Lech Olszański, ojciec tragicznie zmarłego pod Szpiglasową Przełęczą Bartka Olszańskiego, szykuje się do powtórnego wydania niezwykle krytycznej książki „TOPR. Święte krowy”. Omawia w niej szczegółowo przebieg wypadków z 30 grudnia 2001 roku, wykazuje błędy w akcji ratowniczej, a raczej wyprawy po zwłoki turystów.
W wyniku akcji zginęli ratownicy TOPR: 29-letni Marek Łabunowicz i 25-letni Bartek Olszański. Książka prezentuje przebieg prokuratorskiego śledztwa, przedstawia opinie biegłych, jest bogato ilustrowana zdjęciami i archiwaliami prasowymi. Zadaliśmy kilka pytań autorowi kontrowersyjnej publikacji.
– Skoro prokuratura czterokrotnie umorzyła śledztwo w tej sprawie, to po co ta książka? Czy w rok od wydania jest wciąż dostępna w księgarniach? Czy ma pan rozeznanie o jej zasięgu i jakie odbiera pan sygnały od czytelników z Zakopanego i Podhala?
– Książka nadal jest dostępna w kilku księgarniach w całej Polsce, ale dochodzą mnie informacje, że nakład jest prawie wyczerpany. W związku z tym przygotowuję się do następnego. Mam doskonałe rozeznanie o jej zasięgu i odebrałem wiele sygnałów od czytelników z całego kraju, a w szczególności od ludzi gór, oraz ściśle związanych zawodowo z ratownictwem tatrzańskim. Sam jestem bardzo zdziwiony tym, że wszystkie e-maile były mi przychylne, a większość z nich miała formę podziękowania za napisanie tej książki. Oczywiście wiem, że koteria zgromadzona wokół Jana Krzysztofa ma zdanie odmienne, ale to już nie mój problem.
– Dlaczego nie poprzestał pan na faktach, które jednoznacznie wskazują na winę Jana Krzysztofa? Wszelkie złośliwości umniejszają rangę przemyśleń. W pierwszym odruchu, gdy czytałem jadowite komentarze dotyczące naczelnika, miałem odruch odrzucenia książki jako zbyt subiektywnej, z optyką nastawioną na wykazanie jedynie słusznej dla pana tezy.
– Nie jestem dziennikarzem śledczym, którego powinny interesować tylko fakty, jestem ojcem śmiertelnej ofiary wypadku, znam rzemiosło wysokogórskie i mam niewątpliwy tytuł do własnej oceny zaistniałych wydarzeń. Co do owych złośliwości w stosunku do Jana Krzysztofa, to on sam mnie do tego skłonił swoim niewyobrażalnie skandalicznym zachowaniem się w stosunku do mnie na pogrzebie mojego syna, o czym pan zapewne w książce przeczytał. Co do pana zarzutów dotyczących subiektywizmu książki, to pozwolę sobie zauważyć, że nikt nigdy we własnej sprawie nie był obiektywny, bo przeczy to elementarnym zasadom logiki. Obiektywny może być sąd, a i to nie zawsze.
– Prokuratura zgromadziła 1130 stron dokumentów w sprawie pańskiego oskarżenia TOPR o spowodowanie śmierci Bartka i Marka. Dlaczego uważa pan, że ta ilość służyć miała „zaciemnieniu” obrazu? Może chodziło o dokładność w zbadaniu sprawy?
– Aby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym oprócz własnych treści zamieścić 1130 stron dokumentów prokuratorskich, co z przyczyn technicznych i finansowych nie było możliwe. Ciężko mi nawet obliczyć, ile stron miałoby moje „dzieło”. W książce zamieściłem tylko te dokumenty, które moim zdaniem dotyczyły meritum sprawy. Cała reszta to makulatura, nie mająca nic wspólnego z istotą śledztwa. Nadal twierdzę, że owa makulatura miała na celu właśnie „zaciemnić” obraz sprawy i doprowadzić do umorzenia.
– Tłumaczy pan, że po przegranej nie stać pana na kontynuowanie zmagań w sądach, a przy tym wydaje pan książkę, którą niejeden odbierze jako szkalowanie dobrego imienia stuletniej organizacji. Czy nie obawia się pan procesów o zniesławienie?
– Tylko ludzie pozbawieni kręgosłupa moralnego, a mający przekonanie o swojej racji rezygnują z walki o nią. Oczywiście, że nie stać mnie było na potyczki sądowe z TOPR-em, a uzyskane tymczasem od „dobrych ludzi” środki wolałem przeznaczyć na wydanie owej książki, która zrobiła więcej dobrego dla TOPR-u, niż sam TOPR to rozumie. Przez ostatnie lata wiele w sposobie działalności TOPR się zmieniło, i to na korzyść, co mnie bardzo cieszy. A co do szkalowania, to nie szkalowanie – to krytyka, do której mam prawo. Szanuję stuletnią tradycję tej organizacji, ale ta tradycja nie czyni jej instytucją nie podlegającą krytyce, czyli „świętą krową”. Znam instytucje z tradycją nawet dwóch tysięcy lat, dawniej nietykalne, dzisiaj krytykowane. Epoka nietykalności „świętych krów” zakończyła się, oby bezpowrotnie, w 1989 roku. Moja publikacja dotyczyła konkretnych wydarzeń i ludzi, a nie TOPR-u jako instytucji. Tam pracuje wielu wartościowych ludzi, o czym pisałem. Co do ewentualnych procesów, to jeśli wskaże mi pan choć jedno miejsce, w którym naruszyłem dobra osobiste kogokolwiek, jestem skłonny następny nakład mojej książki spożyć publicznie przed centralą TOPR przy ul. Piłsudskiego w Zakopanem.
Rozmawiał:
Rafał Gratkowski
0 0
Wyrazy współczucia z powodu tragedii jaka spotkała Pana i Pańska rodzinę. Łączę się w bólu po stracie syna. To co czuje ojciec/matka gdy traci dziecko może opowiedzieć tylko ktoś kto tego doświadczył. Jednak :
Książka Pana Lecha wcale nie jest pozytywnie odbierana( posród mojego ‘górskiego” towarzystwa) , jak samo oczernianie Topr - u , mówi Pan Lech, że nie obnaża całej organizacji, jednak już patrząc na samą okładkę tytuł jest wymowny. Topr i ludzie tam pracujący dla mnie są to osoby pozytywnie odbierane i raczej w ich stronę kieruję wyrazy szacunku i uznania. Jest pewne że żadna pięść wymierzona w ich stronę nie uwłaczy na ICH honorze.
Wydaje mi się też, ze nic nie jest w stanie zburzyć „świętości” którą roztaczją wokół siebie. Dla mnie SA to ludzie wspaniali. Ratują życie narażając swoje, niejednokrotnie płacąc za ludzka bezmyślność i brawurę .,
Gdy umiera młody człowiek, niejednokrotnie ktoś kogo spotyka taka tragedia szuka winnych , ale są i tacy którzy umieją powiedzieć „dziękuję” … za to co było dla niego dobre…
Pana Syn przecież tez był Toprowcem,…Nasuwa się na myśl zapytanie, czy on cieszyłby się z tego co Pan teraz robi. ? Piszę to jako osoba która serce pozostawia w górach za każdym razem kiedy je opuszcza.Góry dla mnie to życie….
Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć jaki los nas spotka jakiej śmierci doświadczymy , „od śmierci w dolinach zachowaj nas Panie….”
Jedyne co się nasuwa: Błędów nie popełnia tylko ten kto nic nie robi…, czy Autor w/w ksiązki może o sobie powiedzieć że przez całe swoje życie nie popełnił błędu?
P.S. Proponuję zamiast spożycia książek przed centralą TOPru przeznaczyć cały dochód ze sprzedaży właśnie na TOPR.
Pozdrawiam :)
0 0
Tak właśnie miałam napisać , w swoim i przyjaciół imieniu. Dziękuję za ten komentarz a Toprowcom życzę jak najmniej wypraw . Nie jestem Góralką.
0 0
Ciekwe gdzie Pan Lech byl jak Bartek studiowal jak widywal Pana przy okazji odwiedzin w Krk najczesciej w przykrych okolicznosciach.
Znalem Bartka ale jakos o swoim ojcu mało mowil. Chyba raczej bylo mu przykro. Procz tego ON SAM chcial isc do Topru i duzo przebywał tam. Ciekawe dlaczego ostatnia strona okładki jest kopią tego co kiedys napisala o Nim jego Matka. Toczka w toczkę. Ciekawe dlaczego Pan Lech skopiowal ten text.
Bardzo mi przykro lecz nie mialem okazji poznac ojca Bartka - ciekawe gdzie był jak on żył?
miejscowy
0 0
A czy drugie wydanie będzie rozszerzone? W pierwszym jeszcze stosunkowo niewielkiej ilości osób się dostaje, poczynając od Makłowicza na pierwszej stronie. Ale za co? To już nie jest wyjaśnione. Jeśli pan Lech oszkaluje większą ilość osób to nakład rozejdzie się jeszcze lepiej. Wydawca powinien to przemyśleć...
0 0
Do Miejscowego!
Doskonale wiem kto stoi za tym tekstem. Ten ktoś od lat mnie oczernia i dyskredytuje, ale to jest problem tego kogoś, nie mój. Zaczem publicznie wkroczy się na śliski grunt rodzinny, co a priori jest ryzykowne i niesmaczne, należy dokładni zbadać sprawę, a to znaczy - wysłuchać drugiej strony. Najłatwiej opluć kogoś używając pseudonimu. To już w Internecie klasyka. Ja używam własnego nazwiska. Pozdrawiam
0 0
Biedny Makłowicz pewnie go czka.Musi zmienić podniebienie.
0 0
Czy to komuś przywróci życie?
Jednak TOPR ocalił już \"kilka\" osób!
0 0
Od szeregu lat jest przyjete ze wyprawe prowadzi Naczelnik,Zastepca lub najbardziej doswiadczony,chlopcy mieli swiety obowiazek czekac na Naczelnika a nie leciec do przodu,zgubila ich brawura,i brak posluszenstwa zasadom.Zima chodzi sie inaczej,co zrobil Naczelnik,a chlopcy z braku doswiadczenia poszli jak letni szlak,MLODOSC I BRAWURA zawierzyli sobie nie slusznie i to ich zgubilomSZKODA
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz