zlecenia i oprowadzał wycieczki - szkolne, grupy z PGR, kopalń i innych zakładów pracy. Ale to nie była praca, która dawałaby mu satysfakcję. Kiedy tylko mógł, wyrywał się w Tatry na wspinaczki - z partnerem albo (często) samotnie. W tym czasie przeszedł wiele dróg wspinaczkowych „na żywca”, nie przekraczając V stopnia trudności. W czasie dyżurów na Luboniu biegał wczesnym rankiem po lasach, a w razie deszczu po schodach 7-piętrowego obiektu, uzyskując czasem wynik przewyższenia taki, jak z Morskiego Oka na Rysy i z powrotem. Dbał o kondycję, a w dniach wolnych od pracy zaliczał kolejne szczyty w Tatrach i drogi wspinaczkowe. Na niektórych szczytach przeszedł wszystkie drogi, a nawet poprowadził własne. Przygotowywał się solidnie do przejścia solowego Głównej Grani Tatr, przechodząc wcześniej poszczególne fragmenty grani. Co prawda Krzysiek Żurek ubiegł go w realizacji tego projektu, ale Włodek zrobił to w stylu sportowym, nie miał założonych na grani składów, wszystko niósł z sobą. Przejście to dokonane w ciągu 3,5 dnia uważał za swoje największe osiągnięcie tatrzańskie. Wszedł w Tatrach na wszystkie nazwane szczyty i turniczki, a na niektórych był wielokrotnie.
By zostać ratownikiem, musiał nauczyć się dobrze jeździć na nartach. Przyznaje, że w czasie pierwszego zjazdu z Kasprowego przez Goryczkową zaliczył ponad 30 upadków, ale potem, będąc na dyżurach, uparcie trenował, nogi miał silne, kondycję też, gorzej było z techniką. Miałem kiedyś z Włodkiem obstawę treningu supergiganta na Goryczkowej. Po zakończonym przejeździe zawodników zaczęliśmy zjeżdżać z pustą akią z Przełęczy Goryczkowej do Kuźnic. Włodek z przodu, przy dyszelkach, ja z tyłu. Pojechał ostro po bramkach, coraz prędzej, a z „Buli nad Polakiem” po muldach prosto w dół, do nartostrady. Myślałem wtedy, że już po nas, ale jakoś się udało. Więcej już z Włodkiem z akią nie zjeżdżałem. Przez prawie 40 lat Włodek pełnił dyżury ratownicze w schronisku przy Morskim Oku. To był jego ulubiony rejon Tatr Polskich. Wczesnym rankiem „pomykał” na któryś z sąsiednich szczytów, a kiedy do schroniska dochodzili pierwsi turyści, był już w dyżurce ratowniczej. Przez ten cały okres pracy ochotniczej, a potem również zawodowej w Pogotowiu Tatrzańskim należał do najaktywniejszych ratowników, prawie co roku otrzymywał nagrodę Naczelnika TOPR za największą liczbę przepracowanych godzin. Warto przypomnieć, że Włodek był jednym z głównych inicjatorów reaktywowania TOPR na początku lat 90. Uczestniczył w ponad 500 wyprawach, a za swoje zasługi w ratownictwie został odznaczony Krzyżem Oficerskim OOP, a potem Krzyżem Komandorskim OOP. Włodek szybko awansował w karierze przewodnickiej. Już w 1969 roku został przewodnikiem II klasy, a w następnym I klasy. Jako specjalista od topografii Tatr został członkiem Komisji Egzaminacyjnej dla przewodników tatrzańskich, potem jej przewodniczącym. Na każdym kursie przewodnickim dzielił się swoją wiedzą, a jego wykłady cieszyły się ogromnym powodzeniem. Wyszkolił wielu bardzo dobrych przewodników i ratowników tatrzańskich. Po latach zrezygnował, kiedy zostały wprowadzone przepisy regulujące przebieg egzaminu, z czym Włodek się nie zgadzał. W ostatnich latach, chociaż nie był członkiem komisji, nadal szkolił nowych przewodników zarówno na wykładach, jak i w terenie, i wszyscy dziwili się, jaką ma jeszcze świetną kondycję. Część swojej wiedzy przekazał w 18 tomach szczegółowego przewodnika po Tatrach, którego ostatni - 19. tom „Główna Grań Tatr” ukaże się już pośmiertnie. Początkowo planował współpracę z Witoldem Paryskim. Kiedy współpraca nie układała się, bo każdy z nich miał swoją koncepcję, Włodek sam postanowił podjąć się realizacji wielotomowego dzieła, które - jak szacował wstępnie - miało się składać z 60 tomów. Od zarania swego taternictwa był zagorzałym obrońcą przyrody tatrzańskiej, co podkreślał na każdym kroku, prawie w każdym swoim tomie przewodnika, a także na wykładach. To tylko kilka moich wspomnień o Włodku, głównie z początkowego okresu jego działalności w Tatrach. Wiele by można napisać o jego pozostałych pasjach, zainteresowaniach i poglądach oraz o Włodku jako człowieku. Odsyłam czytelników do blogu na stronie TP, do tekstu Maćka Krupy, który niezwykle trafnie charakteryzuje jego osobowość.
Apoloniusz Rajwa
Tygodnik Podhalański 43/2013
A tak pisaliśmy o nim, tydzień wcześniej, gdy Włodek zginął
To była wyprawa po ostatnie poprawki do 19. części szczegółowego przewodnika po Tatrach.
W Dolinie Złomisk, po słowackiej stronie gór, zginął w sobotę Władysław „Włodek” Cywiński, niekwestionowany autorytet i największy znawca Tatr. Człowiek z zasadami. Jako jedyny zdobył wszystkie, najmniejsze nawet tatrzańskie szczyty, przeszedł niemal każdą trasę w naszych górach.
- Pamiętam, jak 4 lata temu, z okazji 70. urodzin Włodka, nazwałem go w tekście tatrologiem. Obruszył się na to, przypomniał, że tatrologiem można nazwać na przykład Witolda Paryskiego, który był znawcą wszystkiego, co związane z Tatrami. Włodek zaś z pewnością był największym ekspertem od topografii Tatr - mówi Apoloniusz Rajwa, przewodnik, ratownik TOPR.
Tego, co dokładnie stało się w sobotę 12 października ok. godz. 10.30 w Dolinie Złomisk, nie dowiemy się pewnie nigdy. Wiadomo, że rano Władysław Cywiński pojechał nad Popradzki Staw, w rejonie Doliny Złomisk i Wysokiej miał sprawdzić ostatnią rzecz, która potrzebna była do 19. części przygotowanego do wydania szczegółowego przewodnika po Tatrach. W rejon Wysokiej jednak nie dotarł. Możemy tylko podejrzewać, że ze względu na chmury zrezygnował z tej trasy i wybrał się na ścianę tzw. „Tępej”. Przed godz. 10.30 spadającego Cywińskiego z daleka widział polski turysta, który zaraz zadzwonił po pomoc do ratowników Horskiej Zachrannej Służby. Początkowo wydawało się, że to ktoś inny, skoro Cywiński miał wybrać się w nieco inną część Doliny Złomisk. Niestety, mężczyzną, który zginął na miejscu w wyniku upadku z kilkudziesięciu metrów, okazał się właśnie Cywiński.
Tego, co było bezpośrednią przyczyną wypadku, możemy się tylko domyślać. Cywiński chodził po górach bez ubezpieczenia, pokonywał północną ścianę. Być może o wypadku zadecydowało poślizgnięcie, być może odpadał od ściany z jakimś głazem.
Wiadomość o śmierci tak zasłużonego taternika, przewodnika, ratownika TOPR, a przede wszystkim człowieka, który w Tatrach spędził niemal całe życie, szybko obiegła górskie środowisko, a później ogólnopolskie media.
Władysław „Włodek” Cywiński urodził się w 1939 roku w Wilnie, ale od prawie pół wieku związał swoje życie z Tatrami. Z wykształcenia był inżynierem elektronikiem. W latach 1967-1982 pracował na Stacji Linii Radiowej na Luboniu Wielkim. Tygodniowe dyżury non-stop dawały później możliwość dwutygodniowej przerwy i w całości upływały Cywińskiemu na mozolnym poznawaniu tatrzańskiej topografii. - O ile dałoby się policzyć pokonane przez Włodka drogi wspinaczkowe, to z pewnością trudno byłoby zliczyć kilometry i metry przewyższenia, przebyte przez niego w Tatrach w ciągu tego okresu. Jest to z pewnością rekord świata, który jeszcze długo, a może w ogóle nie zostanie poprawiony - zaznacza Apoloniusz Rajwa.
Cywiński dokonał też w 1974 roku drugiego w historii samotnego przejścia całej grani Tatr, co zajęło mu 3,5 dnia. Było to jednak pierwsze przejście w „sportowym stylu”, bez wcześniejszego wnoszenia na grań żywności i sprzętu. Był szefem komisji egzaminacyjnej na przewodników tatrzańskich, zdecydowanie największym autorytetem w kwestii tatrzańskiej topografii. Przewodnik jego autorstwa cieszył się wielkim uznaniem. Jest jedynym tak szczegółowym dziełem, które ujrzało światło dzienne. Niestety, już po śmierci ukaże się jego 19. tom, poświęcony właśnie głównej grani Tatr. Poprzednie jego części często nie podobały się Słowakom, gdyż na kartkach przewodnika można było przeczytać dokładne opisy na przykład objętych ochroną Tatr Bielskich. Cywiński przykładał jednak wielką wagę do ochrony Tatr, był przeciwnikiem ich masowego udostępniania, często krytykował Słowaków za rabunkową gospodarkę leśną czy tamtejsze rozjeżdżone szlaki.
Jego przyjaciele wspominają, że był człowiekiem z zasadami. Jeżeli nie udało mu się do swoich racji przekonać innych, po prostu rezygnował. Oprócz przewodnika po Tatrach napisał wydaną w 2002 r. książkę „Góral z Wilna. Tatry, seks, polityka”. Poza górami uwielbiał grać w brydża, szachy i słuchać muzyki klasycznej. Mimo 74 lat miał niezwykłą kondycję, której zazdrościli mu młodzi wspinacze.
- Przy przygotowywaniu przewodnika do ostatniej chwili wykonywał poprawki i ta wyprawa też miała właśnie służyć sprawdzeniu jednej kwestii w rejonie Wysokiej. W ostatniej chwili ze względu na pogodę zmienił jednak zamiar i poszedł na zbocze Tępej, o czym powiedział przez telefon. Do tej pory trudno się otrząsnąć i uwierzyć w to, co się stało - mówi Miłosz Martynowicz, założyciel Wydawnictwa Górskiego, którego nakładem ukazywały się poszczególne części Szczegółowego Przewodnika po Tatrach. Martynowicz zapewnia, że niebawem ten 19. tom ukaże się w druku.
„On wydawał się być nieśmiertelny! W wieku 74 lat dysponował żelazną kondycją i chyba dobrym zdrowiem. Piszę chyba, bo o tym nie mówił, nie zwykł się skarżyć. Zginął w Tatrach. I wiem, że gdyby mógł wybierać, to tak by właśnie chciał. Nie w łóżku, w niedołęstwie czy chorobie, lecz w miarę w pełni sił, w ukochanych górach” - napisał Maciej Krupa na swoim blogu na stronie internetowej TP.
Paweł Pełka
Tygodnik Podhalański 42/2013
franek
2022-01-30 11:41:27
Wielki człowiek Tatr.
Żył jak chciał, zginął w sumie też tak jak by na pewno sam wolał.
Książki pozostały, nie mam jeszcze wszystkich tomów ale już niewiele brakuje.
Mieć po 70-ce taką kondycję jak on - marzenie :)
-
PRACA | dam
Młoda energiczna osoba poszukiwana do pracy na weekendy pod Gubałówką.... szczegoly pod numerem telefonu 781271166.
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE, SZPACHLOWANIE, DROBNE REMONTY. 787 036 888.
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Do wynajęcia MIESZKANIE 80 m2 - Szaflary. 660 876 537.
-
PRACA | dam
Przyjmę DO OPIEKI NAD STARSZĄ OSOBĄ. 665 602 766.
-
USŁUGI | budowlane
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122.
-
BIZNES
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
-
PRACA | dam
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122.
-
PRACA | dam
ZLECĘ PRACE PORZĄDKOWE, REMONTOWO-BUDOWLANE W KOŚCIELISKU, OD ZARAZ. 608 806 408
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
ZAKOPANE - KOŚCIELISKO DO WYNAJĘCIA KOMFORTOWE, WYPOSAŻONE MIESZKANIA 35-38m2. 608 806 408
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Emerytka szuka DOMU Z OGRODEM do wynajęcia - Nowy Targ i okolice. 575 450 977.
-
PRACA | dam
Hotel **** w Zakopanem zatrudni KUCHARZA a la Carte tel. + 48 792 276 261
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38 m2 i 50 m2 W CENTRUM NOWEGO TARGU, UL. KRZYWA, STANDARD DO ZAMIESZKANIA, NOWE, ŚWIEŻE. 608 806 408
-
USŁUGI | budowlane
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW ORAZ WIĘŹBY DACHOWE WRAZ Z POKRYCIEM. 572624414.
-
PRACA | dam
PIEKARNIA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KIEROWCĘ. Mile widziane doświadczenie. Praca na stałe. 602 759 709
-
PRACA | dam
Zatrudnię SPRZEDAWCZYNIĘ DO SKLEPU SPOŻYWCZEGO W ZAKOPANEM. 606 115 465.
-
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
-
PRACA | dam
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę przesyłać na adres: kantorzakopanepraca@gmail.com
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
-
KUPNO
KUPIĘ STARY POROZBIÓRKOWY SOSRĘB. Proszę wysłać zdjęcie na numer 605 306 244.
-
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
-
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.