Reklama

2020-04-12 19:28:00

Blog

WiRUS. Część druga

Tekst przeznaczony dla osób pełnoletnich. Link do pierwszej części: http://24tp.pl/index.php?mod=news&id=67047

3.Kwarantanna (2)


Wpadłem do domu, chwytając tlen szybko i łapczywie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, wspierając dłonie na kolanach i wciąż walczyłem o każdy oddech.
Halina pojawiła się niespodziewanie. Równie cicho, jak napastnicy. – Co się stało – zapytała, przywołując na twarz zatroskaną minę. – Biegałeś za robotą?
Przemilczałem to, wciąż zaopatrując płuca w tlen.
Wybuchła spazmatycznym śmiechem.
Nie przestając się śmiać, zniknęła w kuchni i przyniosła szklankę wody. Wziąłem niechętnie. Równie niechętnie poprosiłem o więcej.
Siedliśmy na sofie, po czym opowiedziałem jej o całym zdarzeniu, włącznie z tym, że coś im się w trybikach przestawiło i ten jeden stwierdził, że ja to żul, a dowodzik mam podrobiony. Choć pewnie chodziło mu o to, że mam kradziony.
Halina przestała się śmiać, rozprostowała ciało i stwierdziła, że mamy przejebane. – Dlaczego?
– Dlatego, że siedzą ci na dupie, baranie. I prawdopodobnie ruscy i korona wirus. Cholera wie, czy te dwie spawy się jakąś nie łączą. – Rozmasowywała sobie czoło, po czym stwierdziła, że skoro Ruscy sobie hasają i nie boją się panującej zarazy, to pewnie ich robota.
– Kochanie, ale przecież oni są tak nie do zajebania, że po wybuchu w Czarnobylu zrobili sobie na drugi dzień mecz piłkarski. Nagrodą było przyznanie się do winy. A ten, który strzelił najwięcej bramek, oficjalnie odpowiadał za schrzanienie sprawy. A góra patrzyła. Słabsi mniej majętni zawsze na pierwszej linii – mówię. Odpuść sobie te obłędną teorię. To kolejna rzecz, w którą popadniesz, jeśli nie przestaniesz o tym myśleć teraz – mówię, pochylając się w jej stronę.
Złożyłem głowę na jej kolanach.
Natychmiast się poderwała. – Nie dosyć, że kwarantanna, to jeszcze Ruscy. Lepiej nie mogło być. Teraz nie mogę nawet wyjść po zakupy, o kosmetyczce zapominając.
– Przecież kosmetyczki nie pracują.
– Pracują, nic się nie martw. A później będzie, że Helenka zaniedbana, że paznokcie niezrobione, że włosy… Zobacz, jakie ja mam włosy. Są w tragicznym stanie. I co ja mam teraz zrobić? – pyta, nie żądając odpowiedzi.
– Nie wiem jak ty, ale nie zamierzam się ani strzyc, ani golić. Skoro jestem w zagrożeniu, lepiej pozostać mniej zadbaną wersją siebie. Ale prysznica, drinka i snu sobie nie odmówię – podsumowałem, podnosząc się z kanapy.
Kiedy wspinałem się po kolejnych stopniach schodów, krzyknęła za mną: – Tylko zejdź na tego drinka! Przygotuję go!
Szybki prysznic zmył ze mnie zapach potu.
Założyłem szorty i bawełniany podkoszulek.
Na schodach czekały kapcie.
Zszedłem pośpiesznie do salonu, rozsiadłem się wygodnie w fotelu i wystawiłem nad ramię otwartą dłoń. Ktoś capnął mnie za knykieć, wykręcił ramię, aż łupnęło i pchnął mnie pod kanapę. – Fiodor, co wyprawiasz? Gdzie zapodziałeś maniery? W samolocie do stanów? – zażartował wchodzący do salonu mężczyzna. Jeśli chciał płaszcz, ktoś musiał zrobić to specjalnie, tak skurwiel wysoki, pomyślałem. – Przybyliśmy w pokojowej misji. – Mężczyzna zbliżył się do Janusza. Czarne, skórzane rękawiczki nie wróżyły niczego dobrego. – Vlad. – Wyciągnął rękę. – Vlad „Pies” Bierezutsky.
Janusz złapał go za rękawiczkę, starając się ochronić przed pchnięciem w wolną przestrzeń ręką.
Vlad podniósł go do pozycji stojącej. Nie zadał żadnego ciosu.
– No, skoro o interesach mowa. Zamierzasz w tym stroju dobić targu? – zaśmiał się, a po nim ryknęła dwójka jego goryli. Teraz miał okazję przyjrzeć się im. To ci sami fachowcy, którzy za nim jeździli, a kiedy w końcu mieli go na widelcu, popełnili gafę. Tłumaczy to fakt, że Vlad, osobiście i w zupełnie innym nastroju podszedł do sprawy. To nie był dobry prognostyk dla siepaczy organizacji, dla której pracował Pies.
– Nie, skąd – uśmiechnąłem się nieznacznie. – Proszę wybaczyć – poinformowałem, po czym zniknąłem, mijając uśmiechniętą Halinę, w na której wargach mimo wszystko malowała się nutka nieporozumienia. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – zapewniłem ją, a potem pocałowałem. Długo nie odrywałem od niej warg.
Vlad podniósł się z miejsca.
– Skoro się ośmieliliście przed nowo poznanymi obcymi, przyniosę wódeczkę. – Myślałem, że ruszy do wyjścia, ten tymczasem podszedł do zamrażalnika, otworzył go i po chwili w jego dłoni spoczywała litrowa flaszka rosyjskiej marki. – Trzeba wpierać, co ojczyste, prawda? – zapytał. 
Nie oczekiwał odpowiedzi. 
Chciał jak najszybciej przystąpić do interesów. A do tego potrzebował mnie. Ale nie w takiej formie.
Pokiwałem głową i pobiegłem na górę.
Wróciłem w dżinsach i marynarce. Zanim zbiegłem, zdążyłem ułożyć włosy i brodę, które do tej pory były w nieładzie. Gdybym miał więcej czasu, mógłbym się nawet ostrzyc i ogolić. Zostałem rozpoznany. A jeszcze pół godziny temu wydawało mi się, że trzymam swój świat w garści.
Kiedy wtopiłem się w sofę, zapytałem Vlada, skąd tak dobrze zna polski język, na co wyciągnął zniszczone biegiem lat zdjęcie w sepii przedstawiające uśmiechniętą kobietę. – To moja matka.
Schował zdjęcie i rozlał po pół szklanki wódki. – To będą długie negocjacje – dorzucił, uśmiechając się porozumiewawczo.
Chęć wlania w gardło czegokolwiek po tak długim biegu napawała mnie optymizmem. A wódka, moja słabość, wcale nie wydawała się złym rozwiązaniem. Podniosłem szklankę, życzyłem mu zdrowia, myśląc, jak ładnie beton przylegałby do jego czystej marynarki, i opróżniłem całość dwoma haustami.
Mógłbym przysiąc, że na twarzy Vlada odmalowało się zdziwienie.
Goryle uśmiechnęły się. Wielkie nieba, przemknęło mi przez myśl. – Co bolszewicy, myśleliście, że tylko wasz kraj jest dobry w te klocki? – zapytałem. Ale nie wypowiedziałem tego na głos. Bo i po co umierać na kwarantannie z przestrzelonym mózgiem?
Vlad dopił zawartość swojej szklanki.
– Polak, nadajesz się jak nikt inny – oznajmił.
Chcąc ograniczyć ich wizytę do absolutnego minimum, nie dając się przy tym zabić, postanowiłem zgodzić się prawie na wszystko. Halinki nie oddam, choćbym miał zejść na zawał przy kolejnej kłótni.
– Czego chcecie?
– My? Polak, powinieneś zapytać, czego sobie ja życzę. – Vlad zaciśniętą pięścią uderzył się kilkakrotnie w pierś. – Bo widzisz, Janusz, życzę sobie ciebie. – Uśmiechnął się porozumiewawczo, sięgając po szklankę. Zobaczył, że moja jest pusta, więc jedną ręką pozbył się nakrętki i nalał mi kolejną połowę. – Ale gdyby to zależało ode mnie, zabrałbym tylko twój talent – podsumował. – Wpijmy za jego trwałość! – zaproponował, unosząc szklankę.
Upiłem kilka łyków, obserwując Vlada znad szklanki; pił z zamkniętymi oczami. Albo wódka rzeczywiście mu smakowała, albo nie mógł ścierpieć cholerstwa z otwartymi oczami.
Numer dwa wśród goryli odchrząknął. To właśnie jego zdolności w sprawdzaniu tożsamości potencjalnych uprowadzonych dały mi kilka minut wolnego, a jemu prawdopodobne zesłanie na Sybir.
Wszyscy zwrócili na niego uwagę.
– Ja musieć na dwójkę – oznajmił, wyraźnie się przy tym krzywiąc.
Vlad westchnął. Niczym potulny piesek Numer Jeden także westchnął. – Łazienka jest na korytarzu po prawej. Nie wiem, jak z rolką papieru, ale jeśli nie ma jej w łazience, musisz otworzyć kantorek, który jest naprzeciwko. Tam znajdziesz to, czego potrzebujesz, że nie splamić rosyjskich gaci. – Halina odezwała się niepostrzeżenie, siedząc na moim pijackim krześle.
Vlad wydał pozwolenie kiwnięciem dłoni.
– Dobrą masz kobietę. – Stwierdził. Taką, co to w interesy się nie pcha. – Pochylił się w moim kierunku, odchylając marynarkę, szczelnie przykrytą płaszczem. W zapiętej kaburze znajdowała się broń. – Nie podobało mi się na początku, że bierze udział w naszych negocjacjach. Kobiety nie powinny rozmawiać o interesach. – Opuścił marynarkę, odchylił się, wewnętrzną stroną rękawiczek wygładził poły płaszcza i sięgnął do ronda kapelusza, które ściągnął do połowy czoła i zwrócił się do Halinyy, która obserwowała całą scenę zza kuchennej lady.
– Gospodyni wybaczy nie dyspozycyjność Fiodora – przeprosił za swojego goryla, po czym poprawił kapelusz. – Już od dłuższego czasu, prawda Wania? – popatrzył na goryla stojącego przy drzwiach.
– Pan generał rację mieć – odpowiedział.
Vlad wrócił spojrzeniem do Janusza. Rozłożył szeroko przedramiona. Zawiesił je w powietrzu. – Od lat proszę każdego kolejnego, żeby nie zwracał się do mnie stopniem. Ale żaden, żaden nie zdaje tego egzaminu. Te zwierzęta możesz w dżungli zostawić i już pierwszego dnia swoimi metodami zaczerpniętymi, cholera wie skąd, może od praludzi – mówi – cuchną dżunglą. Nawet drapieżnik tego nie tknie, mówię ci Polak. – Przywołuje na twarz uśmiech, który jest zaraźliwy. Po chwili wszyscy mu wtórują. – Nie wiem, czy to odziedziczone umiejętności ruskich ojców z dżungli, czy tak małpy dobrze zakonserwowane wódą, że nawet wąż się nie tknie.
Salwa śmiechu wypełniała całe pomieszczenie
Przerwało ją napastliwe spuszczanie wody. Fiodor siłował się ze spłuczką. – Te, narwany, odpuść. Wystarczy już tego! – Vlad podniósł się z miejsca.
Kilka kroków później stał już przed łazienką.
– Nie dość, że spierdoliłeś robotę, bo jesteś tak tępy, że nawet ołówki łatwiej się struga, to w dodatku nie rozumiesz, jebana szumowino, że jeśli woda raz poleci z miejsca, gdzie się gromadzi, to, do kurwy nędzy drugi raz w ciągu kilku sekund nie poleci, ty tępa szumowino!
Vlad się gotował od środka. Na twarzy malowały mu się wypieki. Ciśnienie mu skończyło. No kolego, to teraz Sybir, przeszło mi przez myśl. Zaśmiałem się w duchu.
 Daję słowo, że kiedy tylko wrócimy do Moskwy – mówił, stukając rytmicznie palcem wskazującym w drzwi łazienki – zajmą się tobą najlepsi specjaliści, powyciągają te jelita, choćby mieli nimi stadion piłkarski wyłożyć i centymetr po centymetrze będą sprawdzać, gdzie tkwi problem nie tego, że częściej przesiadujesz w kiblu, niż strzelasz z gnata, ale twojej tępoty. A kiedy już przekopią jelita i nic nie znajdą, zabiorą się za mózg. No przecież gdzieś, kurwa, musi być problem.
– Generale, ale nie wszystko zeszło – oświadczył Fiedor.
Vlad nabrał powietrza głęboko w płuca, po czym wypuścił je nosem. Laska, którą się podbierał, wyraźnie się trzęsła. Podobnie zamknięta na główce dłoń Vlada. – To nabieraj w usta wody z umywalki i zrób tak, żeby to znikło. Zrozumieliśmy się?
– Tak, Generale – oświadczył Fiodor zza drzwi.
– I skończ z tym pierdolonym stopniowaniem! – wrzasnął. Odwrócił się w naszą stronę, a kiedy zbliżył się do sofy jeszcze raz, przeprosił za Fiodora i swój wybuch. – Ciężko jest znosić brak profesjonalizmu – odburknął i sięgnął do kieszeni marynarki. Wyciągał kilka kartek zgiętych na dwa – Vlad, przynieś, no, stoliczek jakiś – rzucił. Po chwili goryl wrócił i ułożył go miedzy Vladem a Januszem.
Vlad rozłożył dokumenty, kładąc identyczne kopie obok siebie. – O, proszę – powiedział wyraźnie ucieszony. – Tutaj jest oryginał – wyraźnie wskazał na niego palcem – a tutaj kopia. Kopia oczywiście dla towarzyszy nie dla państwa – rzucił i znów się zaśmiał. Wtórował mu goryl.
Miałem wrażenie, że jeszcze przed chwilą Vlad zastrzeli Fieroda. W moich myślach nie tylko Fiedora wynosili stąd drzwiami wejściowymi, szczelnie zamkniętego w worek.
Teraz leżała przede mną umowa.
Odwróciłem się do Haliny. Była przerażona, ale przez jej wargi przemknął uśmiech. Będzie dobrze, mała. Nie zginiemy. Nie dzisiaj, pomyślałem.
– Parafka na każdej stronie i wyraźny podpis na ostatniej – oznajmił Vlad.
– No dobra, ale co to jest – zapytałem, nie kryjąc zdziwienia.
Vlad uśmiechnął się.
– Oj, Polak, nie było się w KGB. – Poprawił się na sofie. – W KGB byliśmy szkoleni tak, żeby zapamiętać rozkład i treść strony w ciągu kilku sekund.  Dzięki temu nasz rodzaj szpiegostwa był najlepszy. Nie nosiliśmy żadnych tajnych aparatów, niczego nie podsłuchiwaliśmy, jeśli nie było potrzeby – wszystko załatwiali nasi agenci. Szkolenie było doskonałe a efekty w postaci szybkiego czytania i pamięci niespodziewanie wysokie. W ten sposób zapewnialiśmy sobie informacje, a agentom bezpieczeństwo. Ty zmarnowałeś kilka minut i nie przeczytałeś nawet fragmentu. Masz – podniósł kopię – bierz się za to – powiedział zupełnie tak, jakbym był na szkoleniu i został oddelegowany do zrobienia stu pompek na oczach innych.
Chwilę później kończyłem ostatni akapit, nie mogąc pohamować brwi, które uniosły się rekordowo wysoko, gdy drzwi łazienki się otworzyły i wyszedł z nich Fiodor z mokrym na wysokości klatki podkoszulkiem. – Kibel czysty – przerwał panującą ciszę.
Vlad westchnął i złożył dłonie.
– Od tej pory aż do Moskwy masz milczeć – rozkazał.
Skończyłem czytać dokument. W rzeczywistości to była umowa o pracę. I to nie byle jaka. W ciągu pięcioletnich wojaży po świecie, w towarzystwie najbardziej wpływowego człowieka na świecie tylko dlatego, że jestem pisarzem. Miałem zarobić dziesięć milionów dolarów za napisanie biografii. W pierwszej chwili zadałem sobie pytanie, dlaczego właśnie ja. Odpowiedź przyszła tak niespodziewanie, jak Vlad – po cichu. Dlatego, cymbale, że napisałeś bestsellerową powieść o samym sobie, coś tam sobie ubzdurałeś, machnąłeś ciekawą historyjkę, ale przede wszystkim pisałeś o sobie, pomyślałem. – I tylko przez te jedną książkę? – zapytałem.
Vlad sięgnął po papierośnicę. Wyjmując papierosa, zmarszczył czoło i przysunął pomarańczowy filtr do kącika ust. Obserwowałem go uważnie, mając z tyłu głowy Halinę z tysiącem pytań. – Przepraszam, czy mogę? – zapytał. Widocznie żona kiwnęła głową na tak, bo filtr wrócił do połowy warg i zniknął za rękawiczką wzniecającą płomień. Potem zniknęło wszystko. Pozostał tylko żarzący się płomień.
– Janusz...? Janusz...? – docierało do mnie z oddali.
– Tak?
– Nie schowałem papierośnicy i byłem na tyle niegrzeczny, żeby nie zaproponować gospodarzowi prawdziwego rosyjskiego tytoniu. Ponownie proszę o wybaczenie – uśmiechnął się porozumiewawczo i wyciągnął otwartą papierośnicę w stronę Janusza. Poczęstował się jednym.
Zanim odwrócił się do Haliny, zaciągnął się głęboko kilka razy.
Popiół spał na dywan.
– Mała, bogaci jesteśmy albo dopiero będziemy! – krzyknął Janusz, trzymając tlącego się papierosa pomiędzy palcami.
Halina wyprostowała się, jakby poraził ją niewidoczny piorun. – Co ty za głupoty gadasz? – zapytała, wychodząc z kuchni. W końcu dotarła do Janusza.
– Klapnij sobie, bo cię zetnie kobieto – Janusz postukał po pustym miejscu na kanapie. – Inspiracja może być częścią interesu – zapytał Vlada. – Jeśli się zgadasz, to tak – usłyszał w odpowiedzi.
– W takim razie biorę te robotę – oznajmił.
Halina, przysłuchując się tym słowom, z wysoka spadła tyłkiem na kanapę. – Co? Dostałeś robotę? – zapytała zdziwiona.
– Ano dostałem. – Zobacz no. – Sięgnąłem po umowę, ale zatrzymała mnie ręką Vlada. – Tylko dla pańskich, Polak, oczu. Możesz powiedzieć, czym będziesz się zajmował. Tylko tyle – oznajmił.
– Ale ona leci ze mną?
Vlad się skrzywił. Minęło kilka sekund niepewności, które przerwały słowa ubrane w śmiech: – Oczywiście. Przecież inspiracja jest częścią interesu. Uniósł szklankę. – Za nasz interes – zaproponował. Wtórowałem mu, wlewając w gardziel zawartość szklanki.
– Wspaniale, jeśli to wszystko, to podpisz w tym miejscu – powiedział, podając mu odbezpieczone pióro.
Janusz parafował każdą ze stron i złożył podpis. – Mam nadzieje, że to nie cyrograf – zażartowałem.
Vlad mimowolnie się uśmiechnął.
– Nie, Polak. To coś lepszego – zapewnił go, puszczając oko i chowając umowę do kieszeni marynarki.
– Jesteś pewny, co do powodzenia tego projektu? – zapytałem mimowolnie. – Jakie? – usłyszałem. – Chodzi mi o paraliżujący wszystko wirus.
Vlad wstał, zrobił kilka kroków w moim kierunku.
Nie wierzyłem, że jednym pytaniem przekroczyłem granicę, ale i tak bałem się tego człowieka.
Poklepał mnie po ramieniu. – Spokojnie. My, Rosjanie – w przeciwieństwie do Europejczyków – wszystko mamy pod kontrolą.
– Chcesz powiedzieć, że…
Przerwał mi. – Słyszałem kiedyś o bardzo dawnym i mądrym powiedzeniu. Im mniej wiesz, tym lepiej sypiasz. Powinieneś wziąć je sobie – o tutaj. –Dotknął mojej klatki zdecydowanie poruszony.
Wręczył mi kopertę z wytycznymi, jak dotrzeć do Moskwy. W środku znalazłem podejrzane bilety na samolot. – Powodzenia i do zobaczenia – pożegnał się.
Chwilę później zniknął razem z gorylami za drzwiami prowadzącymi za dom. Zostawili je otwarte na oścież.
– Wiecie, ile oni tego papieru tam mają – dobiegło ich echo słów Fidora.
– Powiedziałem, żebyś się zamknął?
Po chwili głosy ucichły.
Dopiero wtedy zdecydowałem się schować umowę do spodni, zamknąć drzwi na zamek i nalać sobie szklankę czystej. 
Zapomniałbym. Halina. 
Zdaje się, że muszę jej wytłumaczyć, jak w końcu znalazłem pracę.


4.Kwarantanna (3)


– Mała, usiądź, jakieś ziółka zaparzę i wszystko wytłumaczę, co? – proponuję.
– Chcę wódki.
– No ale przecież nic się nie stało. – Znów zaczynała panikować.
Podałem jej swoja szklankę, ale odsunęła ją i poprosiła o wino.
Na ściance przy wejściu był niewielki, drewniany barek. Trzymaliśmy tam mocniejszy alkohol. Swoją część miało też wydzieloną kilka butelek wina. Odkorkowałem jedno z nich, przyniosłem kieliszek, wypełniłem go czerwonym płynem i podałem żonie.
Usiadłem naprzeciwko niej i wolno sączyłem ze szklanki. Czułem, że poprzednia pełna szklanka wódki zaczyna krążyć mi w głowie.
– Wiem, że nic z tego nie rozumiesz, ale posłuchaj. Spróbuje to jakoś pozlepiać, żebyś miała pojęcie. Jakiekolwiek.
– Właśnie tego, kurwa, potrzebuję – odpowiada niewzruszona. Upija łyk wina. Po chwili kolejny.
– No bo jak mnie napadli, to spieprzyli sprawę, więc wysłali kogoś lepszego. To znaczy Vlada, żeby załatwił to tak, jak trzeba. Na widok tych ruskich w salonie prawie serce mi z piersi wyskoczyło, a kiedy wykręcili mi bark, wiedziałem, żeby spodziewać się najgorszego. Bałem się, że zginiemy, a tymczasem dostałem do podpisania umowę na książkę. Oczywiście widząc dziesięć milionów zielonych, zrobiłem to bez wahania.
Halina wyglądała na bardziej ożywioną. Alkohol rozszerzał naczynia krwionośne i uderzały ją fale ciepła rozlewające się po policzkach. Dolała sobie wina.
– Ale to jacyś gangsterzy – nagle oderwała usta od szkła.
Westchnąłem.
– Nie, mała, politycy. Choć ostatecznie wychodzi na to samo.
– I mamy lecieć samolotem? Przecież lotniska są zamknięte – skwitowała uśmiechem.
– Dla gangsterów i polityków lotniska zawsze są otwarte.


5.Powrót króla
(w rozdziale zostaje przywołana postać Gołasia, policjanta występującego w innym, nieopublikowanym opowiadaniu)


– Od pierdolonych dziesięciu minut nie wchodzi kod na żadną flaszkę. Weź ty mnie, panna, w chuja nie rób. Kierownik zakazał sprzedawać? To weź, jełopa zawołaj i powiedz mu, że Gołaś jest wkurwiony. A ze względu na moją policyjną przeszłość umiem zajebiście strzelać. Więc albo sprzedaje kilka flaszek, albo postaram się w nie trafić. Kapujesz mała? No to zapierdalaj do szefunia, raz, raz. Niech ten śliczny tyłeczek w tym starym uniformie, choć na chwilę zabłyśnie.
Gołaś wsparł się dłońmi o bar.
Od roku słyszał wokoło to samo gówno od każdego z odwiedzanych lekarzy. Chwila a zamiast Gołaś będą wołać na niego Parkinson.
Próbował powstrzymać drżenie rąk, więc przypierdolił ich wnętrzem o ladę. Nie pomogło.
Po chwili wróciła ekspedientka ubrana w firmową polówkę. – Wiem, kim pan jest – powiedziała, przygryzając wargę. Niektórzy wciąż myślą o panu, jako o bohaterze.
– I to wydaje się do tego stopnia podniecające, żeby przygryzać wargi i robić nieświadomie kocie ruchy? Ile ty kurwa masz lat?
– Siedemnaście – odpowiedziała. Sięgnęła po lizak, ściągnęła papierek i wetknęła sobie słodkie serce w usta.
Gołaś pochylił się nad ladą.
– Wiesz, dziecino, co ja robiłem w twoim wieku? Majstrowałem nad krowimi cyckami. Każdego dnia uczyłem się łapać je w inny sposób. Bo wiesz, postawiłem sobie takie zadanie: wydoić tak, żeby to i dla niej było przyjemne.
– Chce pan pokazać mi kilka takich ruchów, zanim zapakuje butelki?
– Pewnie – zgodził się Gołaś. Strzelił w palcach i ruszył wzdłuż baru. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się na tyle, by wpuścić oślepiający blask słońca. Gołaś podniósł rękę. Po chwili drzwi uderzyły we framugi i zamknęły dostęp oślepiającym promieniom. W wejściu stało trzech facetów. Gołaś momentalnie kalkulował. Dwójka to goryle. Bandzior jest jeden.
Spojrzał na dziewczynę.
– Znasz ich? – zapytał.
– Byli tutaj wcześniej. Pytali o Pisarza. Przerażali mnie, więc powiedziałam im, jak dojechać do jego domu.
– Właśnie spierdoliłaś sobie porządne bzykanie. Nie rucham konfidentów – powiedział, po czym splunął w jej stronę. – No co, panienki, który pierwszy? – zapytał, podrywając butelkę stojącą za ladą.
Nikt nie drgnął.
Gołaś poczuł krew. Uderzył spodem butelki o kant baru i, wymachując nim, znów zapytał, który pierwszy. A kiedy po raz kolejny odpowiedziała mu cisza, cofnął się do wysokiego stolika, odłożył popękaną butelkę, której zęby mogłyby śmiertelnie zranić, po czym wsadził sobie między wargi papierosa, którego wyjął z kieszeni brudnej koszuli. Obmacał kieszenie, ale nie znalazł ognia. Kurwa mać, szepnął pod nosem.
Vlad natychmiast zjawił się przy nim, eksponując zapaliczkę, z której wydobywał się płomień.
Gołaś spojrzał na jego rękawiczki i tańczący ogień. W końcu przeniósł wzrok na twarz. – Wiesz, wole polską siarkę niż ten wasz pieprzony ruski ogień – skwitował.
Vlad skwitował to uśmiechem.
– Czego, gadzie? – zapytał Gołaś. – Znam takie kurwiszony. Przychodzicie szpiegować, ciągniecie nieświadomych ludzi za język. Potem składacie raport. I to się nazywa ruska inwigilacja, kurwa twoja mać. Raport z dupy, medal z gówna. Cała pierdolona Rosja.
– Tym razem przychodzimy z propozycją – oznajmił Vlad. – Nasi pracownicy rządowi opracowali program, za pomocą którego będziesz mógł porozmawiać z Deską.
Gołaś zadrżał. Przedramiona pokryła gęsia skórka.
Nachylił się nad barem i nalał sobie pół kufla piwa. Wychylił całość jednym haustem. – Za jaką cenę? – zapytał.
– Za cenę ochrony.
Gołaś oddychał głęboko, próbując wtłoczyć w płuca tyle powietrza, żeby nie zemdleć. – Naprawdę będę mógł z nią rozmawiać?
– Tak.
– Codziennie?
– W każdej chwili.
– Dlatego was nie zabiję – oznajmił, odwracając twarz w kierunku wyjścia. Daliście mi nadzieje, dlatego przeżyjecie. Ale ten tępy kurwiszon długo nie pożyje. To amator — wskazał na Fierdora.
Kilka chwil później Fiedor rzucił się na Gołasia, ale ten unikiem pozwolił mu uderzyć w ścianę. Były policjant natychmiast oplótł go udami i skręcił kark. – Ruscy posprzątają największe gówno – zapytał?
– Posprzątają, ale Ty musisz dać coś Rosji – oznajmia Vlad.
– Teraz twoja ekipa wydaje się bardziej profesjonalna – podsumował Gołaś.
– Popełnił wiele błędów. – Vlad wskazał na sztywnego Fiedora. Zadałeś mu nieświadomą śmierć. U nas, w Moskwie skończyłoby się na wypadku samochodowym.
Upity brakiem konsekwencji wynikających z tego morderstwa Gołaś, zapytał:
– Właściwie to, kogo mam chronić?
– Pewnego pisarza. Polaka. On zajmie się biografią naszego przywódcy. Włos z głowy mu spać nie może. Ani jednemu, ani drugiemu.
– Muszę pożegnać się z niedoszłą żoną.
– Zrobisz to w Moskwie – oznajmił Vlad.
– Nie w Ruskich, tylko tutaj. Ma swoje miejsce w ziemi.
– Nie mogę powiedzieć zbyt wiele – mówi – ale Deski tutaj nie ma. Jest w Moskwie.
– Robicie pieprzoną autopsję? – obruszył się Gołaś.
– Nie, chcemy ja wskrzesić. Specjalnie dla ciebie.
– Szanse?
– Prawie sto procent.
Gołaś pokręcił głową.
– A więc jednak bawicie się w biologię – stwierdził.
– Wszyscy próbują, ale tylko nam się udaje – skwitował Vlad. – Jak będzie?
– Możemy ruszać. Albo nie. Strzelę sobie jedno na raz i nie traćmy czasu. Ruszajmy.
Wyszli z baru i wpakowali się w nówkę mercedesa.
Vlad nie wydawał poleceń. Kierowca znał trasę.
W końcu zatrzymali się na lotnisku. Deszcz bębnił o szyby samochodu.
– Mam nadzieje, że krople zmyją tę nienawiść do Rosji, którą prezentujesz.
– Uwierz mi, ostatni martwy bolszewik nie da mi krzty radości – odpowiedział Gołaś, po czym ruszyli, osłaniając się przed rzęsistym deszczem, w stronę awionetki.
Dotarli do awionetki, przed którą stało zaparkowane, zdezelowane volvo na zakopiańskich blachach.
Gołaś spojrzał porozumiewawczo na Vlada, chowanego pod kapeluszem. – Obóz budujecie czy ki chuj?
– Nie. Wejdźmy na pokład. Poznasz Polaka.
Kiedy wspinali się po kolejnych stopniach dostawionych schodów, Gołaś raz jeszcze oglądnął się za siebie. W strugach deszczu zobaczył Deskę, która uśmiechała się do niego, stojąc koło zdezelowanego volvo. Machała do niego, uśmiechając się.


Koniec części drugiej

Kup e-wydanie Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE, TAPETOWANIE, GŁADZIE, FARBY STRUKTURALNE I TYNKI DEKORACYJNE -
    Tel.: 601 793 866,
    WWW: www.FABRYKASTRUKTURY.pl
  • PRACA | dam
    Praca na zmywaku, Bukowina Tatrzańska. 14zł/h
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • PRACA | dam
    Sprzątanie restauracji, Bukowina Tatrzańska. 8-12, 14zł/h, praca stała.
    Tel.: 668414988
    E-mail: kontakt@schroniskosmakow.pl
  • KOMUNIKATY
    BAR RUMCAJS ZAPRASZA DO SPOŻYWANIA POSIŁKÓW NA MIEJSCU - Z ZACHOWANIEM OGRANICZEŃ WYNIKAJĄCYCH Z PRZEPISÓW. CZYNNY RÓWNIEŻ TARAS GÓRNY. OFERUJEMY DOWOZY - TEL. 661 119 112.
  • PRACA | dam
    Spółka POLSKIE TATRY S.A. zatrudni pracowników na stanowisko: - KELNERKA, - POKOJOWA z możliwością zakwaterowania. Tel. 1820 63730, e-mail: kadry@polskietatry.pl. Szczegółowe informacje na stronie:
    WWW: www.polskietatry.pl
  • SPRZEDAŻ | maszyny, narzędzia
    TRAKTOR C-330, stan b. dobry. PRZYCZEPA SAMOZBIERAJĄCA. 605 378 277.
  • PRACA | dam
    MAŁY PENSJONAT W PORONINIE szuka PANI DO ŚNIADAŃ I SPRZĄTANIA, tel. 607 863 893
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    MAZDA 5, serwisowane, zadbane, garażowane, r. 2008, diesel, stan bdb, oryginalna nawigacja z dotykowym ekranem, 2 komplety felg aluminiowych z oponami lato/zima, full opcja, 16.000 ZŁ -
    Tel.: 888 223 761.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ATRAKCYJNY DOM Z PŁAZÓW W GLICZAROWIE GÓRNYM -
    Tel.: 607 506 428
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    PENSJONAT w Kościelisku - DWA OBIEKTY -
    Tel.: 607 506 428
  • USŁUGI | budowlane
    KOMINKI, PARAPETY, SCHODY MARMUROWE, NAGROBKI. 601 958 378
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    Działka budowlana nad Jez. Dobczyckim, Brzączowice Do sprzedania działka budowlana w Brzączowicach (gmina Dobczyce) , 30 km od Krakowa. Z działki rozpościera się widok na Zalew Dobczycki. Szerokość działki ok. 34 m, długość 72 . Wg. MPZP działka położona na terenie zabudowy mieszkaniowej i usługowej oraz terenie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Na działce prąd, gaz , woda i kanalizacja. Dojazd drogą asfaltową , ostanie 50 m drogą gminną nieurządzoną .
    Tel.: 508 380 383
  • MOTORYZACJA | sprzedaż
    OPEL Mokka 4x4 2015r fullopcja, 55000zl
    Tel.: 694432557
    GG: 1527664
  • USŁUGI | inne
    PROFESJONALNA WYCINKA - PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH. 691317098
  • NIERUCHOMOŚCI | kupno
    Kupię dom w Zakopanem
    Tel.: 604458153
  • RÓŻNE
    PRZYJMĘ GRUZ, ZIEMIĘ. 691 434 133.
  • PRACA | dam
    NORWEGIA - BUDOWLAŃCY. Firma Norweska zatrudni w Oslo pomocników tynkarzy, stolarzy, malarzy, monterów rusztowań, blacharzy oraz młodych do przyuczenia w zawodzie. Języki obce NIE wymagane - w firmie pracują tylko pracownicy z Podhala. Praca całoroczna. Zjazdy do kraju (samolot) wg. własnego uznania ~ co 1-3 tygodni. Zarobki od 15 do 25 Euro/godz. Zapewniamy mieszkanie. Zapraszamy! Tel. 667 602 602
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko kelnera/kelnerki do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracowników na stanowisko pomocy kuchennej do restauracji w Zakopanem 512351742
  • PRACA | dam
    Szukamy pracownika na stanowisko kucharza do restauracji w Zakopanem 512351742
2020-05-28 13:30 Postojowe: sprawdź szczegóły przez internet 2020-05-28 13:00 Ulewy i gradobicie pod Giewontem 2020-05-28 12:32 Niełatwo na szlaku 2020-05-28 12:02 Wirtualny Dzień Dziecka 2020-05-28 11:00 Złodziej wieczorową porą 2020-05-28 10:00 Kto zabił ? - to była straszna i okrutna zbrodnia. 2020-05-28 09:30 Paliły się sadze 2020-05-28 08:52 Krupówki i nowy biznes w parku kulturowym 8 2020-05-28 08:00 Poranne przejaśnienia i to by było na tyle 2020-05-28 07:00 Zaginiona 2020-05-28 00:00 Wytwórnia Lodów Naturalnych - Dzień Dziecka 2020-05-27 22:02 Zwierzęta królowej Beskidów 1 2020-05-27 21:01 Budowa centrum narciarstwa zmierza do końca 2020-05-27 20:01 Rusza budowa kanalizacji 2020-05-27 19:02 Będzie kasa dla podwykonawców 1 2020-05-27 19:01 Prezenty dla rodziców od pary młodej. Sprawdzone pomysły i ślubne inspiracje 2020-05-27 18:10 Pijana nastolatka spowodowała kolizję 4 2020-05-27 17:30 Covid-19 w zakopiańskich domach 15 2020-05-27 16:29 Złodziejskie zakupy 2 2020-05-27 15:25 Mglisto i spokojnie nad Morskim Okiem (WIDEO) 2020-05-27 14:37 Koliba otwarta w połowie czerwca (WIDEO) 1 2020-05-27 13:30 Wodny plac popłynął 12 2020-05-27 12:24 Centrum Nowego Targu w rejestrze zabytków 3 2020-05-27 11:24 Od soboty bez maseczek na wolnym powietrzu 2 2020-05-27 11:20 30 lat temu 1 2020-05-27 11:00 Mc Donaldowi – stanowcze NIE! 2 2020-05-27 10:01 Nocny wypadek 2020-05-27 09:00 Zamiast progu będą mandaty 3 2020-05-27 08:00 Urzędu odmrażanie 1 2020-05-26 22:19 Zakopiańska kronika czasu pandemii (WIDEO) 2 2020-05-26 21:30 Ordnung karty praw rodziny 1 2020-05-26 20:19 Wciąż za mało nowotarżan wymienia kopciuchy 4 2020-05-26 19:03 Podhale pomaga Kuchni św. Brata Alberta (WIDEO) 2020-05-26 18:02 W COS-ie będzie jak na plaży 8 2020-05-26 17:00 Zmarł Wiktor Sowa 2020-05-26 15:51 Moja Mama w obiektywie - nagrody przyznane 2020-05-26 15:49 Lisięta wyłapane i wywiezione - lisica też ma być złapana (aktualizacja) 23 2020-05-26 15:00 Głos matki w brzmieniach synth-pop 2020-05-26 14:06 Zamkną Ludźmierską - korki gwarantowane 2020-05-26 13:01 Dajmy lisom spokój - same się wyniosą 4 2020-05-26 11:59 Naciągała na sylwestrowe apartamenty pod Giewontem 3 2020-05-26 11:30 Przygotować się na suszę 2020-05-26 10:30 Burza w uczelnianym senacie 1 2020-05-26 10:00 Hasior - Czy zburzyć ten pomnik? 4 2020-05-26 09:54 Grad w Zakopanem 2020-05-26 09:48 Foto konkurs na Dzień Matki 2020-05-26 09:01 Wszystkim mamom życzymy wszystkiego najlepszego 2020-05-26 08:02 Ktoś wyrzucił części samochodowe i psa 32 2020-05-26 00:00 Wytwórnia Lodów Naturalnych – Dzień Mamy 2020-05-25 21:15 Historyczna inwestycja na Spiszu 6
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama
Polecamy

FILMY TP

Album TP

Bojcorka

Pożegnania